Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pierwsze decyzje

Treść

Nowy rząd, którego - jak okazało się wczoraj po południu - nie poprze PO, bierze się do pracy. Na pierwszy ogień idą służby mundurowe. Ze stanowiskami pożegnają się szefowie Biura Ochrony Rządu, Straży Granicznej i Policji. Na pracę nie mogą również liczyć osoby mające za sobą etat w Służbie Bezpieczeństwa. Ma być też nowa formuła pracy Komendy Głównej Policji, zmiany kadrowe czekają komendy wojewódzkie. Takie deklaracje złożył nowy minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn. Od wczoraj znane jest także nazwisko nowego prokuratora krajowego. Decyzja o nominacji Janusza Kaczmarka była pierwszą, którą podjął szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Specjalna jednostka prokuratorska zajmie się ściganiem przestępczości zorganizowanej oraz kryminalnych powiązań polityków i świata przestępczego.
Minister Ludwik Dorn zaprezentował wczoraj zmiany, które zamierza wprowadzić w resorcie, oraz podał nazwiska swoich zastępców i doradców.
Zgodnie z przedwyborczymi deklaracjami PiS utrzymało wspólny resort dla spraw wewnętrznych i administracji. Jest to dość duże ministerstwo, dlatego Dornowi będzie pomagać aż pięciu zastępców. Za administrację publiczną, mniejszości religijne i narodowe odpowiadać będzie sekretarz stanu Arkadiusz Czartoryski, dotychczasowy prezydent Ostrołęki i członek zarządu PiS województwa mazowieckiego. Stoją przed nim zadania uporządkowania administracji publicznej i relacji między administracją rządową a samorządową. W resorcie jest również czterech podsekretarzy stanu: Władysław Stasiak, Paweł Soloch, Grzegorz Bliźniuk oraz Jarosław Brysiewicz. Stasiak będzie odpowiedzialny za Policję, Straż Graniczną i Biuro Ochrony Rządu, Soloch - za zarządzanie kryzysowe, bezpieczeństwo publiczne, Państwową Straż Pożarną i obronę cywilną, Brysiewicz - za zamówienia publiczne i logistykę, a Bliźniuk - za informatyzację. Nowy minister przedstawił również swoich doradców. Zostali nimi Rajmund Jaroszek (dyrektor gabinetu politycznego ministra), Piotr Piętak oraz płk Roman Polko. Ten ostatni, były dowódca jednostki specjalnej GROM, będzie doradzał w kwestii zagrożeń terrorystycznych oraz przeciwdziałania im.
- Jest to zespół ludzi, którzy myślą wspólnie, w tych samych kategoriach, o państwie, administracji i służbach mundurowych - mówił o swoich współpracownikach Ludwik Dorn.
Nie poznaliśmy na razie nazwisk nowych komendantów. W najbliższych dniach "dokonane zostaną na szczytach służb zmiany natury kadrowej".
- Sądzę, że w krótkim czasie przedstawimy zestaw przedsięwzięć natury ustawowej, jak i rozporządzeń ministra, które dokonają głębokich zmian w służbach mundurowych - stwierdził szef MSWiA Ludwik Dorn. Według niego, efektem tych zmian będzie zwiększenie w ciągu 2-3 lat liczby policjantów na ulicach co najmniej półtorakrotnie. W ramach naprawy struktury policji ma nastąpić "przeniesienie policjantów zza biurek na ulicę i ucywilnienie pionu logistyki". Resort ma walczyć również ze "zbyt dużą absencją chorobową policjantów". - Mamy najbardziej chorowitą policję świata (...). Nie widzę powodu, bym na to się godził - stwierdził Dorn.
Politycy PiS wielokrotnie podkreślali, że MSWiA jest miejscem pracy dla wielu "obrońców władzy ludowej". Można więc było się spodziewać, że wraz ze zmianami w resorcie nastąpi reorganizacja w policji. Nowy minister powołał się na dane, z których wynika, że aż 10 proc. wyższych oficerów policji to dawni oficerowie Służby Bezpieczeństwa PRL. Nie widzi on dla nich miejsca w policji. Rozstanie się z nimi będzie o tyle łatwiejsze, że w znacznej mierze są oni w wieku emerytalnym i przedemerytalnym, a "pewna ich część" już złożyła wnioski o odejście. - Na pewno nowe kierownictwo resortu kodeksu pracy łamać nie będzie - zapewnił Dorn. Jego zdaniem, zmiany w policji będą dokonywane w taki sposób, aby "nie destabilizować sytuacji szeregowych funkcjonariuszy".

