Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Powrót do korzeni

Treść

Jeszcze nie tak dawno różni krytycy na łamach popularnych gazet otrąbili śmierć tzw. tradycyjnego kina. Klasyczne wartości, na których opierały się opowiadane historie, zostały uznane za niemodne i arbitralnie wrzucone do lamusa kinematografii. Jednak nie wszyscy twórcy poddali się temu osądowi. Wolfgang Petersen, reżyserując film "Troja", zmierzył się z próbą wskrzeszenia gatunku superprodukcji historycznej święcącego swoje tryumfy w latach 50. i 60.
Podobnie jak jego krajan, Heinrich Schliemann - odkrywca Troi, który przed ponad 100 laty uwierzył w prawdziwość homeryckiej "Iliady", dziś Petersen postanowił wrócić do pierwszej europejskiej epopei i przybliżyć oglądającym ich kulturowe korzenie.
"Troja" to jeden z nielicznych ostatnio zrealizowanych obrazów, który mimo tematyki wojenno-przygodowej nie epatuje widza zbędnym okrucieństwem. Sceny, które w dzisiejszym świecie "sprzedają film", zostały nakręcone z wielkim taktem, smakiem i wyczuciem. Jest to niewątpliwie wielka zasługa operatora Rogera Pratta, który na swoim koncie ma wiele filmów nakręconych z myślą o nieco bardziej wyrobionej publiczności. Pisząc o pracy człowieka odpowiedzialnego za zdjęcia, nie można pominąć faktu, że pomimo wielkich batalistycznych scen (które w zamierzeniu miały naśladować znane epizody z filmów o II wojnie światowej), kadry nie zostały przeładowane nadmiarem efektów specjalnych, co często zdarza się we współczesnym kinie. Jako ciekawostkę warto podać, że pożar Troi w końcowych sekwencjach filmu to drugi pożar w historii kina robiony w znacznej mierze tradycyjną techniką, bez wspomagania komputerową obróbką obrazu (pierwszym był pożar Atlanty w "Przeminęło z wiatrem" sprzed 65 lat).
Wypada poświęcić nieco więcej słów obsadzie i grze aktorskiej. Aktorzy, grając swe role, nawiązują do chlubnych wzorców artyzmu z przeszłości i czynią to w sposób niezwykle wyrazisty, dając widzowi prawdziwą lekcję, czym jest honor, bohaterstwo, szlachetność. Nie widać także popularnego dzisiaj dystansu i ironii w stosunku do kreowanych postaci. Plusem filmu jest też dobra obsada aktorska. Kinomani będą mile zaskoczeni niespodzianką, jaką przygotował reżyser - otóż w roli Parysa wystąpił Orlando Bloom, a końcowe sceny "Troi", gdzie mierzy z łuku do Achillesa (Brad Pitt) są niewątpliwą aluzją do filmów, w których uprzednio odgrywał rolę sławnego łucznika. Nie można także nie wspomnieć o wspaniale zagranej roli króla Priama, wcielił się w nią Peter O'Toole, przedstawiając postać Priama w sposób majestatyczny, ale bardzo ludzki. Niewątpliwie dzięki temu właśnie artyście do historii kina ma szansę przejść wymowna scena, w której Priam błaga Achillesa o wydanie zwłok Hektora.
Film Petersena jest doskonałym przykładem na to, że tradycyjne kino nie umarło jeszcze, że są aktorzy potrafiący dobrze kreować grane przez siebie postacie, oraz że są jeszcze reżyserzy ukazujący w filmie tradycyjny kanon wartości ogólnoludzkich.
Jerzy Wojciechowski

"Troja", USA 2004, dramat wojenny, 166 min, reż. Wolfgang Petersen
Nasz Dziennik 20-05-2004

Autor: DW