Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ronaldinho na zakręcie kariery

Treść

Już nie czaruje kibiców fantastycznymi zagraniami, nie zdobywa wspaniałych bramek, z jego twarzy znikł charakterystyczny uśmiech. Więcej niż o jego postawie na boisku mówi się za to o wizytach w nocnych klubach i pozasportowym życiu. Brazylijczyk Ronaldinho, jeszcze nie tak dawno uważany (jak najbardziej słusznie) za najlepszego piłkarza świata, znalazł się na zakręcie kariery. Czy zdoła z niego wybrnąć?

W 2005 roku nikt nie miał wątpliwości - mijające miesiące należały do Ronaldinho, którego genialne akcje poprowadziły Barcelonę do największych sukcesów. Brazylijczyk zdobywał niezwykłe bramki, doprowadzał rywali do rozpaczy, kibiców do ekstazy. Charakterystyczny uśmiech stał się jego znakiem firmowym, rozpoznawalnym w każdym zakątku świata. Fani go uwielbiali, zachwyceni nie tylko umiejętnościami, ale i radością, jaką sprawia mu gra w piłkę. Mijały jednak miesiące i powoli obraz idola zaczął nieco blaknąć. Raz na jakiś czas pojawiały się informacje o niezbyt sportowym trybie życia, ale dopóki grał doskonale, dopóty umiejętnie je tuszowano. Wreszcie jednak bomba wybuchła. Brazylijczyk gubi formę, a jego wypady do nocnych klubów, powroty z dyskotek nad ranem, korzystanie z "uroków" życia niszczą talent - zaczęły alarmować życzliwe mu dotychczas hiszpańskie media. - Trzeba mu pomóc - ogłosił prezes Barcelony Joan Laporta. Piłkarza zabrakło w składzie na sobotni mecz dumy Katalonii z Sewillą. Oficjalnie z powodu kontuzji, ale w to nie uwierzył nikt. Już wcześniej zirytowany dyspozycją zawodnika trener Frank Rijkaard kilka razy zmieniał go w trakcie meczów. Gdy schodził z boiska w pojedynku Ligi Mistrzów z Olympique Lyon kibice "Barcy" pożegnali go wymownymi gwizdami. Nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca, ale też nigdy nie prezentował się tak słabo i tak dużo nie mówiono o jego pozasportowych ekscesach.
Ronaldinho znalazł się zatem na zakręcie kariery, a czy i kiedy z niego wyjdzie - zależy przede wszystkim od niego samego. Rijkaard nie ma wątpliwości, że Brazylijczyk może wrócić na sam szczyt, ale to już kwestia charakteru i zdobytej życiowej mądrości. Koledzy z drużyny stoją za nim murem. Choćby dla Lionela Messiego, obecnie największej gwiazdy Katalończyków, nadal pozostaje sportowym idolem (oby tylko Argentyńczyk wzorowanie ograniczył do wymiarów boiska). - On wciąż jest najlepszym piłkarzem świata - stwierdził po meczu z Lyonem. Tym samym, po którym kibice buczeli i gwizdali.
Pisk
"Nasz Dziennik" 2007-09-25

Autor: wa