Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Podzielić i sprzedać

Treść

Jutro Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów zajmie się rządowym projektem restrukturyzacji i konsolidacji sektora chemii ciężkiej. Zanim jednak projekt trafił pod obrady rządu, poważne zastrzeżenia zdążyły zgłosić środowiska branżowe. Ich zdaniem, forsowana przez Naftę Polską - koordynatora projektu, tzw. prywatyzacja produktowa, polegająca na wydzieleniu i sprzedaży najbardziej rentownych działów przedsiębiorstw, doprowadzi do upadku produkcji w części wyodrębnionych jednostek. Redukcji zatrudnienia w sektorze chemicznym obawiają się pracownicy lepiej radzących sobie zakładów - Polic i Puław. Ostateczna decyzja w sprawie tzw. Wielkiej Syntezy Chemicznej (WSCh) należy do rządu, choć związkowcy wskazują, że w układzie rząd - Nafta Polska czasem trudno się zorientować, kto jest decydentem, a kto wykonawcą.

Koordynatorem przekształceń sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej wskazanym przez rząd jest Nafta Polska, która zajmuje się także restrukturyzacją i prywatyzacją polskiego sektora paliwowego. To Nafta, na mocy rządowych pełnomocnictw, ma przygotować szczegóły restrukturyzacji. Kolejnym krokiem miałoby być wniesienie akcji ww. spółek do Nafty w celu realizacji przekształceń. Zdaniem autorów programu, ma to przyspieszyć proces transformacji.
Jak na razie jednak przyspieszenie jest jednym z ostatnich słów, którego można użyć do opisu prac nad projektem. Rządowy projekt restrukturyzacji i konsolidacji sektora chemii ciężkiej już od ponad roku jest przedmiotem ustaleń i wciąż nie znamy jego szczegółów. Jednocześnie jednak z ust Macieja Giereja, prezesa Nafty, możemy usłyszeć, że rządowy program restrukturyzacji WSCh jest niezagrożony.
- Od ponad roku rozmawiamy o projekcie, którego tak naprawdę nie ma. Istnieją jakieś strzępy i założenia, niefirmowane podpisem kogokolwiek z Ministerstwa Skarbu Państwa. Szybko było jedynie na początku - do czasu pojawienia się głosów sprzeciwu wobec nieprzemyślanej koncepcji - mówi poseł Gabriela Masłowska (LPR) z sejmowej komisji gospodarki.
Jak potwierdził Janusz Kwiatkowski, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa, obecnie nie ma żadnego finalnego projektu restrukturyzacji chemii ciężkiej, zaakceptowanego przez resort.
Założenia projektu restrukturyzacji sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej, opracowane przez Naftę, wciąż są przedmiotem międzyresortowych ustaleń. Co niesie ze sobą koncepcja Nafty? Zakłada ona m.in. konsolidację produktową i utworzenie spółki nawozowo-melaminowej, a także tzw. prywatyzację produktową. W skład spółki weszłyby na pewno zakłady, gdzie dominuje produkcja nawozów azotowych - Puławy, Tarnów i Kędzierzyn.
- Melamina - półprodukt do wyrobu żywic syntetycznych, jest najbardziej przetworzonym wyrobem opierającym się na amoniaku, czyli głównym surowcu syntezy nawozów azotowych. Wysoko przetworzone produkty amoniaku cieszą się największym zainteresowaniem światowych rynków - tłumaczy
dr Zbigniew Wielgosz z Instytutu Chemii Przemysłowej im. Ignacego Mościckiego w Warszawie. Na produkcję melaminy nakierowane są Puławy. Są one także w najlepszej kondycji finansowej spośród zakładów mających tworzyć spółkę i to one stanowiłyby jej rdzeń. Kędzierzyn i Tarnów, które mają duże problemy z bieżącą działalnością, w powołaniu koncernu widzą więc swoją szansę.
Rodzi się jednak pytanie, czy Puławy są w stanie udźwignąć ciężar wieloletnich długów i strat pozostałych spółek? Jest to jednocześnie pytanie o to, czy taka konsolidacja może być środkiem na problemy Kędzierzyna i Tarnowa?
- Przy obecnej cenie gazu ziemnego sama konsolidacja nic nie zmieni, biorąc dodatkowo pod uwagę niechęć banków do kredytowania chemii ciężkiej - o sens tworzenia spółki trzeba by zapytać pana Giereja - mówi Sławomir Wrenga, współprzewodniczący zespołu trójstronnego ds. branży chemicznej i przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego ZA Puławy.
Również według śledzącej sprawę poseł Masłowskiej, stworzenie spółki niewiele zmieni. Uważa ona, że całość działań Nafty i rządu wydaje się raczej zmierzać nie do poprawy sytuacji sektora, a do tzw. prywatyzacji produktowej, czyli wyodrębnienia najbardziej rentownych części przedsiębiorstw w celu szybkiej sprzedaży. Opinia ta znajduje potwierdzenie w roszadach personalnych, jakie rok temu dokonały się w zarządzie ZA Puławy. Ówcześni prezes i wiceprezes sprzeciwiający się prywatyzacji produktowej stracili stanowiska. Prezesem Puław został Zygmunt Kwiatkowski, określany przez lubelskich związkowców "baronem Ordynackiej" na województwo lubelskie.
Forsowania prywatyzacji produktowej i pogorszenia sytuacji swych zakładów spodziewają się związkowcy Polic i Puław - spółek, które nieźle sobie radzą samodzielnie.
Wrenga i Badelek (ZZPRC ZCh Police) twierdzą, że podzielenie przedsiębiorstw i wyprzedaż po kawałku doprowadzi do wygaszania i upadku produkcji w części jednostek wydzielonych z całości. W założeniach restrukturyzacji chemii ciężkiej z 2002 r. również rząd negatywnie odnosił się do prywatyzacji produktowej. Jednak dziś, jak powiedział nam Janusz Kwiatkowski, rzecznik MSP, kwestia ta jest otwarta i stanowi przedmiot międzyresortowych ustaleń.
- Istnieją pewne trendy na rynku chemicznym i prywatyzacja najbardziej atrakcyjnych rynkowo jednostek zakładów może okazać się jedynym wyjściem w przypadku braku chętnych na zakup całości - argumentuje rzecznik Nafty.
Z drugiej strony, eksperci wskazują, że duże wahania koniunktury na rynku chemicznym uzasadniają wysiłki w celu utrzymania kilku produktów w jednej spółce, co zapewnia większą konkurencyjność. - Tym bardziej że w przypadku nawozów występuje sezonowość sprzedaży i ogromne fluktuacje popytu. Zakład może sobie radzić, gdy wytwarza inne produkty, które dają mu stały przychód - wskazuje dr Wielgosz.
Związkowcy z Polic podejrzewają, że tam jako pierwsze do sprzedaży poszłyby nie jednostki nawozowe, lecz np. rentowny zakład bieli tytanowej przynoszący dochód w ciągu całego roku. - Straciłaby na tym oczywiście część nawozowa - mówi Badelek z ZZPRC ZCh Police.

