Przestępcy pozostaną bezkarni?
Treść
Jedno z najbardziej prestiżowych i priorytetowych śledztw prowadzonych przez prokuraturę IPN dotyczące ok. 100 zabójstw, m.in. działaczy opozycji i księży w latach 80., może stanąć w martwym punkcie. Władze policyjne odwołały ostatniego funcjonariusza, który wraz z prokuratorem Andrzejem Witkowskim z lubelskiego odziału IPN rozpracowywał przestępczą strukturę istniejącą w resorcie bezpieczeństwa w czasach PRL.
Od Nowego Roku ogromne śledztwo w sprawie funkcjonowania w okresie od 29 listopada 1956 r. do 31 grudnia 1989 r. w resorcie spraw wewnętrznych PRL - w Warszawie oraz innych miejscowościach na terenie całego kraju - związku przestępczego prowadzi już tylko jeden prokurator. Andrzej Witkowski pozostał sam w śledztwie, gdyż policjantowi, który od 3 lat wykonywał w ramach tego postępowania czynności operacyjno-rozpoznawcze i procesowe, władze policji nie przedłużyły delegacji. Tym samym powołana pod koniec rządów AWS grupa śledcza mająca wytropić zbrodniczy związek po 3 latach systematycznego zmniejszania jej składu osobowego u schyłku rządów formacji postkomunistycznych przestała istnieć.
- Prowadziłem w tej sprawie korespondencję zarówno z komendantem wojewódzkim, jak i komendantem głównym policji - mówi Andrzej Borys, dyrektor oddziału lubelskiego IPN. - Policja tłumaczyła, że nieprzedłużenie delegacji policjantowi nastąpiło przede wszystkim ze względów formalno-prawnych, ale wskazała także powody ekonomiczne. Według policji, na funkcjonowanie grupy śledczej wydano znaczne środki, np. na same delegacje 50 tys. zł, na płace i pochodne - ponad 300 tys. zł. Ale głównym argumentem są według policji względy formalne, brak podstawy prawnej - dodaje Borys.
Jak poinformował nas dyrektor lubelskiego IPN, komendant główny policji wyraził gotowość oddelegowania policjanta do pracy w śledztwie, ale na innych niż dotychczasowe zasadach. Funkcjonariusz zostałby delegowany do pracy poza policją, a IPN musiałby wziąć na siebie koszty jego uposażenia, "trzynastki" itp. Ponieważ praca policjanta w śledztwie jest niezbędna, Borys zwrócił się do dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu prof. Witolda Kuleszy o rozważenie możliwości odpłatnego wynajęcia policjanta. Decyzji jeszcze nie podjęto.
O podanie powodów odwołania policjanta ze śledztwa prowadzonego przez lubelską prokuraturę IPN zwróciliśmy się do rzecznika Komendy Głównej Policji. Skierowano nas do Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, skąd z powrotem odesłano do Komendy Głównej. Do dziś nie uzyskaliśmy z biura prasowego KGP odpowiedzi na pytania, przesłane w ubiegłym tygodniu drogą elektroniczną.
Z naszych ustaleń wynika, że po 3 latach funkcjonowania grupy śledczej ds. wykrycia esbeckiego związku przestępczego policja doszła do wniosku, iż prokuraturze IPN w ogóle nie przysługuje prawo do powoływania grupy śledczej w sprawie śledztw, które prowadzi. Grupy śledcze powoływane są do prowadzonych postępowań w sprawach skomplikowanych, wielowątkowych, o dużej zawiłości i randze, na podstawie przepisów kodeksu postępowania karnego. Tymczasem policja proponuje, aby IPN zatrudnił policjanta na zasadzie art. 36 Ustawy o policji i przepisów wykonawczych do tej ustawy. Z tych przepisów wynika, że instytucja, do której policjant jest oddelegowany, płaci mu wynagrodzenie i ponosi koszty jego funkcjonowania. Dotąd korzystały z tego różne instytucje niezwiązane z wymiarem sprawiedliwości. Propozycja, aby prokuratura płaciła policji za czynności śledcze, jest niespotykana w praktyce prowadzenia śledztw. Istnieją również poważne wątpliwości, czy funkcjonariusz delegowany w tym trybie do pracy poza policją mógłby wykonywać czynności procesowe w toczącym się śledztwie.
Bardzo tajemniczo przedstawia się historia perypetii personalnych, z jakimi od początku boryka się śledztwo w sprawie istnienia związku przestępczego w resorcie spraw wewnętrznych PRL. Trzyosobową grupę śledczą złożoną z funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego powołał w sierpniu 2001 r. na polecenie Marka Biernackiego, ministra spraw wewnętrznych i administracji, ostatni komendant policji z AWS-owskiego nadania Jan Michna. Jednak gdy po jesiennych wyborach w 2001 r. rządy przejęli postkomuniści, Antoni Kowalczyk, nowy komendant policji, długo zwlekał z wykonaniem decyzji swojego poprzednika. Dopiero na skutek interwencji prokuratora Witkowskiego powołał grupę złożoną już nie z 3 funkcjonariuszy CBŚ, lecz 2 policjantów Wojewódzkiej Komendy Policji w Lublinie. Tak powstał zespół śledczy złożony z 2 prokuratorów i 2 policjantów, a nad biegiem śledztwa miał czuwać prokurator Witkowski, ówczesny naczelnik oddziałowej komisji ścigania IPN w Lublinie.
Praca w zespole śledczym okazała się jednak bardzo... niezdrowa. Mówił o tym w wystąpieniu sejmowym w listopadzie 2004 r. prof. Witold Kulesza, szef Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. - W 2003 r. obaj prokuratorzy prowadzący przedmiotowe śledztwo z przyczyn zdrowotnych zostali odwołani ze składu zespołu śledczego; jeden z nich przeszedł w stan spoczynku. Natomiast trzeci prokurator, powołany w tym okresie do zespołu śledczego, również z powodów zdrowotnych przeszedł w stan spoczynku - powiedział w Sejmie prof. Kulesza.
Od początku 2004 r., kiedy pozbawiony prokuratorów zespół skurczył się już do jednego policjanta, władze IPN podjęły decyzję o przejęciu śledztwa do osobistego prowadzenia przez prokuratora Witkowskiego. Jednocześnie odwołano go ze stanowiska naczelnika oddziałowej komisji ścigania, aby - jak wskazywano - mógł skuteczniej zająć się śledztwem. Na jesieni 2004 r. władze IPN dopatrzyły się jednak formalnych przeszkód, aby Witkowski mógł osobiście kontynuować jeden z istotnych wątków śledztwa - sprawę kierowania zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki. Postępowanie to przekazano katowickiej prokuraturze IPN. Prokurator Witkowski nadal prowadzi śledztwo główne w sprawie istnienia organizacji przestępczej w strukturach ówczesnego MSW, której celem było dokonywanie m.in. zabójstw działaczy opozycji politycznej i duchowieństwa. - Ci ludzie żyją wśród nas, stanowią dobrze zorganizowaną, solidarną, znającą techniki operacyjne grupę, której można przypisać cały szereg zabójstw, uprowadzeń, pobić działaczy podziemia niepodległościowego i księży - mówi Witkowski, który już od 16 lat, mimo szeregu przeciwności losu, ustala sprawców komunistycznych zbrodni. Pozbawienie prokuratora wsparcia ze strony policjanta doskonale znającego całą sprawę z pewnością nie zwiększy szans na szybkie wykrycie zbrodniczego związku byłych esbeków, może je wręcz uniemożliwić.
Adam Kruczek
"Nasz Dziennik" 2005-02-22
Autor: ab