Powrót starej kadry
Treść
Z poseł Beatą Kempą, sekretarzem klubu PiS, byłą wiceminister sprawiedliwości, rozmawia Wojciech Wybranowski
W przemówieniu Donalda Tuska zabrakło wyraźnego przekazu, w którym kierunku pójdzie polityka karna.
- Zabrakło jasnej deklaracji, co dalej z informatyzacją sądów i prokuratur oraz asesorami, których funkcjonowanie zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. To nie jedyne braki, które wychwyciłam w przemówieniu pana Tuska. Zabrakło poruszenia ważnych problemów związanych z rozwojem więziennictwa. Kwestionowano natomiast rzeczy, które są pozytywnie odbierane przez społeczeństwo, jak choćby sądy 24-godzinne. Mówienie o wysokich kosztach działania sądów 24-godzinnych to jakiś absurd - przecież tak naprawdę najwięcej kosztują adwokaci, jacy przysługują oskarżonym. Nie doszukałam się żadnego argumentu, który by pozwolił na uznanie exposé w zakresie wymiaru sprawiedliwości za satysfakcjonujące. Martwię się, w którym kierunku pójdzie wymiar sprawiedliwości pod rządami premiera Tuska. Obawy są tym bardziej uzasadnione, że pierwsze decyzje kadrowe pana ministra Ćwiąkalskiego są bardzo niepokojące.
To chyba normalne, że nowy minister otacza się ludźmi, którym ufa i o których wie, że współpraca z nimi będzie układała się dobrze.
- Szefem Departamentu Kadr, gdzie głównie prowadzi się sprawy kadrowe sędziów z całej Polski, gdzie zapadają ważne dla nich decyzje, którymi zawsze zajmował się doświadczony sędzia, został prokurator z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Wiele osób ze środowiska sędziowskiego nie zgadza się z takim stanem rzeczy. Druga bardzo niepokojąca kwestia to powołanie byłego wiceministra sprawiedliwości z okresów rządów SLD na stanowisko prokuratora krajowego [Marek Staszak, wiceminister 2001-2003 - przyp. red.]. To jest sytuacja odwrotna w stosunku do tego, co prezentował pan premier Tusk w swoim exposé. Poprzez takie nominacje następuje upolitycznienie prokuratury, a także innych ważnych odcinków wymiaru sprawiedliwości. Co do sprawy rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, to w wystąpieniu pana Tuska zabrakło określenia chociażby pozycji ustrojowej tego prokuratora, a także innych ważnych konkretów na jego temat. Dodatkowo Donald Tusk zapowiadał wprowadzanie rozwiązań, które już wdrożył rząd Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi tu o ustawę o Kodeksie Postępowania Cywilnego, upraszczającą procedury gospodarcze. Przecież ona weszła w życie 20 marca 2007 r. i są już pierwsze dobre efekty jej funkcjonowania. To dowód, że premier był bardzo źle przygotowany. Tak zwane wkładki merytoryczne poszczególnych ministerstw były skrótowe, zdawkowe i czasami miałam wrażenie, że premier nie wie, co czyta. Wyglądało to tak, jakby Tusk nie skonsultował tych "wkładek" z ministrami. Widocznie zaufał, a oni zawiedli. Tak naprawdę poza bardzo medialnymi, chwytliwymi hasłami, które zapewne podpowiedziała mu jakaś firma PR, i które miały chwycić za serce Polaków, brakowało konkretów. Exposé było rozmyte i nic z niego nie wynikało, poza wielką prośbą o zaufanie. Powiem tak, o zaufanie się nie prosi, zaufanie buduje się swoją postawą i pracą.
Minister Ćwiąkalski, zapowiadając dymisje prokuratorów Engelkinga i Barskiego, przekonywał, że ostatnimi wystąpieniami - jego zdaniem - dali dowód "upolitycznienia"...
- ...i jednocześnie zastępuje tych ludzi innymi osobami, które absolutnie - co podkreślam - nie zasługują na miano wolnych od wpływów politycznych. Weźmy np. pod uwagę kwestię nowego prokuratora krajowego. Proszę sprawdzić, co robił do tej pory i w którym rządzie był wiceministrem. W Ministerstwie Sprawiedliwości zaczynają pokazywać się osoby, które świetnie się miały za panowania SLD i PSL.
Minister Ćwiąkalski będzie szukał "haków" na Zbigniewa Ziobrę i jego współpracowników?
- Można obawiać się takich działań. Samo exposé w zakresie wymiaru sprawiedliwości wskazuje, że pan minister Ćwiąkalski absolutnie nie ma wizji rozwoju sądownictwa. Można zatem przypuszczać, że skupi się na sprawach niemerytorycznych, które będą go zapewne mocno absorbować. Nie od dziś wiadomo, że jest zajadłym przeciwnikiem Zbigniewa Ziobry. Myślę, że po ministrze, który był obrońcą pana Stokłosy i wydawał opinie w sprawie pana Krauzego, możemy się wszystkiego spodziewać!
A Pani czego się spodziewa?
