Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rosyjscy marynarze uratowani

Treść

Niemal w ostatniej chwili międzynarodowym ekipom udało się uratować 7 rosyjskich marynarzy uwięzionych w małym okręcie podwodnym AS-28 "Priz" i wyciągnąć jednostkę na powierzchnię morza. Udało się to głównie dzięki brytyjskiemu pojazdowi bezzałogowemu, który odciął liny i sieci oplatające rosyjską jednostkę, unieruchomioną na dnie jednego z najbardziej strzeżonych dotąd przez marynarkę Rosji akwenów.

Cała załoga jednostki bez większego uszczerbku na zdrowiu została przetransportowana statkiem do portu, skąd została zabrana do szpitala. - Do końca wierzyliśmy, że nas uratują. Wszyscy czujemy się dobrze - powiedział po wydobyciu jednostki na powierzchnię jej dowódca Wiaczesław Miałaszewski. W sztabie rosyjskiej Floty Pacyfiku poinformowano, że marynarze przejdą dokładne badania medyczne, gdyż "po 76 godzinach przebywania pod wodą w temperaturze 5-10 st. C pojawiły się u nich symptomy przeziębienia".
"Priz" udało się wydobyć, gdy brytyjski bezzałogowy pojazd podwodny "Scorpio" przeciął sieci rybackie zatrzymujące śrubę AS-28 pod wodą. Natomiast kadłub jednostki zaplątał się w liny podtrzymujące anteny, umocowane do dna morza 60-tonowymi kotwicami. Zapewne dlatego wcześniejsze próby odholowania jednostki na płytsze wody Morza Beringa nie powiodły się i trzeba było przeciąć liny.
Rosyjskie MSZ wyraziło w niedzielę "głęboką wdzięczność" Brytyjczykom, Amerykanom i Japończykom za pomoc w akcji ratowania załogi uwięzionego na Morzu Beringa miniokrętu. Amerykanie skierowali w rejon wypadku nurków i dwa pojazdy podwodne "SuperScorpio". Japończycy wysłali trałowce i okręty ratownicze. Ministerstwo podkreśliło, że akcja udała się dzięki "wspólnym, skoordynowanym wysiłkom rosyjskich, brytyjskich i amerykańskich wojskowych". - Szczególne wyrazy naszej wdzięczności należą się brytyjskim ratownikom, którzy kierowali aparatem "Scorpio". To ich praca pozwoliła na wypłynięcie AS-28 na powierzchnię i uratowała życie naszych marynarzy - powiedział dowódca rosyjskiej Floty Pacyfiku admirał Wiktor Fiodorow.
Marynarzy uratowano niemal w ostatniej chwili, ponieważ - jak twierdzą rosyjskie media - na "Priz" kończył się już tlen.
Rosyjski miniokręt podwodny AS-28 "Priz" (kolokwialnie zwany przez Rosjan batyskafem) osiadł w czwartek na Morzu Beringa, zaplątany w liny podwodnej anteny radiolokacyjnej i sieci rybackie. Informacje przekazano dopiero w piątek rano. Początkowo podawano też sprzeczne dane na temat jednostki i załogi. Przedstawiciele rosyjskiej marynarki mówili mianowicie, że tlenu powinno wystarczyć na 5 dni. Później okazało się, że jedynie na około dobę. Media tłumaczyły te rozbieżności m.in. tym, że na "Priz" było więcej ludzi, niż normalnie znajduje się na pokładzie. Bowiem załogę takiej jednostki stanowi nie więcej niż trzy osoby. Nie wiadomo, dlaczego było w niej aż siedmiu marynarzy.
Można przypuszczać, że część z nich miała wykonać jakieś specjalne zadania w miejscu, gdzie jest prawdziwa plątanina m.in. instalacji radarowych. Wody przybrzeżne na rosyjskim Dalekim Wschodzie kryją tajne instalacje i sądzono, że rosyjscy wojskowi nie będą skłonni dopuścić obcej marynarki wojennej w miejsce o tak dużym znaczeniu strategicznym. "Ten rejon jest naszpikowany tajemnicami" - zacytowała byłego dowódcę Floty Czarnomorskiej admirała Eduarda Baltina agencja Interfax. "To jest siedlisko strategicznych okrętów podwodnych" - dodał.
Rosyjskie media sugerują, że odpowiedzią na pytanie o dopuszczenie do tego rejonu zagranicznych jednostek może być katastrofa okrętu atomowego "Kursk" sprzed 5 lat, gdy zginęła cała jego 118-osobowa załoga. Po tej tragedii rosyjskie władze obwiniane były o zaniedbania i dbanie bardziej o tajemnice wojskowe niż życie ludzi.
Media rosyjskie zauważyły przy tej okazji, że również "Kursk" zatonął w sierpniu (12.08), podobnie jak inny okręt - "K-159" (30.08.2003 r.), który nie dopłynął do stoczni, gdzie miał być złomowany. Dziennik "Moskowskij Komsomolec" wyciągnął z tego wniosek, że sierpień jest czarnym miesiącem dla rosyjskiej floty podwodnej. Komandor Władimir Griwnow pytany przez dziennikarza gazety o to, czemu do wszystkich katastrof dochodzi w sierpniu, powiedział, że "właśnie w tym czasie odbywają się wszystkie podstawowe ćwiczenia". "Teraz jest tak: jak mamy ćwiczenia, to spodziewaj się nieszczęścia". Griwnow oświadczył też, że aparat AS-28 jest jednym z dwóch miniokrętów, które zostały wyremontowane i na nowo wyposażone przed dwoma laty. - Aparaty te trudno jednak nazwać nowoczesnymi. Projektować je zaczęto w latach 60. - dodał komandor. Z kolei przedstawiciel stoczni "Krasnoje Sormowo" w Niżnim Nowogrodzie, gdzie powstał AS-28, powiedział - cytowany przez agencję ITAR-TASS - że ten miniaturowy okręt w ogóle nie powinien wypływać w morze. Pojazd "znajdował się w awaryjnym stanie i wymagał remontu" - stwierdził przedstawiciel stoczni Oleg Konstantinow. Według niego, z wojskiem zawarto już wstępną umowę na remont jednostki, który miał się rozpocząć w październiku.
Prezydent Władimir Putin zlecił przeprowadzenie śledztwa w sprawie wypadku "Priz".
BM, PAP

"Nasz Dziennik" 2005-08-08

Autor: ab