Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Polscy niewolnicy w Hiszpanii?

Treść

Istnieją podejrzenia, że w regionie plantacji ryżowo-mandarynkowych, na plantacjach mandarynek kilkanaście kilometrów na południe od Walencji, zmusza się do pracy niewolniczej dziesiątki naszych rodaków. Łamane są ich prawa, nie otrzymują wynagrodzenia i są zastraszani. Takie niepokojące informacje napłynęły do konsulatu RP w Madrycie w zeszłym tygodniu.
Wydział konsularny RP w Madrycie otrzymał w zeszłym tygodniu dwie niepokojące informacje. Obie telefoniczne. Jedna pochodziła od "pracownika" 60-osobowej grupy, druga zaś od mieszkającej w Polsce matki jednego z "niewolników" innej, 10-osobowej grupy. Pierwszy informator twierdził, że proceder trwa od września. Nie podał jednak roku, ale prawdopodobnie chodzi o bieżący. - Nie wiedzą, gdzie konkretnie się znajdują. Wiedzą jedynie, że po pracy odwożeni są do Cullery - powiedział nam Czesław Warański, kierownik wydziału konsularnego w Madrycie. Jak mówił, "pracownicy" tej grupy proszą o interwencję w sprawie wypłat. Otrzymują bowiem jedynie zaliczki, pozbawieni są natomiast stałych wynagrodzeń. Informator podał nawet adres, pod którym mieszkają członkowie grupy, ale zdaniem policji, która już go sprawdziła, taki adres nie istnieje. Dlatego policja sprawdza okolicę. Jak nas poinformował Czesław Warański, ze wstępnych ustaleń wynika, że nie ma tam żadnych zorganizowanych obozów pracy.
W przypadku drugiej grupy chodzi o jawne łamanie prawa. Matka jednego z "niewolników" poinformowała konsulat, że po przyjeździe na miejsce Polakom kazano natychmiast uiścić stosowną kwotę na pokrycie kosztów zakwaterowania. - Na naszej stronie internetowej jest wyraźne ostrzeżenie, że w takim przypadku jest to jawne oszustwo. Polacy wydali więc pieniądze na własne ryzyko - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" kierownik wydziału konsularnego w Madrycie. Jak mówiła matka poszkodowanego, po uiszczeniu opłaty Polaków zakwaterowano w barakach. Nasi rodacy dodatkowo spotykają się każdego dnia z szykanami - w drodze do pracy i w czasie pracy są poganiani przez cudzoziemców, prawdopodobnie Ormian bądź Rosjan. Polacy nie otrzymują ani wynagrodzenia, ani pożywienia.
Konsulat RP w Madrycie zapewnia, że robi, co w jego mocy. Zgodnie z obowiązującym prawem, jeśli pracownik ma podpisaną umowę o pracę, sprawa kierowana jest do właściwego oddziału terenowego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w Hiszpanii. Z reguły jest to inspekcja pracy lub inspekcja bezpieczeństwa i higieny pracy. Niestety, zgłaszające się z prośbą o pomoc osoby mówią, że nie mają umowy o pracę. Dlatego - tłumaczył w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Czesław Warański - konsulatowi pozostaje jedynie droga policyjna. Jak zapewnił, konsulat stara się współpracować z hiszpańską policją. Jednak wyjaśnianie idzie dość opornie. W związku z niepokojącymi informacjami polska placówka dyplomatyczna wysłała w piątek do Walencji i Cullery faksy z prośbą o zbadanie sprawy. Jednak ponieważ zgłoszenia są bezimienne, gdyż wystraszeni Polacy nie chcą się przedstawiać, służby mundurowe niewiele - jak twierdzą - mogą zrobić. Tłumaczą też, że muszą działać bardzo ostrożnie, by nie doszło np. do aktów przemocy. - Dlatego staramy się uaktywnić naszego konsula honorowego w Walencji. W Walencji i okolicach mieszka bowiem obecnie legalnie około 5 tysięcy obywateli Polski - powiedział nam kierownik wydziału konsularnego w Madrycie.
Aneta Jezierska

"Nasz Dziennik" 2006-10-25

Autor: wa