Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Populizm nie przyniósł efektów

Treść

Zakończyły się pierwsze w tym roku wybory do lokalnych parlamentów w Hesji, gdzie sromotnej klęski doznali chadecy, i w Dolnej Saksonii, gdzie CDU utrzymała się u władzy. W obydwu landach nieoczekiwanie i po raz pierwszy na zachodzie kraju do lokalnych parlamentów weszli postkomuniści.



Spektakularną klęskę wyborczą poniósł Roland Koch i jego partia CDU, bowiem z prawie 49-procentowego poparcia w 2003 roku pozostało jedynie 36,8 procent. Oznacza to spadek aż o 12 punktów procentowych. Wprawdzie CDU wygrało z SPD, ale tylko o 0,1 proc. (około 3500 głosów), co oznacza, że w parlamencie obydwie partie zdobyły tyle samo miejsc. Socjaldemokraci są wielkimi zwycięzcami wyborów w Hesji, gdyż w porównaniu do poprzednich wyborów lokalnych poprawili swoje notowania aż o 7,6 procent. Na trzecim miejscu uplasowali się liberałowie z FDP, przed partią Zielonych, i zupełnie nieoczekiwanie po raz pierwszy na zachodzie kraju próg wyborczy przekroczyła partia lewicowa ("Die Linke" - powstała z połączenia postkomunistycznej PDS i zachodnioniemieckich lewicowych polityków z WASG).
Nie ulega wątpliwości, że jedną z podstawowych przyczyn porażki CDU była populistyczna i demagogiczna kampania wyborcza prowadzona przez lokalnego chadeckiego szefa Rolanda Kocha. To on rozpalił do czerwoności debatę, żądając surowszego karania nieletnich przestępców i zaostrzenia kar dla cudzoziemców. Wyborcy, głosując na SPD i partię lewicową, wystawili chadekom rachunek za szerzenie populistycznych haseł.
Obecnie w Hesji sytuacja stała się bardzo skomplikowana, wręcz patowa. Zarówno CDU, jak i SPD zdobyli po tyle samo miejsc w lokalnym parlamencie, ale żadnej z tych partii nie uda się rządzić samodzielnie ani nawet w koalicji z mniejszymi ugrupowaniami. Jedyna możliwa konstelacja to na wzór federalny wielka koalicja CDU/SPD. Ale i tutaj istnieją problemy, kto ma zostać premierem - czy Andrea Ypsilanty (SPD), której ugrupowanie, chociaż formalnie minimalnie przegrało, to jest wielkim zwycięzcom wyborów, czy dalej ma rządzić Roland Koch, który jest jednak odpowiedzialny za gigantyczne straty chadeków w Hesji. Mówi się także o rządzie mniejszościowym.
Dużo jaśniejsza sytuacja zapanowała po wyborach w Dolnej Saksonii, gdzie zdecydowanie wygrała CDU (43 proc.), przed SPD (30,3 proc.), FDP (8,2 proc.) i Zielonymi (8 proc.). Do parlamentu landowego z 7,1 proc. poparcia dostała się także partia lewicowa, co jest wielką niespodzianką. W Dolnej Saksonii przy władzy pozostanie koalicja CDU/FDP.
Wybory w Hesji i w Dolnej Saksonii były pierwszą tegoroczną próbą sił najważniejszych współrządzących partii CDU i SPD. Teraz następują spekulacje, jakie konsekwencje dla koalicyjnego rządu Angeli Merkel może mieć osłabienie w rejonie chadecji i umocnienie się socjaldemokratów. Następny spektakl wyborczy będziemy mieli 24 lutego w Hamburgu, gdzie na razie rządzi CDU, ale i tutaj może dojść do nieoczekiwanych rozwiązań.

Zyskują populiści
Na ostrej walce wyborczej dwóch gigantów (CDU i SPD) kapitał polityczny zbijają skrajne partie - i to zarówno lewicowe, jak i prawicowe. Wykorzystując niezadowolenie związane z niezbyt dobrą sytuacją ekonomiczną dużej części społeczeństwa i głosząc populistyczne hasła, do krajowych landtagów coraz częściej wchodzą przedstawiciele skrajnej postkomunistycznej lewicy, a także partii neonazistowskich.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2008-01-29

Autor: wa