Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Porażka faworyta sondaży

Treść

W najczarniejszych snach sztabowcy Donalda Tuska nie przypuszczali tak złego scenariusza. Przedwyborcze sondaże pokazywały bowiem wyraźną przewagę poparcia w wyborach prezydenckich dla kandydata Platformy Obywatelskiej. Dopiero w jednym z ostatnich badań przeprowadzonych przez Polską Grupę Badawczą na czoło wysunął się Lech Kaczyński.
Minorowe nastroje panowały wczoraj wśród zgromadzonych na dziedzińcu Politechniki Warszawskiej sympatyków Donalda Tuska tuż po ogłoszeniu pierwszych sondażowych wyników wyborów. Niedowierzanie - tak jednym słowem można określić atmosferę w sztabie.
W pierwszych słowach po ogłoszeniu sondażowych wyników Tusk przyznał, że wskazują one, iż prawdopodobnie nie zostanie prezydentem. - Dzisiaj muszę sobie powiedzieć, że nie dałem rady - stwierdził Tusk. Dziękował wszystkim wyborcom, którzy oddali na niego głos, i współpracownikom za zaangażowanie w kampanię. Tusk kontynuował liberalną retorykę używaną w kampanii. Zwrócił się do zebranych: "My, ludzie wierzący w wolność i odpowiedzialność, będziemy nadal walczyć o bliskie nam wartości". Życząc wszystkim siły i uporu w walce, powiedział, że Platforma będzie pilnować, by Polska była naprawdę dumnym i wolnym Narodem. Swoje przemówienie zakończył przeprosinami: "Jeśli kogoś zawiodłem - wybaczcie". Wszyscy czekali więc z niecierpliwością na napływające z Państwowej Komisji Wyborczej cząstkowe wyniki wyborów. Dla dodania sobie otuchy sympatycy Tuska skandowali: "Donald Tusk, Donald Tusk", "Zwyciężymy, zwyciężymy", a gdy ich kandydat skończył pierwsze przemówienie, usłyszał gromkie "Dziękujemy, dziękujemy". To jednak było jedynie robienie dobrej miny do złej gry. Zaraz po ogłoszeniu pierwszych sondaży wskazujących na porażkę Tuska ktoś powiedział bowiem z rezygnacją: "No i pozamiatane". Jeszcze przed ogłoszeniem wstępnych wyników, zaraz po oddaniu swojego głosu, Tusk powiedział, że jeśli przegra, to zajęć mu nie zabraknie, bo "jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia dla każdego z nas". Dodał, że w przypadku wyborczej porażki nie interesuje go fotel marszałka Sejmu.

Obrażona Platforma
Według Bronisława Komorowskiego, kandydata PO na stanowisko marszałka Sejmu, przyczyną porażki zarówno w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych "był zaskakujący i niespodziewany atak na nas ze strony potencjalnego partnera - te przyklejone łatki i przyprawiona gęba PO działały w dalszym ciągu na rzecz PiS-u". Wypowiadając się na temat przyszłej koalicji, powiedział, że "to PiS-u trzeba pytać w tej chwili, jak zamierza przekonać Platformę Obywatelską, iż te wszystkie ostre słowa i brutalne zachowanie, ta próba podziału Polski na dwa przeciwstawne sobie obozy, że to nie jest ważne, że można z tym żyć dalej". Wtórował mu Grzegorz Schetyna, sekretarz generalny PO, podkreślając, że w tej chwili nie ma ostatecznej decyzji w sprawie zawarcia koalicji. - Jeżeli PiS będzie kontynuowało w swoim programie program kampanii wyborczej, to nie ma szans na tę koalicję, bo program tej koalicji będzie po prostu nierealny - powiedział Schetyna. - Lepiej wtedy, żeby PiS robiło koalicję z Samoobroną, PSL i o. Rydzykiem - dodał. Szansę na powstanie koalicji PiS - PO ocenił na 50 proc. Decyzja PO o wejściu lub nie do koalicji ma zapaść w ciągu tygodnia.

Podwójna przegrana
Dla środowiska Platformy Obywatelskiej byłaby to niezwykle dotkliwa porażka, i to już druga po wyborach parlamentarnych. Przypomnijmy, że Platforma Obywatelska oraz Donald Tusk byli wyraźnymi liderami przedwyborczych sondaży i faworytami większości mediów. W całą kampanię liberałowie włożyli dużo wysiłku i pieniędzy, a nad ich kandydatem na urząd prezydenta czuwał profesjonalny zespół specjalistów od public relations. Byłaby to również porażka dla środowiska postkomunistów, Tuska bowiem poparli przed II turą ustępujący prezydent Aleksander Kwaśniewski, startujący w pierwszej turze wyborów Marek Borowski oraz Jerzy Urban. Chociaż Tusk w kontekście poparcia tej ostatniej osoby powtarzał wielokrotnie, że nie ma wpływu na to, kto go popiera, i że musi "z pokorą przyjąć informację, że wspierają go ludzie, z którymi nie ma i nie będzie miał nic wspólnego", to jednak nie przeszkadzało mu to z satysfakcją wyrazić się o poparciu ze strony Aleksandra Kwaśniewskiego, czyli innej osoby z obozu postkomunistycznego. Poparcie postkomunistów dla polityka Platformy Obywatelskiej było jednak symptomatyczne. Kwaśniewski zaznaczył bowiem, że bliższa jest mu prezydentura "umiaru i poszukiwania kompromisu", która miałaby kontynuować jego własną politykę. Chodziło zatem o zachowanie status quo na scenie politycznej, a taką możliwość z dwu kandydatów dawał jedynie Tusk. Jak to więc celnie zauważył podczas jednej z debat telewizyjnych Lech Kaczyński - od wyników wyborów będzie zależeć, czy "salon pana Urbana i jemu podobnych będzie miał jeszcze wpływ na polskie życie publiczne".
Artur Kowalski, Zenon Baranowski

"Nasz Dziennik" 2005-10-24

Autor: ab