Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rozgrzewka przed meczem

Treść

Na środowym posiedzeniu Sejmu do porządku obrad prawdopodobnie trafią prokuratorskie wnioski o uchylenie immunitetów posłom Andrzejowi Lepperowi, Januszowi Maksymiukowi i Lechowi Woszczerowiczowi - wynika z informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik". Pod obrady mogą zostać poddane 7 września, tuż przed głosowaniem nad wnioskiem o samorozwiązanie Sejmu. Andrzejowi Lepperowi grozi odpowiedzialność karna za składanie fałszywych zeznań i narażenie na pozbawienie wolności niewinnej osoby.



7 września może okazać się swoistym dniem prawdy w kwestiach dotyczących źródeł przecieku w sprawie akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego w ministerstwie rolnictwa. Tego dnia bowiem - jak wynika z nieoficjalnych informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik" - pod obrady Sejmu mogą trafić prokuratorskie wnioski o uchylenie immunitetów: byłemu wicepremierowi Andrzejowi Lepperowi oraz posłom Januszowi Maksymiukowi i Lechowi Woszczerowiczowi.
Na chwilę przed rozwiązaniem Sejmu i ogłoszeniem przedterminowych wyborów parlamentarnych posłom zostaną przedstawione ustalenia prokuratury: zarówno w kwestii oskarżeń kierowanych przez Andrzeja Leppera pod adresem ministra Zbigniewa Ziobry, w których zarzuca mu on udział w przecieku, jak i w samej sprawie przecieku dotyczącego akcji CBA w ministerstwie rolnictwa. A w obliczu zbliżających się wyborów posłowie, zwłaszcza opozycji, będą musieli zadecydować, czy w imię politycznych interesów zablokują uchylenie immunitetów posłom Samoobrony, czy też - jak nawoływał w sobotnim wystąpieniu premier Jarosław Kaczyński - "poprą walkę z korupcją".
Poparcie opozycji dla prokuratorskich wniosków oznaczać będzie jednocześnie przyznanie racji PiS w walce z "układem"; zablokowanie uchylenia immunitetu zwłaszcza Lepperowi może być w oczach wyborców postawieniem się w szeregu "obrońców korupcji". Sobotnie, krótkie orędzie premiera Jarosława Kaczyńskiego to - jak wynika z naszych ustaleń - zaplanowane działania podgrzewające atmosferę przed piątkowym głosowaniem w sprawie uchylenia immunitetów. - Chciałem serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy nas popierają. Ale chciałem zwrócić się także do tych, którzy zwątpili, w tym zalewie szumu, w zalewie kłamstwa. Poprzyjcie nas! Ta walka, którą prowadzimy, jest walką w interesie Polaków, w interesie Narodu - mówił premier Jarosław Kaczyński w wygłoszonym orędziu.

