Pole minowe CDU
Treść
Niemieccy komentatorzy sceptycznie oceniają szanse tzw. wielkiej koalicji
Zdaniem prasy niemieckiej, dla Angeli Merkel zdobycie fotela kanclerskiego będzie bardzo kosztowne, ponieważ za swoje ustępstwa SPD uzyskała najważniejsze resorty w państwie. Obecna wielka koalicja - pisze niemiecka prasa - może już wkrótce okazać się groźnym polem minowym.
Niemieccy komentatorzy nie mają najmniejszych wątpliwości, że Angela Merkel słono zapłaci za swój fotel. "To było bardzo drogie zwycięstwo, okupione utratą wpływu na najważniejsze resorty" - pisze we wczorajszym wydaniu "Frankfurter Algemeine Zeitung". Oprócz obaw komentator gazety wyraził również nadzieję, że Angela Merkel stanie się prawdziwym mężem stanu i przejdzie do historii jako kanclerz reformator.
"Die Welt" twierdzi, że obydwie partie nie mają wyjścia i teraz muszą wspólnie rozwiązywać wszystkie rzeczywiste niemieckie problemy, co będzie bardzo trudne. Dziennik "Nordbayerischer Kurier" stwierdza w swoim komentarzu, że największym zwycięzcą negocjacji jest sekretarz generalny SPD Franz
Muentefering, którego nieugiętości socjaldemokraci zawdzięczają tak dużo ważnych resortów. Lewicowe dzienniki "Tageszeitung" i "Neues Deutschland" okazują duże zadowolenie z negocjacji i zawiązania wielkiej koalicji, gdyż pomimo przegranej w wyborach SPD nadal pozostanie u władzy.
Obecną koalicją nie jest zachwycone niemieckie społeczeństwo. Jak wynika z najnowszych sondaży, tylko
30 proc. Niemców jest zadowolonych z perspektywy powstania koalicji SPD - CDU/CSU. Trzy czwarte ankietowanych (74 proc.) określa ten sojusz bardzo sceptycznie i jest zdania, że będzie to rozwiązanie jedynie przejściowe i awaryjne. 37 proc. Niemców obawia się, że będzie to koalicja zastoju, gdyż dwie wielkie siły będą się wzajemnie skutecznie blokować.
Część politologów niemieckich jest w dalszym ciągu bardzo ostrożna w swoich rokowaniach na temat szans utworzenia rządu, przypomina bowiem, że po pierwsze nie wiadomo, czy zjazdy obu partii zaakceptują koalicyjny kontrakt, a po drugie nie można przewidzieć, jak zachowają się posłowie podczas tajnego głosowania w Bundestagu. W Niemczech ciągle pamięta się sytuację z 1966 r., kiedy to wielka koalicja nie przetrwała zbyt długo, gdyż Kurta Georga Kiesingera, desygnowanego na kanclerza ówczesnej wielkiej koalicji, nie poparło aż stu deputowanych z SPD.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2005-10-12
Autor: mj