WSI - komunistyczny relikt
Likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych jest nieunikniona. Decyzje polityczne w tej sprawie zapadły jeszcze przed wyborami. Wystarczy spojrzeć na przedwyborczy program PiS, w którym zapowiadano likwidację tych służb. Wśród głównych zarzutów, jakie stawiano funkcjonariuszom WSI, są handel bronią i ingerencja w życie polityczne. Politycy PiS zapowiadali, że od podstaw powołają kontrwywiad i wywiad wojskowy oraz przygotują ustawę o bezpieczeństwie narodowym, która zobowiąże służby specjalne do przedstawiania rządowi i prezydentowi sprawozdań o stanie bezpieczeństwa państwa, ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa energetycznego i gospodarczego wraz z oceną największych i najważniejszych prywatyzacji.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz, odpowiadając na pytanie o reformę służb specjalnych oraz służb MSWiA, stwierdził, że "natrafił na elementy buntu w różnych miejscach". Zastrzegł, że nie może mówić o szczegółach. Poinformował jedynie, że podpisał rozporządzenie o zakresie kompetencji ministra koordynatora służb specjalnych Zbigniewa Wassermanna. - Dla bezpieczeństwa państwa - jestem przekonany, że istnieje niezbędna konieczność, aby było w Polsce miejsce, gdzie zbierane są i koordynowane wszystkie informacje; żyjemy w takich czasach, że takie działania następują we wszystkich służbach specjalnych na świecie - zauważył Marcinkiewicz.
Poprzednie kierownictwo resortu desygnowane przez SLD przekonuje, że likwidacja WSI to błąd. Zdaniem byłego ministra obrony narodowej Jerzego Szmajdzińskiego, nie służy to bezpieczeństwu Polski ani siłom zbrojnym. Według niego, likwidacja tych służb sprawi, że zostanie podważona wiarygodność Polski na arenie międzynarodowej.
Opinii byłego ministra nie podziela Antoni Macierewicz, były członek sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych i minister spraw wewnętrznych. - Jeżeli rzeczywiście zapadła decyzja o rozwiązaniu WSI, to jest to najlepsza decyzja, jaką pan Marcinkiewicz podjął, dlatego że ta cała struktura nie może być w żaden sposób kontynuowana. Duża część oficerów kierujących tą służbą jest niewiarygodna i są raczej źródłem informacji dla naszych przeciwników niż dla wojska i kraju. Uwikłanie wielu z nich w działania kryminalne i działania na rzecz środowisk mafijnych do końca niszczą możliwość jakiegokolwiek pozytywnego użytku dla Polski z tych ludzi - stwierdził Macierewicz. - Decyzja jest jak najbardziej słuszna i nie będzie kwestionowana przez naszych zachodnich sojuszników, którzy mają pełną świadomość faktu, że te służby w większym stopniu działają na rzecz przeciwników niż dla układu natowskiego. Protesty w tej sprawie będą pochodziły wyłącznie ze środowisk komunistycznych i uwikłanych właśnie w działania mafijno-przestępcze bądź od zwolenników politycznych dawnego układu postkomunistycznego - dodał. Przyznał, że w takich sytuacjach zawsze jest problem, w jaki sposób dokonać tej zmiany i odbudowy, żeby wprowadzić jak najmniejsze zamieszanie i żeby straty były jak najmniejsze.

