Przejdź do treści
Przejdź do stopki

"Pomarańczowi" będą razem?

Treść

Powstająca na Ukrainie prozachodnia "pomarańczowa" koalicja wyraziła gotowość do oddania opozycji teki wicepremiera, a także stanowiska wiceministrów i wicegubernatorów.

- Żadnych przeszkód nie ma. Mamy razem 228 mandatów poselskich i nie ma takich sił, które by przeszkodziły w utworzeniu takiej koalicji - powiedziała Tymoszenko. Ze swojej strony numer jeden na liście NU - LS Jurij Łucenko oświadczył, że "pomarańczowi" mają nie tylko teoretyczną, ale i praktyczną możliwość utworzenia większości parlamentarnej. Tymoszenko i Łucenko wykluczają jakąkolwiek koalicję z oligarchiczną Partią Regionów Ukrainy.
- Opozycja uzyska maksymalne prawa, pozwalające jej kontrolować działania władzy - oświadczyła Julia Tymoszenko po spotkaniu przywódców bloków z prezydentem Wiktorem Juszczenką. W odpowiedzi przywódca prorosyjskiej Partii Regionów Ukrainy premier Wiktor Janukowycz nie wykluczył, że jego ugrupowanie może pogodzić się z przejściem do opozycji. - Jeśli będziemy w koalicji, stanowisko premiera będzie nasze. Jeśli tak się nie stanie, będziemy w opozycji - powiedział Janukowycz. Nieznana do tej pory na Ukrainie chęć dzielenia się stanowiskami między koalicją a opozycją jest wynikiem apelów prezydenta Wiktora Juszczenki, nawołującego w ubiegłym tygodniu, by do rozmów o koalicji przystąpiły wszystkie partie, które dostały się do parlamentu. Słowa te wywołały na Ukrainie burzę. Partia Regionów Janukowycza, która uzyskała w wyborach największe poparcie, oświadczyła, że prezydent opowiada się za tzw. szeroką koalicją. Jej trzon miałyby stanowić Partia Regionów i proprezydencki blok NU - LS. Ten ostatni natychmiast zaprzeczył, że gotów jest tworzyć koalicję z Partią Regionów; w kampanii wyborczej obiecywał, że po głosowaniu 30 września wejdzie w koalicję z Blokiem Julii Tymoszenko. Partia Regionów poszła jednak dalej - zagroziła, że w razie niedopuszczenia jej do formowania rządu, 175 deputowanych tego ugrupowania nie przyjmie przysięgi poselskiej. W tym przypadku Ukrainę czekałyby kolejne wybory do parlamentu, bowiem zgodnie z ukraińskim prawem parlament uznaje się za niezdolny do działania, jeśli nie ma w nim co najmniej 150 posłów spośród ogólnej liczby 450 parlamentarzystów.
AW, PAP,
Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów
"Nasz Dziennik" 2007-10-09

Autor: wa