Ricardo bohaterem Portugalii
Treść
To był niesamowity, wspaniały, niezapomniany mecz. Niezapomniana była też seria rzutów karnych, która musiała rozstrzygnąć o jego losach. Jej bohaterem został portugalski bramkarz Ricardo, który wpierw obronił strzał Dariusa Vassella, a później sam pokonał Davida Jamesa. Działo się to w siódmej, ostatniej serii. Rzuty karne gospodarze turnieju wygrali 6:5. Wcześniej mylili się Rui Costa i David Beckham. Po 120 minutach fenomenalnej walki był remis 2:2. Portugalia jest pierwszym półfinalistą Euro 2004! Zasłużenie.
Mecz ułożył się dla Anglików wspaniale. Jeszcze nie wszyscy kibice (których - uwaga - większość pochodziła z Wysp!) zdążyli wygodnie rozsiąść się na trybunach Estadio da Luz w Lizbonie, a już było 0:1. Błąd popełnił Costinha, który zagrał piłkę do własnego bramkarza, nie dostrzegając Michaela Owena. Napastnik Liverpoolu, mimo iż stał tyłem do bramki, z niezwykle trudnej pozycji posłał ją do siatki. Piękny gol.
Portugalczycy natychmiast rzucili się do odrabiania strat. Już w 6. min znakomity rajd przeprowadził Luis Figo, dośrodkował w pole karne, gdzie piłkę przejął Christiano Ronaldo - jego strzał zablokowali obrońcy, było groźnie. Dwie minuty później kapitalnie "huknął" z dystansu Maniche, David James z trudnością wybił piłkę ponad poprzeczkę. Po chwili blisko szczęścia był Nuno Gomes. Gospodarze grali dobrze, starali się jak najszybciej wyrównać. Mało jednak brakowało, aby sami stracili drugą bramkę. Po zablokowanym uderzeniu z rzutu wolnego Davida Beckhama futbolówkę przejął Wayne Rooney, jego strzał obronił Ricardo. W 21. min w dogodnej sytuacji spudłował Sol Campbell.
Anglicy musieli się podobać. Grali bardzo mądrze, konsekwentnie, umiejętnie wybijali gospodarzy z uderzenia. Wygrali walkę w środku boiska, pewnie spisywali się w obronie, a w ataku mieli rewelacyjnie usposobionego Owena. Tak ostatnio chwalony Rooney rozpoczął dobrze, ale już w 23. min musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. To była ogromna strata, następcy - Dariusowi Vassellowi, do nastolatka z Evertonu brakuje dużo.
W 30. min mogło być 0:2. Szybki Owen błyskawicznie strzelił z 18 m, Ricardo jakimś cudem wybił piłkę na rzut rożny.
W pierwszej połowie Portugalczycy aż trzy razy wykonywali rzuty wolne z bardzo niebezpiecznych pozycji. Dwa razy Figo i raz Deco wykonali je jednak fatalnie, pudłując straszliwie.
Po przerwie gospodarze natarli na rywala ze zdwojoną siłą. Na długie minuty zamknęli Anglików na ich połowie, ale nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie Jamesa. Z dystansu strzelał Maniche - prosto w bramkarza. W 59. min Ronaldo uderzył z 8 m - obok bramki. Po chwili szczęścia próbował Nuno Gomes - bez powodzenia. W 66. min z 20 m zaskoczyć Jamesa chciał wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Simao, chybił nieznacznie. Ale nie były to czyste, dogodne sytuacje. Minuty mijały, wydawało się, że ataki gospodarzy nie przyniosą efektu. Do 83. min - wtedy to akcję przeprowadzili rezerwowi - Simao świetnie wrzucił piłkę w pole karne, tam najwyżej wyskoczył Helder Postiga i kapitalną "główką" umieścił ją w siatce. 1:1! Dogrywka? Tak, chociaż w ostatniej minucie Anglicy byli blisko. Wpierw piłka po strzale Campbella trafiła w poprzeczkę, po chwili wylądowała w bramce, ale sędzia Urs Meier gola nie uznał. Jego zdaniem, wcześniej John Terry faulował Ricardo.
Pierwsza część dogrywki przebiegła pod dyktando Portugalczyków. Długie minuty przesiadywali na angielskiej połowie, ale nic z tego nie wynikło. Próbowali strzałów z dystansu, efektownych padów w polu karnym, wrzutek, ale bezskutecznie.
To ich jednak nie zraziło. W drugiej połowie dogrywki rzucili się na rywala z jeszcze większą pasją. I dopięli swego. W 110. min Rui Costa fantastycznie uderzył z 18 m, pędząca z niesamowitą prędkością piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do angielskiej bramki. Koniec? Nie! Emocje trwały. W 115. min w zamieszaniu podbramkowym do wyrównania doprowadził Frank Lampard. Wynik 2:2 utrzymał się do 120. minuty tego fenomenalnego meczu. O wszystkim musiały zadecydować rzuty karne.
Dziś w drugim ćwierćfinale spotkają się Francja i Grecja. Teoretycznie wszystko przemawia za "Trójkolorowymi", ale Grecy już nieraz udowodnili, że nie można ich przekreślać. Że stać ich na wiele. - Obiecujemy, że nie spoczniemy na laurach i zrobimy wszystko, by Francuzi mieli z nami kłopoty - zapowiedział kapitan reprezentacji Theodoros Zagorakis.
Piotr Skrobisz
Nasz Dziennik 25-06-2004
Autor: DW