Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Przejdźmy od "adwokatury" do dojrzałego partnerstwa

Treść

Rozmowa z dr. Markiem Prawdą, ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w Niemczech, która odbyła się przy okazji uroczystości związanych z odsłonięciem i poświęceniem w Hamburgu pierwszego w Niemczech pomnika Jana Pawła II

Jakie treści niesie ze sobą odsłonięcie pomnika Jana Pawła II w Hamburgu?
- Pomnik Jana Pawła II jest świadectwem bardzo szczególnego polskiego doświadczenia, jakim jest przywiązanie do wartości podstawowych, do wolności. Polski Papież potrafił o tym opowiedzieć światu. Pomnik będzie to przypominał. Ale także wielką rolę polskiego Kościoła w budowaniu porozumienia polsko-niemieckiego.

Jak Kościół katolicki przysłużył się polsko-niemieckiemu pojednaniu?
- Zbliżenie Polaków i Niemców okazało się możliwe w dużej mierze za sprawą Kościoła, który znacznie wyprzedził tu politykę. Pamiętamy orędzie biskupów polskich z 1965 r., które współtworzyło klimat i język dialogu. Ówczesne władze komunistyczne zareagowały na to kampanią oszczerstw. Jak wiemy, społeczeństwo wykazywało rosnącą odporność na propagandową truciznę, upowszechnił się natomiast styl działania, o którym mówiono, że jest "w duchu orędzia biskupów". I to był największy komplement. Chodzi tu o postawę otwarcia wobec sąsiadów, zrozumienia i umiejętność spojrzenia na siebie przez ich okulary. Myślę o doświadczeniach po 1989 r., kiedy odkrywaliśmy nowych sąsiadów, zwłaszcza na Wschodzie. Wtedy naszym naturalnym odruchem było przywoływanie roli Kościołów z Polski i Niemiec w przełamywaniu trudnych historycznych doświadczeń.

Jak Pan ocenia rolę polskiej społeczności w procesie tworzenia idei pomnika?
- Pomnik to wielki sukces organizacyjny i prestiżowy polskiej społeczności w Hamburgu. Okazało się, że jest ona w stanie zmobilizować siebie i wielu partnerów niemieckich, którzy z przekonaniem wspierali ten projekt. Pomnik stanowi symbol duchowego zakorzenienia polskiej społeczności także w jej nowej ojczyźnie. Wnosi ona w ten sposób trwały wkład w rzeczywistość niemiecką i wzbogaca ją o wartości ugruntowane w polskiej tradycji. Powinno być teraz łatwiej zabiegać o zrozumienie dla tych wartości w Niemczech. Takie są zresztą moje odczucia z rozmów z przedstawicielami tutejszego Kościoła i Senatu.

Jak wygląda wzajemne wypełnianie zobowiązań płynących z traktatu polsko-niemieckiego podpisanego w 1991 roku?
- Postanowienia traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy są osnową stosunków polsko-niemieckich i oczywistego dużego dorobku współpracy w ostatnim piętnastoleciu. Jednocześnie ciągle dostrzegamy asymetrię w położeniu polskiej grupy etnicznej w Niemczech i mniejszości niemieckiej w Polsce. Ta ostatnia otrzymuje, w naszej ocenie, więcej ułatwień, co dotyczy choćby możliwości nauczania języka. Podejmujemy więc starania na rzecz formalnego zrównania statusu obu grup. Uważamy, że w kwestii zwiększenia świadczeń dla Polonii już dziś można zrobić o wiele więcej. Widzimy różnice na poziomie landów, gdzie znajomość zobowiązań traktatowych nie wszędzie jest jednakowa.

Co konkretnie robi w tej materii polska ambasada?
- Domagamy się od strony niemieckiej przeglądu realizacji postanowień traktatu w poszczególnych landach. Dążymy do tego, by były one wcielane w życie bez ograniczeń, zgodnie z literą, a przede wszystkim zgodnie z duchem dokumentu regulującego naszą partnerską współpracę. Jest to jeden z głównych tematów moich rozmów z premierami landów. Ważne, aby zachęty do nauki języka polskiego jako ojczystego wychodziły także od gospodarzy. Wskazujemy na potrzebę rozszerzenia oferty nauczania języka polskiego jako drugiego lub trzeciego języka obcego w szkołach. Możliwość umieszczania ocen z języka polskiego na świadectwach staje się dodatkową zachętą dla uczniów, także tych o polskich korzeniach, podnosi ich szanse edukacyjne i zawodowe, a także w ogóle umacnia status tego języka w Niemczech. Staramy się o powołanie na jednym z uniwersytetów w Berlinie placówki zajmującej się wiedzą o Polsce i językiem polskim. W najbliższym czasie odbędzie się w naszej ambasadzie od dawna przygotowywane spotkanie dotyczące tej kwestii. Z drobnych spraw mogę tu wymienić osobistą pomoc burmistrza Berlina Klausa Wowereita, którego interwencja zapewniła polonijnej organizacji oświatowej bezpłatny dostęp do sal w jednej z dzielnic Berlina. Symboliczne, ale i praktyczne znaczenie miała niedawna wielogodzinna wizyta ministra spraw zagranicznych Steinmeiera z moim udziałem w berlińskiej szkole, gdzie język polski jest dla części uczniów językiem wykładowym.

Co Pan sądzi o propozycji opracowania wspólnego europejskiego podręcznika historii?
- Mam wątpliwości. Chyba to dziś mało realny projekt. Większe szanse widziałbym w przypadku dwustronnych podręczników do historii, jak np. niemiecko-francuski, którego pierwszy tom właśnie powstał. Obserwujemy z zainteresowaniem przebieg i efekty tych prac. Powinniśmy wspierać wszystkie projekty polsko-niemieckie, które zbliżają narrację historyczną obu stron. Które stwarzają nam szansę wpłynięcia na zmianę postrzegania w Niemczech Polski, a także elementów wspólnej historii wynikających z wielowiekowego sąsiedztwa obu narodów.

Czy Pana zdaniem, Niemcy w dalszym ciągu są "adwokatem" Polski w Europie?
- Chciałbym, abyśmy przeszli od fazy "adwokata" i "klienta" do fazy dojrzałego partnerstwa. Oczywiście ogromnie cenimy poparcie, jakiego strona niemiecka udzielała nam na naszej drodze do NATO i UE. Polska jest już jednak inna niż 16 lat temu, przeszła transformację, jest członkiem Unii i chce być nie tylko adresatem programów albo gestów politycznych. Zależy nam na tym, aby być przede wszystkim uczestnikiem, współautorem projektów, także z Niemcami. W ostatnich latach pojawiały się napięcia między Warszawą a Berlinem. Były one w dużej mierze fenomenem medialnym, ale także skutkiem różnych nieporozumień i realnych zaniedbań wynikających m.in. z braku wrażliwości.

Dziękuję za rozmowę.
Waldemar Maszewski

żródło: "Nasz Dziennik" 2007-04-28

Autor: mj