Requiem Mozarta w Kielcach
Treść
W przypadku "Requiem" Mozarta fakty, mity, legendy i plotki wymieszały się do tego stopnia, że dzisiaj nie sposób dojść, co jest prawdą, która odsłania genezę powstania tego szczególnego dzieła. Jedno jest pewne, od ponad stu lat "Requiem" jest najczęściej wykonywaną mszą żałobną. Szczególną tradycją jest jego wykonywanie w przededniu Uroczystości Wszystkich Świętych. Z tej okazji mieliśmy okazję wysłuchania "Requiem" w Kielcach.
Zanim jednak mogliśmy podziwiać to wspaniałe arcydzieło, musieliśmy przebrnąć przez fatalnie zagraną uwerturę do "Czarodziejskiego fletu" i nie najwyższych lotów wykonanie Koncertu na klarnet a-moll KV 622 W.A. Mozarta. Rozpoczynającą koncert uwerturę cechowała zupełna niezborność brzmienia, zamazana dynamika i przeciągane pauzy. W tej sytuacji trudno mówić o jakiejkolwiek interpretacji, czystości mozartowskiego stylu. Wykonaniu koncertu klarnetowego generalnie zabrakło tej wspaniałej śpiewności w płynnie prowadzonym dialogu klarnetu z orkiestrą. Grający partię solową Wojciech Mrozek nie zachwycił też ani urodą dźwięku, ani techniczną biegłością.
Przyznaję, że po tym, co usłyszałem w pierwszej części koncertu, w nienajlepszym nastroju zasiadłem do wysłuchania "Requiem". I tutaj czekało mnie pozytywne zaskoczenie, co zresztą z przyjemnością podkreślam. Interpretacja już od pierwszych taktów ujmowała klimatem powagi i charakterem mszy żałobnej, co pozwoliło na wyeksponowanie mistycznych emocji i specyficznej ekspresji. Dyrygujący koncertem Jacek Rogala zrobił wiele, by wiernie oddać nastrój liturgicznego tekstu i uczynić ze swojej interpretacji wielki muzyczny teatr ze śmiercią w roli głównej. Tym razem wspaniała muzyka Mozarta miała dramatyczną głębię i ekspresję, dobrze rozłożone napięcia oraz wyraźnie zaznaczone kontrasty dynamiczne pomiędzy poszczególnymi częściami. Pięknie zabrzmiało "Dies Irae", "Lacrimosa" i Benedictus". Z satysfakcją słuchałem nie tylko uważnej i zaangażowanej gry orkiestry (gdyby jeszcze puzony spełniły oczekiwania), ale również dobrze przygotowanego chóru, który ma tutaj do spełnienia najważniejszą rolę i który ujmował wokalną dyscypliną, spoistością oraz klarownością brzmienia.
Na słowa uznania zasłużył, dobrze dobrany i zestrojony barwą głosów, kwartet solistów: Katarzyna Trylnik - sopran, Magdalena Idzik - mezzosopran, Piotr Kusiewicz - tenor i Andrzej Leonard Mróz - bas.
Adam Czopek
Nasz Dziennik 4-11-2003
Autor: DW