Prawo na straży bezprawia
Treść
Instytut Pamięci Narodowej odmówił wszczęcia postępowania w sprawie wymordowania w 1950 r. przez funkcjonariuszy UB żołnierzy niepodległościowego oddziału Adama Kusza "Garbatego". Powód? Artykuł 2 ustawy o IPN głosi, że mordy funkcjonariuszy komunistycznego reżimu nie stanowią zbrodni, jeśli popełnione zostały w majestacie ustanowionego przez nich wówczas "prawa". Dopóki ustawa nie zostanie zmieniona, komunistyczni bojówkarze z GL i AL, a później z UB i KBW, którzy dopuszczali się zbrodni na żołnierzach Podziemia antykomunistycznego, pozostaną bezkarni.
- Mamy ręce związane zapisami ustawy określającymi, iż za zbrodnię komunistyczną uważa się czyn funkcjonariusza państwa komunistycznego polegający na stosowaniu represji, stanowiący przestępstwo według ustawy karnej obowiązującej w czasie jego popełnienia. A prawo wówczas było takie, a nie inne - twierdzi prokurator Lucjan Nowakowski z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Warszawie.
- Ujmując rzecz hipotetycznie, gdyby członkowie oddziału Adama Kusza poddali się, zostaliby wzięci do niewoli, po czym zostaliby rozstrzelani - wtedy mielibyśmy do czynienia ze zbrodnią komunistyczną, jako że wówczas obowiązujące prawo przewidywało, iż taki czyn stanowi przestępstwo. I w takim przypadku moglibyśmy wszcząć postępowanie. Ale oni zginęli w walce. Ponieważ zapisy w ustawie są takie, a nie inne, to możemy mówić o żołnierzach oddziału "Garbatego" jako o kombatantach, ale nie jako o ofiarach zbrodni komunistycznej - mówi prokurator Lucjan Nowakowski.
A jednak sprawa śmierci żołnierzy z leśnego oddziału "Garbatego" nie jest tak prosta, jakby się wydawało. Żołnierze tego niepodległościowego oddziału faktycznie przyjęli walkę z przeważającymi oddziałami KBW i UB, bowiem postanowili drogo sprzedać swoje życie. Jednak cała akcja była najprawdopodobniej realizacją wyroku śmierci przez funkcjonariuszy reżimu komunistycznego. Oddział Adama Kusza był bowiem dokładnie infiltrowany przez UB, który pozorując walkę, postanowił po prostu wymordować żołnierzy antykomunistycznego oddziału.
- Rzeczpospolita zgotowała nam na starość los pełen goryczy i żalu. My, żołnierze Podziemnego Państwa Polskiego, jesteśmy w III RP obywatelami drugiej kategorii pod względem prawa. My musimy udowadniać wrogom Polski wszystkie zbrodnie popełnione w imię komunizmu. A przecież to oni przygotowywali inwazję na Europę, na tę Europę, której my zawsze służyliśmy - mówi rozgoryczony ppłk Skarbimir Socha ps. "Jaskółka", bohater Podziemia niepodległościowego na Rzeszowszczyźnie i więzień PRL. Ten były żołnierz organizacji niepodległościowych i antykomunistycznych od lat bezskutecznie stara się o to, by za swoje zbrodnie odpowiedział Stanisław Supruniuk, agent NKWD i kat żołnierzy z podziemnych organizacji działających w okolicach Stalowej Woli. Mimo toczonych już od kilku lat w różnych instancjach postępowań przeciwko Supruniukowi, do dziś bezkarnie drwi on z tych, których przed laty torturował. Teraz okazało się, że również IPN - instytucja, która powołana została do ścigania osób odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach - odmówił wszczęcia postępowania w sprawie wymordowania przez komunistyczne bojówki żołnierzy z leśnego oddziału Adama Kusza ps. "Garbaty".
Oddział "Garbatego" miał zaledwie dwunastu żołnierzy oraz dwóch radiooperatorów, których skierował do tego leśnego oddziału... miejscowy Urząd Bezpieczeństwa. Ponadto funkcjonariusz UB o pseudonimie "Kapitan", podszywając się pod Zarząd Okręgu WiN-Lublin, kierował poczynaniami "Garbatego". W sierpniu 1950 r., tuż przed likwidacją tego oddziału, dołączyło do niego jeszcze dwóch funkcjonariuszy UB o nazwiskach: Miksa i Parylak. W akcji operacyjnej kierowanej przez UB uczestniczyło około 1,5 tys. żołnierzy KBW i MO, przeciwko zaledwie kilkunastu żołnierzom Podziemia. Otoczony przez przeważające siły "Garbaty" miał tylko jedno wyjście - nie podejmować walki, rozdzielić oddział i spróbować wydostać się z obławy. Oddział podzielono więc na kilka grup, z których każda ruszyła w innym kierunku.
