Rozłam "pomarańczowych" martwi też upowców
Treść
Powołanie przez prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę rządu Wiktora Janukowycza doprowadza do rozłamu nie tylko w obozie "pomarańczowych", ale również w proprezydenckiej Naszej Ukrainie, w której część polityków wątpi, czy nowy rząd dotrzyma zasad zawartych w Uniwersale Jedności Narodowej. Opozycyjna liderka bloku swojego imienia Julia Tymoszenko oświadczyła, że jej ugrupowanie oprze się przekupstwom i represjom. Zakomunikowała również, że BJT opracował 4 drogi przedterminowego rozwiązania parlamentu. Nowa Rada Najwyższa zdecyduje o losie projektu wniesionego przez rząd Jurija Jechanurowa, przewidującego zrównanie w prawach byłych upowców z weteranami Armii Czerwonej.
Wicepremier Wiaczesław Kirilienko wybrany do Rady Najwyższej z listy Naszej Ukrainy oświadczył, że nie wejdzie do nowej koalicji. - Przede wszystkim dlatego, że nadal jestem przekonany, iż światopoglądy Partii Regionów i Naszej Ukrainy są bardzo różne. Jestem daleki od przekonania, że Partia Regionów będzie działać w zgodzie z duchem i literą podpisanego uniwersału - oświadczył. Stwierdził również, że nie widzi możliwości poparcia przywódcy nowej koalicji, Wiktora Janukowycza. Przekonywał, że rząd Janukowycza nie będzie proponował parlamentowi zatwierdzenia wcześniej złożonych przez "pomarańczową" ekipę Jurija Jechanurowa projektów ustaw o rozwoju języków na Ukrainie i "zapewnieniu ulg socjalnych bojownikom UPA".
W ten sposób polityk obozu "pomarańczowych" mimochodem wspomniał o tym, że po cichu poprzedni, "pomarańczowy" rząd ukraiński zaakceptował i przekazał do parlamentu podnoszony przez środowiska ukraińskich nacjonalistów projekt zrównania w prawach członków zbrodniczych ugrupowań OUN - UPA z żołnierzami Armii Czerwonej. Już 24 lipca ukraińska Rada Ministrów wniosła do rozpatrzenia do Rady Najwyższej projekt ustawy "o pomocy socjalnej dla uczestników ruchu narodowowyzwoleńczego na Ukrainie z lat 1939-1956". Z notatki dołączonej do "proupowskiego" projektu ustawy nr 1171 wynika, że projekt poprzedniego rządu zamierzał zapewnić gwarancje socjalne, ulgi i rekompensaty żołnierzom Siczy Karpackiej, "bojownikom OUN - UPA" i innych "partyzanckich formacji i uczestników ukraińskiego podziemia", którzy w latach 1939-1956 "prowadzili walkę narodowowyzwoleńczą o wolność i niezależność Ukrainy".
Zgodnie z tym dokumentem, członkom wszystkich wymienionych ugrupowań (a więc także band OUN - UPA) należałoby przyznać taki sam status, jaki do tej pory przysługuje weteranom Armii Czerwonej. Notatka, którą przytacza rosyjska agencja Regnum, informuje również, że według wstępnych obliczeń realizacja projektu przewidującego m.in. dofinansowanie ulg, rekompensat i wsparcia socjalnego miałaby kosztować budżet Ukrainy 55 mln hrywien (około 11 mln USD) rocznie. Losy skandalicznego projektu, który rani pamięć i cześć wielu pomordowanych Polaków, Ukraińców i Rosjan, są obecnie w rękach ukraińskiej Rady Najwyższej. W nowym układzie politycznym, w którym z jednej strony wzrosła rola skorumpowanego, promoskiewskiego obozu Partii Regionów, a z drugiej - zmniejszyły się wpływy środowisk nacjonalistycznych, rzeczywiście nie jest pewne, czy rząd Janukowycza poprze "proupowski" projekt. Wprawdzie - jak spekulują media - daleki krewny szefa Partii Regionów walczył po stronie UPA, ale sam Janukowycz odżegnuje się od tego środowiska. Przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Mykoła Pławiuk nie poparł pomysłu przeprowadzenia przedterminowych wyborów, w których "pomarańczowi" mogą stracić.
Polscy kombatanci podkreślają, że ogromne poparcie Polaków dla "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie nie może oznaczać zgody na gloryfikację jednej z najokrutniejszych organizacji II wojny światowej, jak tego oczekują nacjonaliści na zachodniej Ukrainie.
Waldemar Moszkowski
"Nasz Dziennik" 2006-08-07
Autor: wa