Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Polka w rękach porywaczy

Treść

Polka Teresa B. została uprowadzona w stolicy Iraku, Bagdadzie, przez bliżej nieznane ugrupowanie zbrojne. Za jej uwolnienie porywacze zażądali wycofania z Iraku całego, liczącego 2400 żołnierzy, polskiego kontyngentu zbrojnego oraz wypuszczenia z irackich więzień wszystkich kobiet. Przedstawiciele polskich władz zapowiedzieli, że nie spełnią żądań porywaczy i nie będą z nimi negocjować.
Katarska telewizja Al-Dżazira wyemitowała wczoraj nagranie wideo pokazujące starszą kobietę siedzącą przed dwoma zamaskowanymi mężczyznami, z których jeden mierzył w jej głowę z pistoletu. W tle widać było czarny sztandar z nazwą grupy: Brygady Salafickie Abu Bakra As-Siddika. Kobieta coś mówiła, jednak nie było słychać jej głosu. Według Al-Dżaziry, kobieta wezwała polskich żołnierzy, aby opuścili Irak. Zaapelowała też do władz amerykańskich i irackich o uwolnienie wszystkich kobiet m.in. z więzienia Abu Ghraib. W komunikacie nagranym na taśmie porywacze nie przedstawili żadnych gróźb ani nie podali żadnego terminu, do kiedy ich żądania mają być spełnione.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski i minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz powiedzieli, że rząd wyklucza wszelkie negocjacje z porywaczami w sprawie spełnienia ich żądań w zamian za uwolnienie porwanej w Iraku Polki. - Z góry mogę wykluczyć wdanie się w negocjacje z terrorystami, zwłaszcza na tle takich żądań, jakie zostały zakomunikowane za pośrednictwem telewizji arabskiej - oświadczył Cimoszewicz. Jednak minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński zapewnił, że "zostaną uruchomione wszystkie środki, dzięki którym będziemy mogli pomóc i uwolnić osobę porwaną".
W Warszawie szef Wojskowych Służb Informacyjnych gen. Marek Dukaczewski poinformował, że porwana kobieta nie wchodziła w skład polskiego kontyngentu w Iraku. W dowodzonej przez Polskę Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe Polki służą m.in. jako lekarki, tłumaczki, pielęgniarki i archeolodzy. Są one dużo młodsze od uprowadzonej kobiety.
Rzecznik irackiego MSW płk Adnan Abdul Rahman powiedział, że porwana w nocy ze środy na czwartek ze swego domu w Bagdadzie kobieta od dawna mieszka w Iraku i ma irackie obywatelstwo. Dziesięć lat temu była przez rok pracownikiem polskiej ambasady w Bagdadzie. O uwolnienie porwanej Polki zaapelowała wczoraj do terrorystów matka uprowadzonej kobiety.
Od kwietnia zostało w Iraku uprowadzonych ponad 150 cudzoziemców, z których 37 zabito. Wraz z uprowadzoną wczoraj Polką w rękach różnych ugrupowań irackich znajduje się obecnie 25 cudzoziemców. Większość porwanych stanowią obywatele krajów sąsiadujących z Irakiem - Jordanii, Turcji, Syrii i Kuwejtu. Są także 2 dziennikarze francuscy, Japończyk, 2 niezidentyfikowani zakładnicy ze wschodniej Azji i obywatel Kanady, Mohammed Rifat, przetrzymywany od 8 kwietnia.
Większość uprowadzonych zostało wypuszczonych, często wtedy, gdy firmy zatrudniające porwanych (zwykle przy dostarczaniu zaopatrzenia dla sił okupacyjnych) obiecały, że wycofają się z Iraku. W jednym przypadku kraj uczestniczący w okupacji Iraku - Filipiny - przyspieszył o miesiąc wycofanie swego kontyngentu wojskowego, aby uratować życie filipińskiego zakładnika.
Wśród zabitych zakładników jest 12 Nepalczyków (kierowców, kucharzy i sprzątaczy pracujących u Amerykanów), 6 Turków, 4 Amerykanów (przedsiębiorca, żołnierz i 2 inżynierów), 3 Macedończyków, 3 Włochów (w tym 1 pochodzenia irackiego), po 2 Pakistańczyków, Egipcjan i Bułgarów, a także Brytyjczyk, Koreańczyk i Libańczyk.
Polka jest 9. cudzoziemką porwaną do tej pory w Iraku. 7 z nich uwolniono. Ósmą jest Margaret Hassan, regionalna dyrektor charytatywnej organizacji CARE International, mająca obywatelstwo brytyjskie i irackie, uprowadzona w Bagdadzie 19 października. Na początku czerwca porwano w Bagdadzie Jerzego Kosa, dyrektora bagdadzkiego biura wrocławskiej firmy budowlanej "Jedynka", i jego współpracownika Radosława Kadriego. Kadriemu udało się uciec z samochodu porywaczy, a Kosa uwolniły po tygodniu jednostki specjalne sił okupacyjnych. Oprócz niego uwolniono wtedy 3 Włochów porwanych w kwietniu.
Do uprowadzenia Polki doszło dwa dni po tym, jak w Iraku porwano japońskiego turystę, 24-letniego Shosei Kodę. Za jego uwolnienie porywacze zażądali wycofania całego 550-osobowego japońskiego kontyngentu, dając na spełnienie tego żądania 48 godzin. Chociaż porywacze grożą zakładnikowi śmiercią, władze Japonii zapewniły, że nie ugną się przed żądaniami "terrorystów".
KWM, PAP, Reuters



Profesor Zbigniew Jacyna Onyszkiewicz, LPR, członek Komisji Obrony Narodowej:
Rząd polski przyjął stanowisko, że nie będzie negocjował z porywaczami. Sam fakt uprowadzenia jest bardzo przykry, ale tego należało się spodziewać. Obecnie spora liczba Polaków pracuje w Iraku. Pamiętamy sprawę dyrektora jednej z wrocławskich firm pracującego w tym kraju. Jakkolwiek jest to bardzo przykry fakt, nie sądzę, by to spowodowało wycofanie polskich wojsk z Iraku. Należy oczywiście negatywnie ocenić przystąpienie Polski do wojny w Iraku, ale jeśli już bierzemy w niej udział, to nie możemy z dnia na dzień się z niej wycofać. Jest to operacja trudna logistycznie i wymaga czasu.
not. JS

"Nasz Dziennik" 29-10-2004

Autor: Ku8a