Prof. P. Skrzydlewski: Europa nie musi być przestrzenią eksperymentów unijnych

Treść
Pomysły na sztuczną unifikację w oparciu o obłąkańcze idee istniały już w przeszłości. Realizowane zawsze kończyły się jakąś rewoltą, nieszczęściem, biedą, wojnami. Unia Europejska będzie zmierzała do robienia z ludzi unijnych, jednorodnych. Jeśli tak, to podzieli los Jugosławii, ZSRR, wielu orientalnych imperiów i despocji, w których nie odróżnia się wyobrażeń od własnych rojeń, od realnego porządku świata. Europa nie musi być przestrzenią eksperymentów unijnych, nie musi być przestrzenią utopii i rzeczywistością konfliktów, katastrof, ale będzie, jeśli nie wyrzeknie się prób sztucznych syntez – wskazuje prof. Paweł Skrzydlewski, filozof i rektor Akademii Zamojskiej, w felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja.
Język publiczny mediów, także język wielu polityków i partii stara się przekonać nas do rzeczy, które nie istnieją, a których byt jest jedynie postulowany. Prof. Paweł Skrzydlewski przekonuje, że taką nieistniejącą rzeczą jest choćby obywatelstwo Unii Europejskiej.
– Słyszymy z różnych miejsc, że w obliczu rozbieżności interesów Unii Europejskiej z interesami Stanów Zjednoczonych obywatele Unii Europejskiej „muszą robić to, a to”. Tworzy się w ten sposób wiele dokumentów prawnych, które wprost definiują kto i dlaczego jest obywatelem Unii. W ten sposób przyzwyczaja się ludzi do tego, by widzieć w sobie nie tyle Polaków, Węgrów, Słowaków czy Niemców, ale przede wszystkim Europejczyków, a dokładnie mówiąc: obywateli Unii Europejskiej. A zatem sugeruje się, że Unia jest jednym państwem jako takie, nie tylko ma swe terytorium, ale własnych obywateli. Jeśli jest państwem jednym, państwem prawdziwym, to musi ona mieć nie tylko swój własny rząd, ustrój, swe własne sądownictwo, ale także siły militarne, administracje i wiele, wiele innych czynników, które są konieczne dla realnego bytowania państwa. Musi także mieć służby jawne i ukryte, które strzegą jedności państwa oraz takie, które zwalczają to, co podważa byt państwa jako takiego. Przyjęcie w świadomości powszechnej tego, że jest się obywatelem Unii Europejskiej, daje podstawy, by swe dotychczasowe własne wspólnoty ojczyste i związane z nim państwa nie traktować już jako państwa i wspólnot narodowych, ale raczej jako coś na wzór województwa czy regionu. Żyjących tam zaś ludzi postrzegać nie jako Polaków, Węgrów czy Niemców, ale jako pewne odrębności społeczne, regionalne właściwie nie posiadające ani prawa do suwerennego życia, ani autentycznej tożsamości. W ten sposób usuwa się nie tylko narody, ale i państwa ze swoją autonomią, niepodległością i suwerennością – mówi rektor Akademii Zamojskiej.
Filozof podkreśla, że redukcjonizm oraz gwałt na państwach i narodach musi prowadzić ostatecznie nie tylko do odebrania uprawnienia do prowadzenia własnej polityki wewnętrznej i zewnętrznej, ale także do podważenia sensowności istnienia w ogóle narodów ze swoimi własnymi systemami szkolnictwa, jak i systemami kultury.
– Dla zapewnienia jedności takiego państwa konieczne staje się powołanie jakiegoś jednego systemu prawa i administracji, ale także języka, który ułatwia komunikację. W ten sposób języki narodowe, tworzone w nich całe dziedzictwa kulturowe i cywilizacyjne, zostają zepchnięte w odmęty przeszłości i traktowane zostają jako bariery oraz czynniki wprowadzające podziały, hamujące unifikację. Czym zatem staje się taka Unia? Swoistym, utopijnym projektem. Projekt ten musi nie tylko stanąć przed koniecznością niekiedy użycia siły, przemocy, szantażu, ale także musi ideologizować i indoktrynować, może także kłamać i oszukiwać, bo liczy się dla niego nie tyle prawda i naturalny porządek, ale jakiś idealny, aprioryczny pomysł. Ten aprioryczny pomysł staje się ideą regulatywną dla wszystkiego, a urzeczywistnianie go będzie treścią całej polityki. Pomysły na sztuczną unifikację w oparciu o obłąkańcze idee istniały już w przeszłości. Realizowane zawsze kończyły się jakąś rewoltą, nieszczęściem, biedą, wojnami. Unia Europejska będzie zmierzała do robienia z ludzi unijnych, jednorodnych. Jeśli tak, to podzieli los Jugosławii, ZSRR, wielu orientalnych imperiów i despocji, w których nie odróżnia się wyobrażeń od własnych rojeń, od realnego porządku świata. Europa nie musi być przestrzenią eksperymentów unijnych, nie musi być przestrzenią utopii i rzeczywistością konfliktów, katastrof, ale będzie, jeśli nie wyrzeknie się prób sztucznych syntez – zaznacza.
Profesor zauważa, że UE potrzebuje dziś intelektualnego i moralnego otrzeźwienia, a także rachunku sumienia.
– Gdy to otrzeźwienie przyjdzie, z pewnością dostrzeże, że istnieje szansa na jedność, ale tę, która nie niszczy, nie zwalcza każdego człowieka, ale widzi w ludziach braci. Jedność ta płynie nie z dobrobytu, nie z czynników materialnych, ale z jedności ludzkiego ducha ożywianego prawdą, dobrem, pięknem i świętością. Sprawy te dobrze rozumiał m.in. Robert Schumann, który pisał, iż „polityka europejska na pewno nie może stać w sprzeczności z patriotycznymi ideałami. Powinna ona zachęcać wszystkich do szczególnego i prawdziwego miłowania swej ojczyzny, co będzie sprzyjać rozwijaniu miłości, która jako taka ze swej natury nie będzie działać na niekorzyść innych krajów”. Takie podejście prowadzić będzie do osiągnięcia jedności z pewnym zachowaniem różnorodności – tłumaczy prof. Paweł Skrzydlewski.
Cały felieton dostępny jest [tutaj].
radiomaryja.pl
źródło: radiomaryja.pl, 15 marca 2025
Autor: dj