Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Przebudzenie

Treść

Zapytano kiedyś Norwida, czy istnieją w języku polskim słowa, które niosą w sobie najwięcej beznadziei i strachu. Pomyślał chwilę i powiedział: są takie słowa - brzmią one: "za późno". Ileż razy świat pogrążał się w chaosie, bo przegapiono coś ważnego i machina zniszczenia potoczyła się szaleńczym pędem? Ileż łez polało się z ludzkich oczu, bo ktoś za dużo wypił i wsiadł za kierownicę? Bo diagnoza lekarska była jednoznaczna, bo odszedł ktoś na zawsze, a pozostali nie zdążyli mu powiedzieć, jak bardzo był dla nich ważny. Ile może być wewnętrznych zgliszcz w człowieku, który zanadto zaufał sobie, pozwolił, by diabeł uczynił z niego swoją bezwolną marionetkę? Takie jest ludzkie życie. I może zmierzałoby ono ku otchłani pustki i zwątpienia, gdyby nie fakt, że u Boga nigdy nie ma "za późno".

Długo trwały przygotowania uczniów do wyprawy misyjnej. Poszli po dwóch, ponieważ na świadectwie dwóch, wedle zwyczajów żydowskich, opierała się prawda. Poszli, by głosić, że Jezus jest Tym, na którego wszyscy czekali. Po zmartwychwstaniu umocnieni mocą Ducha zostali jeszcze raz posłani, aby nauczać wszystkie narody i udzielać chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Tak zaczęła się długa misja, która realizowana przez apostołów i ich następców trwa do dzisiaj i która trwać będzie do końca czasów. Od zawsze były też głosy krytyczne, kwestionujące sens ewangelizacji, sposób jej prowadzenia. Ewangelia była i jest wyrzutem sumienia, głosem sprzeciwu. Ale jest też znakiem nadziei. Są takie momenty w życiu, że tylko wiara pozostaje człowiekowi. Wszystko się wali, rozpada w gruzy. Może dlatego tylu jest świętych i błogosławionych w Kościele, którzy na początku życia ze świętością nie mieli nic wspólnego? Kiedy stracili wszystko, dane im było zrozumieć, co tak naprawdę jest ważne. Światło dostrzeżone w ciemnej nocy beznadziei głęboko zapada w pamięć...
W centrum dzisiejszej Liturgii Słowa stoi posłannictwo apostołów. Znamienne jest, że Bóg nie wybierał sobie na proroków jednostek wybitnych, ludzi doskonale wykształconych teologicznie. "Od trzody bowiem wziął mnie Pan" - mówi Amos. Chrystus na kontynuatorów swojej misji powołał rybaków. Mateusz słowa "pójdź za mną" usłyszał w komorze celnej. Dziś także wzywani są do kapłaństwa zwyczajni ludzie, ze zwyczajnych polskich domów. Nie idealni, mający wady, jak wszyscy. Jest jednak coś, co ich odróżnia nie tylko od ludzi, ale nawet od aniołów: mają moc konsekrowania chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, przez ich dłonie aktualizuje się na ołtarzu misterium zbawienia, odpuszczają się grzechy. Aniołowie, mimo swojej doskonałości, tego nie potrafią. Zapominamy często o tym. Rok Kapłański ogłoszony przez Benedykta XVI ma nam o tym przypomnieć, zmobilizować do modlitwy za kapłanów, stać się wołaniem, aby nie pustoszały tak szybko seminaria. To nie jest tak, że ksiądz dziś już ludziom jest niepotrzebny. Wydaje się, że im bardziej społeczeństwo poganieje, tym mocniej potrzebuje tych, którzy w imieniu samego Boga będą przypominać, iż na powstanie nie jest jeszcze za późno, że nie ma takiej nocy, która nie mogłaby się rozświetlić światłem i że jest Ktoś, kto mimo odrzucenia i pogardy ciągle kocha. Exupery pisał: "Przyjaciel jest po to, aby cię przyjąć. A kiedy wchodzisz do świątyni, wiedz także, że Bóg nie sądzić cię chce, a przyjąć". Zawsze jest czas na to, aby powrócić. Prawda jest na wyciągnięcie ręki - trzeba tylko odważyć się po nią sięgnąć.
ks. Paweł Siedlanowski
"Nasz Dziennik" 2009-07-11

Autor: wa