Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Razem, ale osobno

Treść

Silny kandydat PiS w wyborach prezydenckich w Poznaniu, ale... drugi niezależny z tego samego ugrupowania. Listy wspólne z LPR, ale... oddzielne; Miał być silny blok prawicy w Poznaniu i wielkie zwycięstwo w wyborach samorządowych, zamiast tego - są wewnątrzpartyjne konflikty i tarcia.
Wszystko wskazuje na to, że personalne ambicje polityków wielkopolskiej prawicy i nieumiejętność "porozumienia ponad podziałami" po raz kolejny pomogą w zwycięstwie... lewicy.

- Wystartuję w wyborach samorządowych albo z list Prawa i Sprawiedliwości, albo w ogóle - zapowiada Elżbieta Barys, przewodnicząca Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Barys, współautorka ustawy o Krajowej Spółce Cukrowej, znana jest nie tylko w Wielkopolsce z zaangażowania w obronę polskich interesów. Miała być jednym z motorów napędowych ewentualnej koalicyjnej listy PiS - LPR w wyborach samorządowych w Wielkopolsce, ale takiej listy raczej nie będzie.
- Centrala w Warszawie jest zdecydowanie przeciwna wspólnemu startowi z PiS w samorządówce. Mówi się o koalicji już po wyborach, ale jednocześnie mamy sygnały, że z list zostaną wycięci ci, którzy wcześniej za taką koalicją się opowiadali - mówi nam jeden z czołowych polityków wielkopolskiej LPR.

Taktyka usuwania
Taktyka usuwania z list wyborczych osób, które sprzeciwiały się ścisłemu kierownictwu partii, to praktyka częsta i spotykana nie tylko w LPR. Tu jednak dotknęłaby osób, które stanowią o sile tego ugrupowania. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, promowane miałyby być natomiast osoby, które podczas niedawnego konfliktu w tym ugrupowaniu, kilka miesięcy wcześniej opowiedziały się wyraźnie po stronie Romana Giertycha i Wojciecha Wierzejskiego. Rzecz w tym, że to ci z "drugiego garnituru" działaczy, jak Radosław Handke (Młodzież Wszechpolska) czy Mieczysława Zalewska, nie są w stanie zapewnić dobrego wyniku wyborczego. Dlatego też obok Elżbiety Barys już dziś spora grupa polityków i samorządowców wielkopolskiej LPR mniej lub bardziej otwarcie wspomina o rezygnacji z ewentualnego startu z list wyborczych LPR i zapewnienia sobie miejsca na listach PiS.
- Start w wyborach ma sens wtedy, kiedy jest się na liście ugrupowania, które ma szansę przekroczyć wymagany próg. LPR w Poznaniu takiej szansy obecnie raczej nie ma - mówi radny miejski Tymoteusz Jacyna-Onyszkiewicz (LPR). Jego zdaniem, wspólna lista PiS - LPR byłaby najlepszym rozwiązaniem. Ale - jak dodaje Jacyna-Onyszkiewicz - program LPR można realizować, będąc kandydatem innego ugrupowania.
W gronie osób związanych z LPR coraz więcej z nich przyznaje, że jeżeli nie zostanie zawiązana koalicja, to będą chciały reprezentować nie LPR, a PiS, bo konkurencyjne listy wyborcze oznaczają porażkę.
- Rozmowy trwają, ale na dzisiaj mogę powiedzieć, że raczej idziemy osobno. To nie jest tak, że nie chcemy się porozumieć, ale decyzja w tej sprawie w dużym stopniu zależy od central obu ugrupowań - przyznaje poseł Filip Libicki (PiS). Poseł Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" potwierdza jednak, że jest grono "reprezentatywnych" działaczy wielkopolskiej LPR, którzy mogą "gościnnie" znaleźć się na listach PiS. Inny z polityków tej partii dodaje, że chodzi o tych spośród członków LPR, którzy "sprawdzili się już w polityce", a którzy reprezentując komitet wyborczy LPR, nie mieliby szans znaleźć się w samorządzie.
- Ciągle wierzę, że będzie wspólna lista, bo jest to rozwiązanie dobre dla poznańskiej prawicy. Trzeba rozmawiać o koalicji wyborczej, porozumieć się i wygrać - to jedyny komentarz w tej sprawie, jaki zgodził się nam przedstawić Przemysław Piasta (LPR), wicemarszałek województwa wielkopolskiego.

W PiS wrze
Jednak nie tylko LPR ma problemy związane z wyborami samorządowymi. W samym PiS wrze ukrywany przed mediami konflikt pomiędzy potencjalnymi kandydatami na prezydenta miasta: posłem Jackiem Tomczakiem i dr. Andrzejem Grzybowskim. Jeden i drugi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" przyznają, że ewentualny start kontrkandydata w wyborach prezydenckich byłby trudny do zaakceptowania. Zdecydowanym kandydatem większości działaczy PiS w Poznaniu jest Jacek Tomczak, który dał się poznać z nienajgorszej strony podczas pracy w parlamencie, jednak były wiceprezydent Poznania dr Andrzej Grzybowski cieszy się poparciem struktur terenowych Prawa i Sprawiedliwości i bynajmniej nie zamierza składać broni.
- O tym, kto będzie kandydatem PiS na prezydenta Poznania, zdecydują władze ugrupowania na czele z Jarosławem Kaczyńskim. Jeżeli dostanę rekomendację partii, jestem gotów podjąć to wyzwanie - powiedział nam poseł Tomczak.
Już dziś wiadomo jednak, że jeśli oficjalnym kandydatem PiS zostanie poseł Jacek Tomczak, to w takiej sytuacji dr Andrzej Grzybowski wystartuje jako kandydat niezależny i będzie zabiegał o poparcie części wyborców PiS. By wygrać wybory, Grzybowski musiałby dysponować silnym zapleczem politycznym, a o to z kolei w Poznaniu będzie mu trudno.
- Andrzej byłby świetnym kandydatem, ale jest "singlem", który nie potrafi pracować w zespole. Nie jest w stanie dłużej współpracować z grupą, myśli kategoriami własnego "ja" - komentuje jeden z niedawnych bliskich współpracowników Grzybowskiego. Taki pogląd podziela też część polityków LPR, którzy cztery lata temu zastanawiali się nad wystawieniem Grzybowskiego jako reprezentanta ich ugrupowania.
Start dwóch kandydatów wywodzących się z grona PiS nie da zwycięstwa żadnemu z nich. Doprowadzi natomiast do powtórzenia sytuacji znanej sprzed czterech lat, kiedy to dwie walczące o władzę wewnątrz ugrupowania frakcje "libickich" i "stryjskich" zajmowały się głównie rywalizacją między sobą, mniej zaś walką o dobry wynik wyborczy. W gorącej atmosferze wyborów z pewnością doprowadzi również do zwiększenia podziałów wewnątrz tego ugrupowania, które w Wielkopolsce i tak jest dość mocno skłócone. Dlatego też działacze PiS w Poznaniu przyznają w nieoficjalnych rozmowach, że liczą na zdecydowaną interwencję Jarosława Kaczyńskiego, na tyle szybką, by mogła zapobiec rozpadowi wielkopolskiego PiS.
Wojciech Wybranowski

"Nasz Dziennik" 2006-07-11

Autor: ab