- Deklaracje pojednania ze strony PO to tylko mówienie pod publiczkę. Za słowami nie idzie dobra wola i nie idą czyny. Słuchałam odpowiedzi Donalda Tuska na pytania posłów, miał całą noc na to, żeby się do nich przygotować - i okazało się, że jest nieprzygotowany. To wyraźne lekceważenie posłów. Znam styl działania Platformy Obywatelskiej we Wrocławiu, tam dowodzi partią pan Schetyna. Wieloma ludźmi związanymi z tym środowiskiem kieruje buta i inne cechy, które nie za bardzo sprzyjają pojednaniu. Tak naprawdę wszystkie działania, jak chociażby kwestia prób wpływania przez PO na skład osobowy Komisji ds. Służb Specjalnych, jest niebywałe, kuriozalne i niemieszczące się w kanonach polityki uprawianej przez profesjonalistów. Nie może nam nikt narzucać, kogo chcemy wystawić na członka komisji. Tym ludziom wydaje się, że mogą wydawać dyspozycje innej partii i narzucać swoją wolę.
Ale dwa lata temu, podczas negocjacji z PO, PiS mówiło podobnie: dostaniecie marszałka, byle nie był to Komorowski...
- Jest jeszcze druga kwestia, którą warto zauważyć. Powołanie pani Julii Pitery na sekretarza stanu i nakreślenie dla niej takich, a nie innych kompetencji. Pani Pitera ma więc dokonać przeglądu ustaw i szukać tych luk, które mogą być korupcjogenne. Mogę tylko powiedzieć, że miała już na to czas, całe dwa lata w Sejmie. Dlaczego tego nie zrobiła? Dzisiaj powinna mieć już gotowe rozwiązania. Można pracować nad tym w klubie poselskim, a nie tworzyć oddzielny urząd. Julia Pitera ma rozmontować Centralne Biuro Antykorupcyjne. Pytanie jest następujące - komu tak naprawdę jest ono solą w oku. Postawiłam w piątek odważną tezę, że być może Platforma powinna CBA zlikwidować albo wsadzić tam swojego człowieka, by mogła spokojnie prywatyzować. Wiemy, jak w przeszłości wyglądały "prywatyzacje" i jak były prowadzone. To będzie powrót do tego niedobrego stylu. Niepokoi mnie również związana z tym zapowiedź pana Ćwiąkalskiego, że wprowadzi tylko jeden szczebel prokuratury - a więc zlikwiduje prokuratury apelacyjne, gdzie funkcjonuje np. jedenaście pionów ds. walki z przestępczością zorganizowaną. Prokuratury apelacyjne opiniowały np. wnioski o zastosowanie podsłuchu i innych technik operacyjnych. Likwidacja spowoduje zupełnie niekontrolowaną działalność służb specjalnych. Myślę, że o to właśnie chodzi Platformie Obywatelskiej.
Premier bardzo silny nacisk położył w swoim exposé właśnie na prywatyzację. W zasadzie był to jedyny konkret wystąpienia nowego premiera...
- Ale przecież właśnie po to oni szli do władzy! Pan Donald Tusk wypowiedział się też na temat budowania dróg i autostrad. Chodzi o to, że - jak powiedział - one będą budowane w formie partnerstwa publiczno-prywatnego. Przypomnę, że w tej ustawie jest zapis, który mówi o konieczności wydawania stosownych ekspertyz o danym przedsięwzięciu. Sprawdzałam kiedyś, ile takie opinie mogą kosztować, ponieważ pracowałam nad koncepcją budowy więzień w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Miałam w efekcie wiele obaw co do rozpoczęcia przedsięwzięcia przed poprawieniem ustawy, by nie wydawać niepotrzebnie tak olbrzymiej ilości pieniędzy.
Konkretnie ile?
- Takie ekspertyzy mogą kosztować nawet kilka milionów euro. Uważam, że w takiej sytuacji jest to kolejna dziura, którą mogą wyciekać pieniądze do prywatnych firm consultingowych. A biorąc pod uwagę słabą odporność ludzi z otoczenia Donalda Tuska na różne naciski i lobbing, można podejrzewać, że w tym obszarze może dojść do nieprawidłowości i niejasnych zachowań.
Jak interpretuje Pani twierdzenie o "restauracji systemu przedrywinowskiego"?
- W pełni się z tym zgadzam. Wczorajsza odpowiedź pana premiera Jarosława Kaczyńskiego na exposé Donalda Tuska była przynajmniej o kilka klas wyższa, jeżeli chodzi o formę i poziom. Był to przepiękny wykład z teorii państwa i prawa, a zarazem podanie przyczyny, dlaczego Donald Tusk znalazł się na stanowisku premiera, a przede wszystkim, po co się znalazł na nim razem ze swoimi ludźmi. Odsyłam pana do stenogramu i treści pytania, jakie zadał Ludwik Dorn, jest ono bowiem bardzo znaczące. Pojawia się coraz więcej pułkowników. Pułkowników z otoczenia pana Brochwicza.
Dlaczego Ludwik Dorn został skreślony z listy osób, które miały wziąć udział w debacie?
- Z tego, co wiem, pan Ludwik Dorn był na liście. Natomiast jeszcze po mnie głos mieli zabrać: pan poseł Kowalczyk w sprawie rolnictwa, poseł Kowal w sprawie polityki zagranicznej, poseł Tchórzewski - w kwestii spraw gospodarczych i pan Dorn. Tyle że mieliśmy 80 minut, ponieważ to była tzw. debata średnia. Klub miał wyznaczony czas, który mógł podzielić między mówców. Ponieważ pierwszy występował pan premier Kaczyński, później inni mówcy - w mojej ocenie, po prostu zabrakło czasu. Nawet pan minister Tchórzewski nie zdążył się wypowiedzieć.
Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-11-26
Autor: wa