Rozstrzygną zagraniczne ekspertyzy?
Jak ustaliliśmy, wniosek o uchylenie immunitetu parlamentarnego Andrzejowi Lepperowi będzie dotyczył fałszywych zeznań złożonych przed prokuraturą prowadzącą postępowanie w sprawie "przecieku" dotyczącego akcji CBA w resorcie rolnictwa. Jak twierdził Lepper, miał mu o tym powiedzieć Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości zarzucił Lepperowi kłamstwo i na dowód tego przekazał prokuraturze dyktafon z nagraniem zapisu całej rozmowy. Biegli z ABW potwierdzili autentyczność nagrania. Niezależne ekspertyzy ma też przygotować policja niemiecka, a być może również FBI.
Wszystko wskazuje jednak na to, że Andrzej Lepper doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż nadchodzący tydzień może być przełomowy w jego karierze politycznej. Dlatego też, choć przez ostatnie kilkanaście dni praktycznie zniknął "z wizji", oddając pole Romanowi Giertychowi, teraz zawzięcie atakuje Zbigniewa Ziobrę. I stosuje przy tym retorykę bardziej znaną z wcześniejszych wystąpień Leppera podczas ulicznych zamieszek niż parlamentarnych obrad.
- Gwóźdź PiS-u wyszedł i grał gwiazdę - mówił podczas konferencji prasowej Andrzej Lepper, odnosząc się do sobotniego briefingu ministra Zbigniewa Ziobry, na którym ten dziękował prokuraturze i policji za dobrze wykonaną pracę. - Jeszcze, "panie gwoździu", jest sąd nad panem. "Pan gwóźdź" też stanie przed sądem i wtedy będziemy się prawidłowo rozliczać - grzmiał Lepper.
Najprawdopodobniej również jeszcze podczas najbliższego posiedzenia Sejmu prokuratura wystąpi z wnioskiem o uchylenie immunitetów posłom: Januszowi Maksymiukowi i Lechowi Woszczerowiczowi, w związku z ich udziałem w sprawie "przecieku". Zarówno Maksymiuk, jak i Woszczerowicz w związku z "przeciekiem" usłyszeć mogą m.in. zarzut składania fałszywych zeznań.
Prowadzący sprawę śledczy chcą jeszcze w ramach postępowania przesłuchać szefa rządu i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Interesująca może być kwestia blisko godzinnego spotkania prezydenta z Januszem Kaczmarkiem, do jakiej doszło 5 lipca tuż przed spotkaniem Kaczmarka z Ryszardem Krauzem.
- Uczestniczyłem w tym spotkaniu, dotyczyło ono zagadnień związanych z ustawodawstwem i funkcjonowaniem struktur antyterrorystycznych w kraju - twierdzi minister Zbigniew Wassermann, koordynator służb specjalnych. Do przesłuchania premiera i prezydenta ma dojść jeszcze na początku tego tygodnia.

Kaczmarek stracił wiarygodność
- Nie jestem i nie byłem źródłem przecieku w sprawie akcji CBA w resorcie rolnictwa - utrzymuje Janusz Kaczmarek, który po zwolnieniu przez prokuraturę pojawił się na specjalnym briefingu w towarzystwie Romana Giertycha. Były minister mówił również, że jest przykładem wykorzystywania służb specjalnych do tego, by kogoś szkalować i oczerniać. Jednak po piątkowej konferencji prasowej prokuratorów Jerzego Engelkinga i Dariusza Barskiego wiarygodność byłego prokuratora krajowego zmalała.
- Jakimś cudem Kaczmarkowi, gdy był w rządzie, nic nie przeszkadzało - mówił Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej w Krakowie, ustosunkowując się do zarzutów powielanych przez Janusza Kaczmarka i liderów LiS. Zdaniem ministra sprawiedliwości, to zmasowany atak opozycji na jego osobę oraz kierowaną przez niego prokuraturę, zaś cały impet ataku opiera się właśnie na zapewnieniach Kaczmarka. - A w zakresie wiarygodności Lepper jest godny Kaczmarka - ironizował polityk PiS.
Z kolei premier Jarosław Kaczyński uważa, że z reguł zdrowego rozsądku wynika, iż Janusz Kaczmarek był źródłem przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa. Według szefa rządu, w całej sprawie opozycja dostała "wścieklizny politycznej", a teraz powinna przeprosić za swą wiarę w słowa byłego szefa MSWiA. We wczorajszym wywiadzie dla telewizji TVN szef rządu powiedział, że jest oczywiste, iż Kaczmarek dopuścił się przestępstw, mataczył i wykorzystywał do tego innych. Według premiera, przed speckomisją Janusz Kaczmarek "kłamał w sposób ewidentny, przy czym kłamał też przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu".
- To jest człowiek skrajnie nielojalny, całkowicie niewiarygodny, człowiek, który przyniósł już nie tylko nam, ale przede wszystkim polskiemu państwu olbrzymie straty - mówił szef rządu. Jarosław Kaczyński oświadczył również, że Kazimierz Marcinkiewicz nie był podsłuchiwany przez służby specjalne. Zdaniem lidera PiS - nikt nie był nielegalnie podsłuchiwany za czasów, kiedy to on stoi na czele polskiego rządu.
Wojciech Wybranowski
"Nasz Dziennik" 2007-09-03

Autor: wa