Potępienie bez sankcji
Treść
Wielka Brytania i Francja apelują do Organizacji Narodów Zjednoczonych, aby ta wydała oświadczenie jednoznacznie potępiające krwawą pacyfikację opozycji, jaka od ponad miesiąca trwa w Syrii. Rządzący krajem prezydent Bashar al-Assad przy użyciu sił zbrojnych bezlitośnie tłumi wszystkie antyrządowe protesty na ulicach syryjskich miast.
Francuski minister spraw zagranicznych Alain Juppé stwierdził, że to, iż ONZ nadal milczy w sprawie masakr dokonywanych w Syrii, jest wprost "niepojęte". Takiego samego zdania są dyplomaci brytyjscy, którzy wczoraj złożyli w siedzibie Organizacji projekt dokumentu jednoznacznie potępiającego działania syryjskich władz. Pismo zaproponowane przez Brytyjczyków nie zakłada, w odróżnieniu od rezolucji dotyczącej Libii, użycia środków militarnych w celu obrony ludności cywilnej. Politycy nie żądają także na razie wprowadzenia sankcji wobec Damaszku.
W obawie przed kolejnymi represjami i pacyfikacjami coraz więcej osób opuszcza kraj. Syryjczycy uciekają do Turcji oraz innych sąsiednich krajów. W samej Turcji z całą pewnością przebywa już co najmniej 350 Syryjczyków. Duża część uchodźców jest hospitalizowana. Według relacji świadków, w dużym stopniu opustoszało Jisr al-Shughour leżące na północy kraju. Właśnie w tym mieście w ostatnich starciach pomiędzy opozycją a siłami rządowymi zginęło 120 osób. Rządowa telewizja podała, że ofiary to głównie funkcjonariusze służb bezpieczeństwa. Z kolei mieszkańcy miasta twierdzą, że zabito w większości cywilów, zaś mówienie o śmierci przedstawicieli sił państwowych to jedynie propaganda, która ma na celu usprawiedliwienie ewentualnego odwetu ze strony al-Assada. Właśnie w obawie przed takim rozwiązaniem mieszkańcy masowo opuszczają miasteczko. Ci, którzy pozostali, budują prowizoryczne schrony, bunkry i zasieki. W ich opinii, zadeklarowane przez władze "siłowe rozprawienie się" ze "zbrojnymi gangami odpowiedzialnymi za ostatnie morderstwa" oznacza tylko jedno - krwawą zemstę na tych, którzy ośmielili się wystąpić przeciwko władzy.
Ponadto syryjskie władze oskarżają opozycję o rozpowszechnianie fałszywych informacji. Potwierdzeniem tych oskarżeń miałyby być pogłoski o ustąpieniu z funkcji ambasador Syrii we Francji Lamii Chakkour. Ambasador, występując w telewizji, zaprzeczyła tym informacjom, twierdząc, że są to manipulacje mające na celu zaszkodzenie rządowi prezydenta Bashara al-Assada.
Według wstępnej oceny Brytyjczyków, rezolucję potępiającą syryjski reżim uda się przegłosować do końca tego tygodnia lub na początku przyszłego. Zdaniem Alaina Juppé, takie działania są konieczne, ponieważ liczba mordów w Syrii stale rośnie, a represje są coraz dotkliwsze. Jak podkreślił szef francuskiego MSZ, trwają rozmowy Paryża i Londynu na temat uzyskania większości w Radzie Bezpieczeństwa, która pozwoli na przyjęcie odpowiedniego dokumentu. Część przedstawicieli Rady, w tym Brazylia, RPA i Indie, wyraża obawy, że podobna rezolucja może być pierwszym krokiem do wszczęcia interwencji na wzór tego, co dzieje się w Libii. Zebranie silnej większości jest konieczne, aby dwóm bardzo ważnym podmiotom Rady, czyli Chinom i Rosji, zostało uniemożliwione zawetowanie przyjętej rezolucji. Zarówno Pekin, jak i Moskwa są bowiem zdania, żeby nie podejmować jakichkolwiek czynności wobec rządu w Damaszku. Według obrońców praw człowieka, trwająca już 11 tygodni społeczna rebelia w Syrii kosztowała życie ponad 1200 osób.
Łukasz Sianożęcki
Nasz Dziennik 2011-06-09
Autor: jc