Pierwsza i ostatnia misja
Treść
Podporucznik Robert Marczewski z 6. batalionu desantowo-szturmowego w Gliwicach zginął w wyniku eksplozji w okolicach miejscowości Otukhel w prowincji Paktika, około 40 km na północ od bazy Waza Khwa. Pojazd, którym poruszał się patrol, wjechał na ładunek niewiadomego pochodzenia. Zginął dowódca patrolu. Jego czterech kolegów zostało rannych - przebywają w szpitalu w bazie Bagram.
Do zdarzenia doszło 21 czerwca 2008 r. ok. godz. 00.40 czasu lokalnego, w trakcie wykonywania zadania bojowego przez patrol. Jeden z pojazdów najechał na podłożony przy drodze ładunek wybuchowy. Dowódca patroli zginął na miejscu, czterech żołnierzy odniosło obrażenia. Natychmiast przetransportowano ich do szpitala wojskowego w Orgun, gdzie udzielono im pomocy medycznej. Obecnie przebywają w szpitalu w bazie Bagram. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
- To był patrol rozpoznawczy. Polscy żołnierze mieli dokonać rozpoznania obiektu i wrócić - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mjr Jacek Popławski. - Zagrożenie takimi sytuacjami jak sobotnia przez cały czas jest wysokie. Wzrosła liczba podkładanych improwizowanych ładunków wybuchowych - ocenił major. Dodał, że rok czy dwa lata temu tego problemu raczej nie było, podkreślając jednocześnie, że nie jest to jedyny czynnik składający się na wzrost zagrożenia. Wzrasta ono bowiem zawsze w okresie wiosennym i letnim.
Wprawdzie według amerykańskich obserwatorów jest zauważalna zmiana taktyki talibów, którzy bardzo osłabieni i rozbici na małe grupy nie są w stanie prowadzić skutecznej walki, to wszystko wskazuje na to, iż rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Talibowie nadal działają w większych grupach. W szczególności w prowincjach centralnych i północnych dochodzi do sytuacji, w których okazuje się, że nie tylko potrafią się zorganizować, ale również sprawnie przeprowadzić skuteczną akcję.
Podporucznik Robert Marczewski po raz pierwszy brał udział w zagranicznej misji. Pozostawił żonę i roczne dziecko.
Anna Wiejak
"Nasz Dziennik" 2008-06-23
Autor: wa