Powtórka z afery Rywina?
Treść
Zdaniem byłego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka, powołanie się przez Jana Kulczyka w rozmowie z rosyjskim agentem Władimirem Ałganowem na wpływy w Pałacu Prezydenckim było "blefem negocjacyjnym". Kaczmarek dodaje jednak, że wielokrotnie był świadkiem postawy biznesmena, którą można streścić w słowach: "premier i prezydent to ja". Były minister wyraził zaskoczenie ujawnioną ostatnio informacją o tym, że był przez wiele miesięcy inwigilowany przez służby specjalne. Liga Polskich Rodzin zażądała ujawnienia wszelkich przypadków podsłuchiwania posłów przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Przypomnijmy fakty: 18 lipca 2003 r. w Wiedniu ma miejsce spotkanie najbogatszego Polaka Jana Kulczyka z przedstawicielem strony rosyjskiej, którym okazuje się znany z afery Olina i słynnych "wakacji z agentem" Aleksandra Kwaśniewskiego oficer wywiadu ZSRS i Rosji Władimir Ałganow. W czasie rozmowy Rosjanin informuje Kulczyka, że są kłopoty z kupnem Rafinerii Gdańskiej przez Łukoil, mimo że minister Wiesław Kaczmarek i ówczesny szef Nafty Polskiej Maciej Gierej dostali rok wcześniej łapówkę w wysokości 5 mln USD za ułatwienie tej transakcji. Ujawnienie notatki, która znalazła się w posiadaniu sejmowej komisji śledczej, wywołało kolejną awanturę na scenie politycznej. Szybko okazało się, że po powrocie Kulczyk poinformował o zdarzeniu szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego. Ten przekazał informację szefowi ABW Andrzejowi Barcikowskiemu, prezydentowi, premierowi i ministrowi sprawiedliwości. Wobec podejrzanych zostały wszczęte procedury wyjaśniające.
- To nie było formalne śledztwo, wyjaśnianie trwało kilka miesięcy - tłumaczy dziś Barcikowski.
Ale ujawnienie pierwszej notatki dopiero rozpoczęło falę doniesień w tej sprawie. Szybko okazało się, że istnieje jeszcze jedna notatka, która powstała na podstawie nagrania rozmowy Ałganowa z Kulczykiem. Wynika z niej, że biznesmen uspokajał rosyjskiego agenta, powołując się na swoje wpływy w Pałacu Prezydenckim.
- W ogóle wykluczam taką sytuację, że Jan Kulczyk działał z mandatu prezydenta - uważa Kaczmarek. Jego zdaniem, biznesmen zastosował "blef negocjacyjny" w celu "wzmocnienia swojej pozycji negocjacyjnej".
- To kwestia osobowości Jana Kulczyka, a byłem kilkakrotnie świadkiem jego zachowania, które można by zamknąć zdaniem "prezydent i premier to ja" - dodał poseł. Sam jednak zwraca uwagę, że w kwietniu br. spotkał się z Kulczykiem i pytał go, czy wspomniane spotkanie miało miejsce.
- Pan Kulczyk zaprzeczył, więc albo kłamał 31 lipca w Agencji Wywiadu, albo w kwietniu w rozmowie ze mną - mówi rozgoryczony Kaczmarek. Wzajemna niechęć obu panów jest znana od dawna. Z pewnością pogłębiła ją jeszcze wiadomość, że na podstawie informacji Kulczyka były minister skarbu był inwigilowany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Właśnie w związku z tym Liga Polskich Rodzin zaapelowała do ABW o ujawnienie wszystkich przypadków założenia podsłuchu na służbowych i prywatnych telefonach parlamentarzystów. Wniosek ma związek z ujawnieniem faktu, że inwigilacja Kaczmarka odbywała się bez zgody marszałka Sejmu.
W całej aferze pojawiają się raz po raz nowe fakty. Jak udało się nam nieoficjalnie dowiedzieć, już dwa tygodnie po spotkaniu Kulczyka z Siemiątkowskim w posiadaniu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego znalazł się zapis rozmowy Ałganowa z biznesmenem. Trudno doszukać się jakiejkolwiek reakcji głowy państwa na informację, że Kulczyk powołał się na jej autorytet w kwestii sprzedaży Łukoilu. Mocno przypomina to sytuację z afery Rywina, gdzie producent filmowy powoływał się na osobę szefa rządu.
- To jest zastanawiające, że prezydent w ogóle nie zareagował na te informacje - twierdzi wiceszef komisji śledczej Andrzej Aumiller z Unii Pracy. Wiadomo już, że zwolenników przesłuchania prezydenta przez komisję jest coraz więcej. Na świadka ma zostać wezwany także Jan Kulczyk.
Wieczorem na konferencji prasowej prezydent znalazł się w ogniu pytań dziennikarzy. Próbowali się oni dowiedzieć, dlaczego Kwaśniewski nie zerwał lub przynajmniej nie ograniczył swoich kontaktów z Kulczykiem po tym, jak ten powoływał się na niego w rozmowie z rosyjskim szpiegiem. - Nie odpowiadam za to, kto się na kogo powołuje, kto się chwali swoimi znajomościami - mówił prezydent. Wolał mówić o tym, jak miał pretensje do Kulczyka, że ten spotkał się z Ałganowem, niż że się na niego powołał. - Informacja o tym, że padło moje nazwisko, jest jednoźródłowa, nie ma taśm z nagraniem tej rozmowy - utrzymywał Kwaśniewski, wyraźnie nieprzyzwyczajony do tylu ostrych pytań.
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 15-10-2004
Autor: Ku8a