Rozłam to klęska prawicy
Treść
Z posłem Wojciechem Mojzesowiczem (PiS),
rozmawia Wojciech Wybranowski
Panie Pośle, opuścił Pan posiedzenie Rady Politycznej PiS razem z marszałkiem Sejmu Markiem Jurkiem. Czy to wyraz sprzeciwu wobec wewnętrznej polityki władz klubu?
- Nie widziałem, że Marek Jurek wyszedł, natomiast opuściłem salę, jak tylko dowiedziałem się o decyzji pana marszałka. Dlaczego? Jest to osoba bardzo ważna dla mnie, znamy się wiele lat i uważam, że rzadko można znaleźć tak uczciwą osobę. Dlatego widząc, że jest w trudnej sytuacji, uznałem, iż powinienem do niego pójść i wesprzeć go w miarę moich możliwości. Porozmawiać jak człowiek z człowiekiem.
Ale tym samym - zdaniem niektórych polityków PiS - ustawił się Pan w opozycji wobec prezesa Kaczyńskiego.
- Jeżeli ktoś zwykłe ludzkie gesty odbiera jako ustawienie się w opozycji, to jego sprawa. Nie będę tego komentował. Jeżeli ktokolwiek tak to interpretuje, to trudno, szkoda słów.
Mówi się, że nastąpi rozłam w PiS, że część z tych osób, które opuściły salę, założy własny klub parlamentarny...
- Nie będę na to pytanie odpowiadał. To dzisiaj miało miejsce. Ja muszę niektóre kwestie przemyśleć już na spokojnie. Uważam, że zachowałem się tak, jak powinienem.
Wojownicze zapowiedzi słychać jednak z jednej i drugiej strony...
- Przede wszystkim są gesty pojednania. Pan marszałek powiedział, że będzie popierał rząd, pan premier za coś przeprosił Marka Jurka, więc mam nadzieję, że obaj panowie dojdą do porozumienia i dalej będą współpracować w ramach PiS, chadecko-ludowej partii z elementami narodowymi, jaka nam się marzyła przez lata i wszystko będzie dobrze. Rozłam to byłaby klęska prawicy. Ale do rozłamu, tak jak i do zgody, trzeba dwóch. Mam wielki szacunek do pana marszałka, oczywiście doceniam też pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Obaj panowie są tak dojrzałymi politykami, że powinni omówić, jak dalej ma PiS funkcjonować, i dojść do porozumienia.
A jeżeli podział stanie się faktem? Pan również opuści w takiej sytuacji PiS i zasili nowy klub?
- To jest pytanie, na które panu nie odpowiem. Liczę na to, że w najbliższych dniach sprawa zostanie wyjaśniona. Podobnie jak niektóre incydenty z udziałem przedstawicieli władz PiS.
To znaczy?
- Darcie listu biskupa Kazimierza Górnego przez posła Marka Suskiego jest dla mnie rzeczą nie do przyjęcia. Nad tym nie przejdę do porządku dziennego. Osoba, która ma pilnować porządku w klubie, nie może robić takich skandalicznych rzeczy i jeszcze mówić, że nic się nie stało, bo "nie czytał". To są rzeczy, które mnie jako Polaka bolą. Każde spotkanie PiS w regionach, gdziekolwiek by nie było, rozpoczynaliśmy od Mszy Świętej. Ja jestem człowiekiem grzesznym, na Mszę nie zawsze chodzę, biskupów znam bardzo mało, ale to nie znaczy, że nie ma we mnie głębokiej wiary. Są więc pewne rzeczy, których robić nam nie wolno i mam nadzieję, że pan premier Kaczyński otwarcie wyrazi dezaprobatę dla zachowania posła Suskiego i podarcia listu księdza biskupa. Bo to jest skandaliczne!
Najbliższe dni to rozmowy i negocjacje. Jak - Pana zdaniem - ułoży się przyszłość PiS?
- Chrześcijańsko-ludowa partia z elementami narodowymi, jaką jest PiS, to było nasze marzenie od lat. Dlatego wyszedłem z Samoobrony, dlatego jeździłem po polskich wsiach, przekonując do poparcia PiS. Myślę, że się pozbieramy, że będziemy dalej współpracować. Ale pewne rzeczy muszą być przestrzegane, marszałek Jurek musi mieć mocną pozycję w PiS, wtedy jest szansa na to, że ta partia będzie się trzymać w całości. Mam nadzieję, że finał będzie dobry.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-04-16
Autor: wa