Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Protekcjonizm? To nie u nas

Treść

W przygotowanej przez Pragę i przyjętej jednogłośnie deklaracji ze szczytu liderzy 27 państw UE zapewnili, iż "protekcjonizm nie jest odpowiedzią na obecny kryzys". Zebrani w Brukseli przywódcy dużo czasu poświęcili na rozmowy mające na celu uzgodnienie zasad wejścia do strefy euro. Minister finansów Jacek Rostowski przekonywał, że Polska nie chce dla siebie złagodzenia związanych z tym kryteriów. Przepadł węgierski projekt przygotowania specjalnego planu pomocy dla państw Europy Środkowej i Wschodniej.
Zwołany przez czeskie przewodnictwo szczyt miał na celu skoordynowanie działań antykryzysowych. Wśród tematów, które zostały poruszone podczas dyskusji, znalazła się kwestia wzmocnienia systemu bankowego dla wznowienia akcji kredytowej i zwiększenia jego nadzoru i regulacji. Obecne na szczycie nowe kraje członkowskie UE zaapelowały o ułatwienie im w czasach kryzysu wejścia do strefy euro. Zapytany przez dziennikarzy o tę kwestię minister finansów Jacek Rostowski stwierdził, że Polska nie oczekuje bynajmniej złagodzenia kryteriów. - Uważamy, że polska gospodarka jest na tyle silna, że może przystąpić do strefy euro bez żadnego złagodzenia - podkreślił. Zauważył jednak, że jeżeli pewne ułatwienia miałyby szansę, wówczas będzie się z tego cieszył.
Przedstawiciele Komisji Europejskiej i państw członkowskich strefy euro wielokrotnie zastrzegali, że nie ma mowy o zmianie kryteriów. Wczorajszy szczyt tę decyzję potwierdził. - Jest przekonanie, że zmiana zasad, by wejść do strefy euro, obecnie byłaby błędem - stwierdził premier Czech Mirek Topolanek. Przewodniczący KE José Manuel Barroso nie powstrzymał się od uwagi, że nowe kraje UE nie tylko mają prawo przyjąć euro, ale jest to wręcz ich obowiązek, przyjęty w traktatach akcesyjnych. - Chcemy, by były członkami eurolandu. Oczywiście jeśli zgodzą się, by spełnić kryteria, które są trudne - powiedział.
Podsumowując szczyt w świetle kamer, premier Donald Tusk podkreślał, że uzyskano zrozumienie partnerów w sprawie wspólnej troski Unii o stabilne kursy walut. Szef polskiego rządu starał się przekonać zebranych, że zarówno sytuacja finansowa Polski, jak i pozostałych krajów Europy Środkowowschodniej nie jest tak zła, jak by się mogło wydawać. - Nie istnieje negatywny fenomen Europy Środkowowschodniej ogarniętej jakimś dramatycznym kryzysem - zapewniał. Dodał, że Polskę nadal obowiązuje kalendarz w sprawie przyjęcia w naszym kraju euro. Zapewnił nawet, że w rozmowach z główną partią opozycyjną będzie starał się budować konsensus w tej kwestii. - Jeśli pojawi się ze strony PiS gotowość do rozmowy o szczegółach mapy drogowej, to ja nie będę robił dogmatu z żadnego jej elementu - obiecał.
Węgry prosiły o pieniądze dla regionu
Nieformalny szczyt "27" został poprzedzony zaproponowanym przez premiera Tuska tzw. miniszczytem. Na zorganizowanym w przedstawicielstwie Polski przy UE w Brukseli spotkaniu obecni byli liderzy 9 państw Europy Środkowej i Wschodniej: Bułgarii, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Polski, Rumunii, Słowacji i Węgier. Obecny był także szef KE José Manuel Barroso, który podziękował nowym krajom członkowskim za wsparcie Komisji w obronie zasad wewnętrznego rynku. - Byłem bardzo zadowolony z ducha tego spotkania - powiedział zebranym dziennikarzom Barroso. W trakcie miniszczytu dużo miejsca poświęcono dyskusji nad sposobami unikania protekcjonizmu, robiąc aluzje głównie pod adresem Francji, której czyni się zarzuty protekcjonizmu w planie wsparcia tamtejszego sektora motoryzacyjnego. Donald Tusk w rozmowie z dziennikarzami zapewnił, że wszyscy zgodzili się co do kwestii, iż w czasach kryzysu pierwszorzędną rzeczą jest utrzymanie "ogólnoeuropejskiej solidarności".
Dla premiera Węgier Ferenca Gyurcsanyego spotkanie było okazją do szukania poparcia dla planu pomocy dla dotkniętej kryzysem finansowym i gospodarczym Europy Środkowej i Wschodniej. Z pomocy tej, w wysokości 160-190 mld euro, oprócz nowych krajów UE miałyby skorzystać także Chorwacja i Ukraina. Gyurcsany zaznaczył, że środki te miałyby pochodzić z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wkładów państw UE i europejskich banków (m. in. Europejskiego Banku Inwestycyjnego i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju). Uzasadniając potrzebę takiego planu, węgierski premier tłumaczył, że nowe kraje bardzo ucierpiały z powodu kryzysu finansowego, a ich banki są ofiarami odpływu kapitału do banków-matek w zachodniej Europie. - Nie możemy pozwolić sobie, by nowa żelazna kurtyna podzieliła Europę na dwie części - powiedział Gyurcsany. Wysunięty przez Węgry plan został jednak odrzucony zarówno przez Polskę, czeskie przewodnictwo, jak i pozostałe kraje Europy Środkowowschodniej. - Nie sądzę, że Europa Wschodnia jest specjalnym regionem, nie sądzę, że trzeba oddzielać kilka krajów w łonie UE, popieram pomoc dla wszystkich, którzy jej potrzebują - powiedział premier Czech Mirek Topolanek.
Po zakończeniu nieformalnego szczytu w Brukseli szef czeskiego rządu poinformował, że prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama zgodził się na zorganizowanie 5 kwietnia szczytu UE - USA, który odbędzie się w Pradze.
Marta Ziarnik, PAP, Reuters

Autor: wa