Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Redagują "zaświadczenia"

Treść

Ostatni etap prac rozpoczęła wczoraj nadzwyczajna sejmowa komisja ds. ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego. W ciągu najbliższych posiedzeń, równoległych do prac Sejmu, członkowie komisji chcą ostatecznie przyjąć katalog osób lustrowanych, zredagować formę "zaświadczenia IPN" oraz zamknąć prace nad ustawą. Jeszcze w lipcu nad wprowadzeniem tzw. ustawy lustracyjnej będzie debatował Sejm.

- W tym tygodniu przyjmujemy katalog osób objętych lustracją, może już we wtorek przechodzimy do kolejnych punktów i zamykamy pracę nad ustawą - powiedział nam poseł Zbigniew Girzyński, członek komisji pracującej nad tzw. ustawą lustracyjną. Jego zdaniem, prace mogą się przedłużyć tylko w przypadku, "gdyby wyniknęły jakieś naprawdę poważne różnice zdań wśród członków komisji".
Najważniejszym elementem wznowionych wczoraj obrad sejmowej komisji będzie przyjęcie i wprowadzenie do ustawy zapisu ściśle określającego tzw. katalog osób lustrowanych, czyli takich, które po wejściu w życie ustawy będą musiały liczyć się z tym, że dokumenty dotyczące ich ewentualnej współpracy z SB zostaną ujawnione i opublikowane w internecie.
Obok polityków, członków rządu lustracji najprawdopodobniej będą podlegać: szefowie oraz wydawcy mediów prywatnych i publicznych, dziennikarze, samorządowcy, dyplomaci, członkowie zarządów spółek z udziałem Skarbu Państwa, nauczyciele akademiccy szkół publicznych i prywatnych od stopnia doktora habilitowanego, radcy prawni i notariusze.
Włączenie tych kategorii osób do katalogu osób lustrowanych znacznie rozszerza zakres lustracji. Do tej pory bowiem oświadczenia mówiące o ewentualnej współpracy ze służbami specjalnymi reżimu komunistycznego muszą składać tylko osoby pełniące najważniejsze kierownicze funkcje w państwie, parlamentarzyści, sędziowie, adwokaci i prokuratorzy oraz szefowie mediów publicznych - PAP, TVP i Polskiego Radia. - Ustawa likwiduje oświadczenia, których wiarygodności przeciętny obywatel nie był w stanie sprawdzić. Teraz dokumenty osób publicznych czy wykonujących zawód zaufania publicznego zostaną ujawnione, opublikowane w internecie, a statystyczny Kowalski będzie sam mógł sprawdzić, czy Iksiński współpracował z SB, czy i na kogo donosił oraz jakie motywy nim kierowały. To obywatel będzie oceniał, czy dla niego dany polityk, minister etc. to człowiek z kryształowo czystą przeszłością, esbecki konfident, a może po prostu ofiara reżimu totalitarnego - tłumaczy nam jeden z członków komisji.
Tak szeroki zakres lustracji budzi zaniepokojenie w środowiskach, które obawiają się ujawnienia opinii publicznej informacji o kompromitujących faktach dotyczących współpracy ze służbami reżimu totalitarnego. Jeden z tygodników w opublikowanym niedawno artykule alarmował - "Milion osób do lustracji!". - Jak ktoś koniecznie chce, to może i do wróbla z armaty strzelać - komentują parlamentarzyści, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik", i dodają, że przekłamany, naciągany i zafałszowany obraz lustracji jako rzekomego "polowania na czarownice" to podstawowy, choć nieprawdziwy, argument stosowany przez przeciwników odtajnienia esbeckich teczek. Nie dziwi ich również radykalny sprzeciw wobec lustracji dziennikarzy niektórych wpływowych mediów.
Zdaniem Antoniego Dudka, historyka Instytutu Pamięci Narodowej, "dziś większość dziennikarzy czynnych w PRL to już emeryci, ale w zawodzie mogą być np. ci, których zwerbowano na studiach w latach 80., kiedy agentura SB była najbardziej rozbudowana".
Wojciech Wybranowski

"Nasz Dziennik" 2006-06-21

Autor: ab