Niech boją się gangsterzy
Nowy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przedstawił wczoraj dwie główne zasady, którymi będzie się kierował, pełniąc ten urząd. Pierwszą z nich jest równość wobec prawa, co oznacza, że ludzie władzy nie mogą być lepiej traktowani. Ziobro zapowiedział wydanie - już dzisiaj - specjalnych wytycznych dotyczących tych kwestii. Podkreślił przy tym, że w prokuraturze jest wiele kompetentnych osób, tylko konieczna jest zmiana sytemu, aby motywował on do uczciwej pracy. Podjęcie dynamicznej walki z przestępczością to druga zasada, której realizację zadeklarował nowy szef resortu sprawiedliwości. Zapowiedział też powołanie specjalnej elitarnej jednostki prokuratorskiej, analogicznej do policyjnego CBŚ, która zajmie się ściganiem przestępczości zorganizowanej oraz kryminalnych powiązań polityków i świata przestępczego.
Zintensyfikowanej walce z przestępczością będzie służyła nowelizacja kodeksu karnego, w szczególności kar za najgroźniejsze przestępstwa. - Będziemy tutaj działać z całą stanowczością - podkreślił Ziobro. - Gangsterzy muszą się bardziej bać, niż bali się dotychczas - dodał. Minister powiedział, że konieczne są kompleksowe działania różnych resortów i służb, aby skutecznie uderzyć w struktury mafijne, m.in. poprzez sprawne konfiskaty majątków przestępców.
Zmiany w wymiarze sprawiedliwości mają dotyczyć również prokuratury, więziennictwa (zwiększenia nań nakładów finansowych), wprowadzenia 24-godzinnych sądów w przypadku drobnych przestępstw. Minister powiedział, że bliższe szczegóły poda po zatwierdzeniu rządu przez Sejm i przyjęciu przez nowy gabinet programu reform wymiaru sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro podkreślił, że przygotowane są akty prawne przewidujące wprowadzenie postulowanych przez niego reform. Niebawem mają one zostać skierowane do środowiskowych konsultacji. Jeśli chodzi o szczegóły rozwiązań prawnych, to przypomnijmy, że w programie wyborczym PiS zapowiadało oczyszczenie sądownictwa i prokuratury, m.in. poprzez ograniczenie działania immunitetu tych grup zawodowych ("aby gwarantował niezawisłość, a nie bezkarność"), wprowadzenie odpowiedzialności dyscyplinarnej przez reformę tego pionu i wyłączenie go spod korporacyjnej kontroli. Z kolei zniesienie prokuratur apelacyjnych i redukcja Prokuratury Krajowej (prokuratorzy z nich mają trafić do bezpośredniej walki z przestępczością) oraz uproszczenie niektórych postępowań prowadzonych przez sędziów mają służyć likwidacji jednej z wielkich bolączek wymiaru sprawiedliwości, jaką jest przewlekłość postępowań.
Pierwszą decyzją personalną w resorcie sprawiedliwości była nominacja nowego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka. Ziobro, przedstawiając nowego zastępcę prokuratora generalnego, podkreślił, że posiada on "wielkie doświadczenie praktyczne i sukcesy". Zagwarantował, że jest on "najwłaściwszą osobą na tym stanowisku". Kaczmarek zastąpił na tym stanowisku Karola Napierskiego, znanego z politycznej dyspozycyjności, który w zeszłym tygodniu przeszedł na emeryturę. Inne zmiany personalne mamy poznać niebawem.

Rząd kontraktowy czy obrotowy
Wczoraj tuż po godz. 15.00 na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów premier Kazimierz Marcinkiewicz zapowiedział wysłanie listu do Platformy Obywatelskiej z propozycją zawarcia programowego kontraktu z rządem. Zaproponował też konsultacje z klubami parlamentarnymi. W odpowiedzi dwie godziny później Donald Tusk stwierdził, że PO nie poprze rządu, bo PiS zawarło parlamentarną koalicję z - jak to określił - ugrupowaniami radykalnymi.
Według słów Marcinkiewicza, umowa miałaby zobowiązywać rząd do przedstawienia określonych aktów prawnych w określonym czasie, a Platformę - do poparcia tych aktów w parlamencie. Umowa dotyczyłaby planów gabinetu na najbliższe dwa-trzy miesiące, takich jak budżet państwa i ustawy okołobudżetowe oraz inne akty prawne nowego rządu. Treść umowy może być rozciągnięta również na poparcie przez PO rządu podczas głosowania nad wotum zaufania. Wygłoszenie przez premiera expose planowane jest na 10 listopada.
- Nadal uważam, że współpraca programowa między PiS a PO jest możliwa i potrzebna - powiedział premier. W liście zawarta została propozycja, aby po uchwaleniu budżetu, co nastąpi w styczniu 2006 r., obie strony oceniły umowę i na tej podstawie podjęły decyzję co do dalszej współpracy.
- Umowa jest honorowa, dotyczy realizacji programu. Jeśli mówi się o braku zaufania między PO i PiS, to ta umowa byłaby właśnie sprawdzianem - tak premier tłumaczył intencję wysłania listu, podkreślając, że nie ma w tym nic z blefu. Wyjaśnił też, że rezygnacja z powołania wicepremiera w nowym rządzie jest spowodowana otwarciem na współpracę z Platformą. Nie chciał jednak wypowiadać się na temat ewentualnej reorganizacji rządu w przyszłości.
Drugi list wystosował Marcinkiewicz do przewodniczących wszystkich klubów parlamentarnych. Zawarł w nim propozycję spotkania w celu zaprezentowania programu rządu i odpowiedzi na pytania posłów. Spotkania przewidziane zostały na wtorek i środę w przyszłym tygodniu. Premier obiecał, że w trakcie spotkania z Samoobroną ustosunkuje się do jej postulatów programowych, od których klub Andrzeja Leppera uzależnia poparcie rządu. Przypomnijmy, że chodzi o zmianę ustawy o NBP, renegocjację traktatu akcesyjnego, wprowadzenie zasiłków na poziomie minimum socjalnego i zwolnienie rent i emerytur z podatku.
- Będę namawiał wszystkie kluby do poparcia mojego gabinetu - zapowiedział premier.
Odpowiadając na pytania dziennikarzy o ewentualne "czystki" w resortach po przejęciu władzy, premier wyjaśnił, że nie ma zamiaru ich przeprowadzać, natomiast będzie prowadził normalną politykę kadrową polegającą na usuwaniu złych, niekompetentnych urzędników.
- Nie wymienimy nawet wszystkich wiceministrów - powiedział. Zapewnił też, że wymiana kadr w spółkach Skarbu Państwa odbywać się będzie według procedur przewidzianych prawem, które w niektórych wypadkach już zostały wszczęte. Premier z tonem zawodu wspomniał, że nie sprawdziła się pogłoska, iż wszyscy szefowie spółek Skarbu Państwa podadzą się do dymisji.
Robert Popielewicz, Zenon Baranowski, MaG