O dalszym losie żołnierzy Podziemia mówi dokument, do którego udało się nam dotrzeć - specjalne pismo o sygnaturze L.Dz.138/57 z 6 sierpnia 1957 r. sygnowane jako "ściśle tajne", a skierowane przez Komendę Milicji Obywatelskiej w Lublinie do kierownika służby śledczej UB w Rzeszowie. W piśmie tym napisano: "(...) W dniu 19 sierpnia 1950 roku, w pow. Janów Lubelski nastąpiła likwidacja wspomnianej bandy, która liczyła dwanaście osób uzbrojonych w broń maszynową (...). Podczas likwidacji zostali zabici: Adam Kusz, Tadeusz Haliniak, Ożga Władysław, Dziura Andrzej, Pudełko Wiktor i Kazik NN (...)". Jak jednak ustaliliśmy dzięki pomocy byłych żołnierzy Podziemia niepodległościowego - pismo to zostało sfałszowane. Miało ono na celu ukrycie przed zwierzchnikami, że przynajmniej niektórzy z żołnierzy "Garbatego" nie zginęli w walce, ale zostali wykryci w wyniku pracy operacyjnej UB i zamordowani. Tak było chociażby w przypadku Tadeusza Haliniaka ps. "Opium", który został zamordowany już na cztery dni przed likwidacją oddziału "Garbatego".
- Postanowiono ukryć morderstwo znanego mi osobiście Tadeusza Haliniaka, ponieważ zamordowano go wcześniej, niż nastąpiła likwidacja oddziału. A za takie morderstwo ubekom groziła nagana - mówi ppłk Skarbimir Socha.
- Dla oceny, czy zdarzenie stanowi zbrodnię komunistyczną, nie mają znaczenia tego rodzaju okoliczności, jak przewaga liczebna, wprowadzenie własnych agentów do szeregów wroga czy też stosowanie innych podstępów wojennych - odpowiada na to prokurator IPN Lucjan Nowakowski.
Problem tkwi w zapisach artykułu 2 ustawy o IPN. "(...) Zbrodniami komunistycznymi, w rozumieniu ustawy, są czyny popełnione przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego w okresie od dnia 17 września 1939 r. do dnia 31 grudnia 1989 r., polegające na stosowaniu represji lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności bądź w związku z ich stosowaniem, stanowiące przestępstwa według polskiej ustawy karnej obowiązującej w czasie ich popełnienia (...)" - głosi zapis. Oznacza to, że w przypadku żołnierzy organizacji niepodległościowych walczących o wolną i suwerenną Polskę, którzy polegli w walce z oddziałami reżimu komunistycznego, nie można, zdaniem prokuratorów IPN, mówić o zbrodni komunistycznej.
Decyzja pracowników Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu odnośnie do wymordowania oddziału "Garbatego" oznacza jednak, że również w wielu innych sprawach, gdzie żołnierze walczący o niepodległość Polski zginęli w wyniku akcji bojówek podległych stalinowcom, nie będzie można mówić o zbrodniach komunistycznych, zaś sprawcy tych mordów pozostaną bezkarni.
- Żeby pan wiedział, ile jest takich spraw, gdzie prokuratorzy nie mogą nic zrobić, choćby tego chcieli, bo zabrania im ten feralny zapis w ustawie. Jesteśmy atakowani z jednej i drugiej strony, że nic nie robimy w takich sprawach, ale nam po prostu zabrania tego ustawa - mówi prokurator Nowakowski.
Jak długo mordercy pozostaną bezkarni, a ofiary komunistycznych zbrodni popełnionych w majestacie nieludzkiego prawa, tworzonego przez dyspozycyjnych wobec Moskwy sługusów totalitaryzmu komunistycznego, nie doczekają zwykłej ludzkiej sprawiedliwości? Rozwiązaniem byłoby jak najszybsze wprowadzenie stosownych zmian do ustawy o IPN, by również i takie przypadki jak likwidacja oddziałów niepodległościowych uchodziły za zbrodnię komunistyczną.
Wojciech Wybranowski
Nasz Dziennik 24-05-2004
Autor: DW