Rachunek za Unię
Treść
Społeczeństwo Cypru, który 1 maja przyszłego roku wraz z 9 innymi krajami ma wejść do Unii Europejskiej, dopiero teraz zaczyna sobie zdawać sprawę z finansowych kosztów tego członkostwa i konieczności adaptacji swoich przepisów do unijnego ustawodawstwa. Nawet na szczeblu rządowym nie ukrywa się nadchodzących trudności.
Rządowy koordynator do spraw harmonizacji europejskiej Takis Hadjidemetriu oświadczył, że Cypr czekają ciężkie czasy, i że może on się stać członkiem unijnej "drugiej strefy", jeżeli wyspa nie będzie w stanie spełnić unijnych warunków dostosowawczych. Przyznał jednocześnie, że dotychczas ludność Cypru trzymano w niewiedzy co do kosztów dostosowań.
Dłużej owej niewiedzy nie da się utrzymać, bo ludność coraz bardziej na własnej skórze zaczyna odczuwać jej finansowe konsekwencje. Pierwszą oznaką niezadowolenia był niedawny tygodniowy strajk kierowców ciężarówek, który sparaliżował wielki port Limasol. Kierowcy protestowali przeciwko planom wprowadzenia zawodowych egzaminów na znacznie wyższym niż dotychczas poziomie i perspektywie wycofania z obiegu tysiąca pojazdów. Rząd podjął z kierowcami negocjacje. Zapowiedzieli oni jednak kontynuowanie strajków, które już teraz kosztują kraj 100 mln USD, jeżeli nie zostaną uwzględnione ich postulaty.
Od dwóch lat znacznie podniosły się na Cyprze ceny papierosów i paliw. W najbliższej perspektywie są podwyżki cen żywności wraz ze wzrostem narzucanej przez Unię stawki VAT. Jednocześnie odejdzie się na wyspie od obecnych protekcjonistycznych barier celnych na wiele produktów, co grozi zalewem tańszej produkcji z kontynentu i bankructwem tysięcy rolników.
Trudności z wejściem Cypru w struktury unijne będą tym większe, że jest on jedynym krajem, w którym nie przeprowadzono w tej kwestii referendum. O wejściu do Unii zdecydował krajowy parlament, dla którego ma ono być szansą na osłabienie tureckich wpływów na wyspie, i być może na szybsze zjednoczenie wyspy. Nikt zaś nie zastanawiał się nad konsekwencjami gospodarczymi całego przedsięwzięcia.
Okazało się, że rząd Cypru nie przewidział odpowiedniego funduszu, niezbędnego do pełnej partycypacji wyspy w funkcjonowaniu w UE. Teraz musi on bardzo szybko poprzez obciążenia podatkowe ludności znaleźć niezbędne pieniądze.
Dla właściwego udziału Cypru w pracach instancji unijnych potrzebnych będzie aż 3 tys. nowych urzędników. W tej sytuacji rząd zamroził plany zatrudnienia ludzi w wewnętrznym sektorze publicznym, by zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na europejskich funkcjonariuszy. Rząd Cypru zastanawia się też, skąd wziąć fundusze na opłacenie kosztów podróży tych ludzi. Rocznie będą oni odbywać ponad 3 tys. wyjazdów.
Cypr czeka także prawdziwy maraton legislacyjny. Do 1 maja 2004 r. państwo to musi bowiem jeszcze zmienić i zmodyfikować 150 ustaw.
Już obecnie Bruksela wyraziła zastrzeżenia, zarzucając Nikozji opóźnienia w sektorze ochrony środowiska i utrzymywanie monopolu telekomunikacyjnego. Unia nakazała też przeanalizowanie i zmianę stosunków zagranicznych Cypru z wieloma krajami, m.in. z Rosją, której obywatele przybywają na wyspę bez wiz wjazdowych.
Franciszek L. Ćwik
Nasz Dziennik 22-10-2003
Autor: DW