Przeciąganie księgi
Treść
Pomimo publicznie składanych deklaracji o współpracy Kancelaria Prezydenta robi wszystko, aby utrudnić pracę sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen. Członkowie komisji mieli mieć od czwartku dostęp do księgi wejść i wyjść. Jednak w środę późnym popołudniem zażądano listy członków komisji opatrzonej podpisem przewodniczącego. Posłowie są zdziwieni, że urzędnicy z Kancelarii Prezydenta nie znają 11 członków komisji. Według nich, działania takie to zwykła obstrukcja.
Pierwszy księgę chciał obejrzeć w czwartek poseł Roman Giertych (KP LPR), wiceprzewodniczący komisji. Jednak w środę późnym popołudniem kancelaria zażądała pisemnej listy członków komisji, parafowanej przez przewodniczącego komisji Józefa Gruszkę (KP PSL), który przebywał poza Warszawą. Zaskoczony taką decyzją poseł zorganizował konferencję prasową, na której skrytykował poczynania prezydenckich urzędników. - To jest zwykła obstrukcja. Być może na liście znajdują się osoby, które zajmują się redystrybucją profitów wynikających z nielegalnych umów zawieranych dodatkowo przy podpisywanych przez PKN Orlen kontraktach. Opór Kancelarii Prezydenta jest zdumiewający - stwierdził Roman Giertych (KP LPR), wiceprzewodniczący komisji. Według niego, takie zachowanie może nasuwać podejrzenie, że w księdze mogą być dokonywane manipulacje.
Również inny wiceprzewodniczący komisji Zbigniew Wassermann skrytykował zachowanie prezydenta. - Jestem głęboko rozczarowany postawą "pierwszego obywatela Polski". Żądanie listy członków komisji jest żądaniem potwierdzenia rzeczywistości - stwierdził Wassermann. W jego opinii, zachowanie prezydenta nawiązuje do postaw komunistycznych sprzed 1990 r., że władza jest ponad prawem. Poseł zaapelował do prezydenta, żeby w sprawie koncernu paliwowego współpracował z organami uprawnionymi, a nie dyskutował w mediach. Poinformował, że komisję interesują wyjaśnienia prezydenta przed komisją pod rygorem odpowiedzialności karnej. Na pytanie, czy zeznania powinny być utajnione, odparł, że jeśli prezydent ma mówić o tajemnicy państwowej, to tak, ale jeśli o wzajemnych relacjach z różnymi osobami, to nie. - W gazecie może mówić, a przed komisją nie? - zauważył poseł.
Ostra i zdecydowana postawa członków komisji spowodowała zmianę stanowiska Kancelarii Prezydenta, która już nie domagała się listy, ale sejmowym śledczym zezwoliła jedynie na wgląd do księgi. W efekcie poseł Roman Giertych w czwartek po południu mógł przejrzeć księgę wejść i wyjść.
Księga dotyczy 13 miesięcy, od 1 grudnia 2001 roku do 31 grudnia 2002 roku. Zgodnie z życzeniami komisji, Kancelaria Prezydenta ma okazać listę gości prezydenta i jego ministrów - szefa gabinetu prezydenta Marka Ungiera oraz byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marka Siwca.
Zamieszanie wywołane dostępem do księgi sugeruje, że prezydent ma coś do ukrycia. Zarzuty posłów, że robi się wszystko, aby księga nie została użyta jako dowód, najwyraźniej nie są przesadzone. Należy też odnotować zmianę w zachowaniu prezydenta. Gdy komisja śledcza, która wyjaśniała sprawę Rywina, chciała go przesłuchać, Kwaśniewski deklarował, że może przyjść "zatańczyć i zaśpiewać". Teraz zapowiada, że będzie rozmawiał.
Robert Popielewicz
Nas Dziennik 3-09-2004
Autor: DW