Różnica w gazie
Resort skarbu uzasadniając potrzebę konsolidacji, wskazuje na procesy koncentracji produkcji zachodzące na światowych rynkach. Konsolidacja polskiej chemii ciężkiej miałaby zwiększyć jej konkurencyjność. Jednak według przedstawicieli sektora, porównywanie polskiego przemysłu chemicznego z rynkami światowymi nie ma sensu za względu na podstawowy różnicujący czynnik - cenę gazu ziemnego. Różnica wynosi średnio ok. 50 USD za tysiąc metrów sześciennych. Monopol na dostarczanie gazu dla przemysłu chemicznego posiada Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Gaz dla WSCh dostarczany jest po takiej samej taryfie, jak dla branży energetycznej. Dla zakładów chemicznych gaz nie jest jednak nośnikiem energii, a surowcem wykorzystywanym do produkcji nawozów.
- Zbyt drogi gaz usztywnia ceny, powodując niekonkurencyjność branży. Bardziej opłaci się sprowadzać nawozy z Ukrainy czy ze Słowacji - mówi dr Wiesław Werbiński z IChP.
Kluczową kwestią dla restrukturyzacji ciężkiej chemii jest więc cena gazu i stanowisko PGNiG. W wyniku stosownych pełnomocnictw negocjacje z PGNiG w imieniu Skarbu Państwa prowadzi Nafta Polska. Jak powiedział rzecznik Nafty, rozmowy z PGNiG trwają i są perspektywy na obniżenie stawek. Jak na razie zadłużenie sektora ciężkiej chemii wobec PGNiG szacuje się na poziomie ok. 300 mln zł.
Kolejny ruch w sprawie WSCh należy do rządu. Jutro projektem zajmować będzie się Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów. Okazją do spotkania i dyskusji wszystkich zainteresowanych jest rozpoczynająca się dziś w Ustroniu dwudniowa konferencja poświęcona problemom restrukturyzacji WSCh. Udział zapowiedzieli prezesi zakładów chemicznych, przedstawiciele MSP, Nafty Polskiej, jak i reprezentanci świata nauki.
Beata Andrzejewska

Ciężki przemysł chemiczny produkuje w wielkich ilościach bazowe produkty chemiczne, wykorzystywane w wielu innych gałęziach gospodarki. Na surowcach dostarczanych przez ciężką chemię opiera się produkcja nawozów, przemysł tworzyw sztucznych, chemii gospodarczej i kosmetycznej. Wielka Synteza Chemiczna jest największą i najważniejszą częścią polskiego przemysłu chemicznego. Jest to pojęcie umowne, obejmujące m.in. branże: organiczną, nieorganiczną, nawozową, przetwórstwa siarki. WSCh obejmuje należące do Skarbu Państwa zakłady w Puławach, Kędzierzynie, Tarnowie, Policach, Sarzynie oraz bydgoski Zachem. Udział produkcji WSCh w ogólnej produkcji przemysłowej w Polsce utrzymuje się na poziomie 10 proc. Poprzedni rok WSCh zakończyła ok. 200-milionową stratą. W
1. półroczu 2003 r. najrentowniejsze zakłady Police i Puławy zanotowały zysk. Polska ciężka chemia poszczycić się może znanymi w świecie technologiami dostarczającymi intratnych kontraktów w postaci sprzedaży licencji. 20 proc. światowej produkcji kaprolaktamu - surowca wykorzystywanego do produkcji włókien, opiera się na polskiej licencji. Jednym z najatrakcyjniejszych produktów eksportowych WSCh jest melamina.
BA
Nasz Dziennik 15-10-2003

Autor: DW