Przykład z Bułgarii
Treść
Ujawnienie teczek szefów najważniejszych mediów bułgarskich zapowiedział szef tamtejszego ministerstwa spraw wewnętrznych Rumen Petkow. Decyzja ministra jest reakcją na prośbę dziennikarki, która zwróciła się do niego o dostęp do akt szefów najważniejszych mediów publicznych i prywatnych oraz kilku znanych dziennikarzy po tym, jak zapowiedział on otwarcie archiwów resortu. W Polsce kwestia lustracji dziennikarzy utknęła na etapie proceduralnym, a czołowi dziennikarze największych mediów prywatnych i publicznych, silnie wpływający na kształtowanie opinii społecznej, nie odpowiedzieli na apele o autolustrację.
Specjalizująca się w dziennikarstwie śledczym Bułgarka Angelina Petrowa poprosiła o dostęp do teczek szefów publicznego radia i telewizji, dwóch telewizji prywatnych o ogólnokrajowym zasięgu oraz dwóch największych gazet i kilku znanych dziennikarzy - łącznie 10 osób. Minister Petkow odpowiedział, że "uczyni wszystko w ramach prawa, żeby dać pozytywną odpowiedź".
Natychmiast zareagowały na to redakcje "zainteresowanych" sprawą mediów. Gazeta "24 czasa", której redaktor naczelna również jest na liście, opublikowała w sobotę wypowiedzi wszystkich 10 dziennikarzy. Zaprzeczyli oni, by współpracowali ze służbami bezpieczeństwa, i zapewniali, że nie mają się czego wstydzić. Szefowe publicznego radia i telewizji tłumaczyły, że były już lustrowane przed mianowaniem przez Radę Mediów Elektronicznych.
Lustrację dziennikarzy próbowano w Bułgarii przeprowadzić w 1997 roku. Kontrolowany przez partie postrzegane jako prawicowe parlament wprowadził ustawę o dostępie do archiwów byłych komunistycznych służb specjalnych. Powołana na mocy tej ustawy komisja rozpoczęła lustrację polityków, ministrów, posłów, kandydatów na posłów i przedstawicieli samorządów. Wśród lustrowanych wykryto 150 agentów. Następnie mieli być sprawdzani m.in. szefowie mediów i członkowie synodu bułgarskiej Cerkwi prawosławnej. Jednak w 2002 r. nowy parlament zniósł tę ustawę i przegłosował inną - o ochronie informacji niejawnych. Zakazywała ona dostępu do nich osobom, które współpracowały ze służbami specjalnymi i wywiadem wojskowym w latach 1944-1989. Powołano Państwową Komisję Ochrony Informacji Niejawnych, która sprawdza wszystkich pracowników administracji i wojskowych, mających otrzymać taki dostęp.
Jednak poza tym kręgiem lustrację praktycznie wstrzymano.
- W projekcie ustawy lustracyjnej opracowanym przez Prawo i Sprawiedliwość dziennikarze nie są uwzględniani, jest tylko mowa o redaktorach naczelnych czasopism, natomiast nie wykluczam, że taka poprawka zostanie zgłoszona w toku prac w komisjach czy też w drugim czytaniu w Sejmie. Będziemy chcieli na posiedzenia komisji zaprosić przedstawicieli dziennikarzy, m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które ten problem mocno podnosiło. Jesteśmy otwarci na dyskusję - powiedział nam poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS) z sejmowej komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw o zmianie ustawy dotyczącej IPN oraz o dokumentach organów komunistycznej bezpieki. Podkreśla on, iż istnieje sporo problemów technicznych związanych z definicją zawodu dziennikarza. Ta zapisana w prawie prasowym z 1984 r. jest przestarzała i nie będzie obejmowała wszystkich osób, które zajmują się dziennikarstwem. - Gdyby definicja dziennikarza była na tyle precyzyjna, że rzeczywiście pozwalałaby objąć tą ustawą tych dziennikarzy, którzy mają istotny wpływ na kształtowanie opinii publicznej, to byłbym za wprowadzeniem takiej poprawki. Natomiast w sytuacji gdy nie ma dobrej definicji, ustawa mogłaby objąć dziennikarzy np. czasopism technicznych czy lokalnych pisemek. Wtedy sprowadzilibyśmy rzecz do absurdu - dodał Mularczyk.
Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego i były poseł, w kontekście inicjatywy podjętej w Bułgarii powiedział nam, iż sprawa czystości mediów jest jedną z najważniejszych we wszystkich krajach, które przeszły przez dyktaturę komunistyczną. - Należy się cieszyć, że rząd bułgarski także to rozumie i stara się tę sprawę wyjaśnić. W Polsce na szczęście sytuacja jest o tyle lepsza, że każdy dziennikarz ma prawo wystąpić do Instytutu Pamięci Narodowej o status osoby pokrzywdzonej i wtedy otrzyma informacje na swój temat lub też okaże się, że jest agentem. Chcę przypomnieć, że miesiąc temu na łamach "Naszego Dziennika" wystąpiłem do czołowych dziennikarzy oraz właścicieli mediów prywatnych i publicznych z apelem, aby zwrócili się o swoje materiały do IPN. Następnie 6 kwietnia Zarząd TVP SA podjął decyzję, że tajni współpracownicy nie powinni pracować w telewizji publicznej. Właśnie mija miesiąc, który został wyznaczony dziennikarzom na ustosunkowanie się do tej sprawy. Najwyższy czas, żeby dziennikarze przekazali informacje na swój temat lub aby Zarząd podjął decyzję w trybie art. 53 kodeksu pracy, czyli niewywiązywania się ze zobowiązań pracowniczych - powiedział nam Antoni Macierewicz.
Jolanta Tomczak, BM, PAP
"Nasz Dziennik" 2006-05-08
Autor: ab