Prokurator krajowy Janusz Kaczmarek
Ukończył prawo na Uniwersytecie Gdańskim. Pracę rozpoczął w Prokuraturze Rejonowej w Elblągu. Następnie trafił do Prokuratury Okręgowej w Gdyni, a potem w Gdańsku. W 2000 r. został prokuratorem okręgowym w Gdańsku, a rok później prokuratorem apelacyjnym. W 2001 r. przeszedł do Prokuratury Krajowej. Został wiceprokuratorem generalnym i nadzorował najważniejsze śledztwa. Po odwołaniu w połowie 2001 r. z tego stanowiska kierował Prokuraturą Apelacyjną w Gdańsku. Jako jej szef nadzorował postępowania wobec ks. Henryka Jankowskiego (później przeniesione do Elbląga ze względu na zarzut stronniczości). Na wniosek Lecha Wałęsy skierował do rozpatrzenia sprawę zarzutów podnoszonych przez uczestników audycji w Radiu Maryja, dotyczących jego ewentualnej agenturalnej przeszłości i zmowy z komunistami przy Okrągłym Stole. W ostatnim okresie nadzorował śledztwa w sprawie nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU.
Działa w Rotary Club Gdynia.
44 lata, żonaty, dwoje dzieci.
ZB

Kto tu będzie dyrygentem?
Listami do klubów poselskich i propozycją kontraktu programowego dla Platformy Obywatelskiej premier mniejszościowego rządu rozpoczął starania o poparcie, które będzie musiał prowadzić odtąd nieustannie, jako że za rządem PiS nie stoi jak dotąd żadna trwała koalicja. W odpowiedzi lider PO na specjalnie zwołanej konferencji prasowej otwarcie ogłosił przejście Platformy do opozycji. Decyzję tę prawdopodobnie potwierdzi Rada Krajowa tej partii.
O co chodzi Platformie? Oczywiście o władzę, ale nie władzę podyktowaną wynikiem wyborów, w których zwyciężyło PiS, lecz pełną władzę pozwalającą tej partii realizować - wbrew zasadom demokracji - własny program znany pod nazwą "liberalnego eksperymentu". Tusk wie, że wchodząc do rządu, który ma alternatywę w postaci poparcia LPR, PSL i Samoobrony, musiałby posłusznie pracować pod batutą premiera Marcinkiewicza. Jeśli jednak zdoła zwaśnić PiS z Samoobroną, LPR i PSL - on sam zostanie dyrygentem. Dlatego lider PO tak bardzo naciska na usunięcie Leppera z funkcji wicemarszałka. Lepper w tej roli jest dla PiS gwarantem alternatywnej koalicji, która pozwoli podtrzymać rząd, gdyby Platforma zaczęła dyktować warunki. Między PiS i PO trwa na tym tle swoista wojna nerwów. Gestem odmowy Platforma świadomie spycha PiS w objęcia pozostałych partii opozycyjnych - LPR, PSL i Samoobrony, nie kryjąc nadziei, że rząd się na tej współpracy przewróci. PO liczy, że stanie się to szybko, jeszcze za prezydentury Kwaśniewskiego, aby ten mógł powołać premiera z PO lub rozpisać nowe wybory. W tej sytuacji przed PiS stoją dwa zadania: po pierwsze, uzyskać wotum zaufania i rozpocząć program naprawy państwa, po drugie, dotrwać do 23 grudnia - wówczas przysięgę złoży prezydent elekt Lech Kaczyński i podstawianie rządowi nogi stanie się trudniejsze.
Małgorzata Goss

"Nasz Dziennik" 2005-11-03

Autor: ab