Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pieniędzy ani widu, ani słychu

Treść

Wbrew wcześniejszym obietnicom zarządu Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Poznaniu, pracownicy nie otrzymali zaległych wypłat. Załoga ZNTK dwukrotnie już prowadziła akcję strajkową, za każdym razem jednak zarząd przekonywał protestujących, iż wypłaty lada dzień znajdą się na ich kontach.
- Do końca maja mieliśmy otrzymać pieniądze. Przecież od lutego w ogóle nie otrzymywaliśmy wypłat, po dwukrotnie przeprowadzonym strajku ostrzegawczym doszło do rozmów z zarządem, po których część pieniędzy, w bardzo szczątkowej ilości, została nam przekazana. I na tym koniec. Za co mamy żyć? Za co mamy wykarmić nasze dzieci? - skarży się "Naszemu Dziennikowi" jeden z pracowników.
Sytuacja zatrudnionych w tym przedsiębiorstwie z dnia na dzień staje się coraz bardziej dramatyczna. Problemem bowiem są nie tylko kłopoty z otrzymywaniem wynagrodzeń, ale przede wszystkim, jak mówią sami pracownicy, lekceważący stosunek kierownictwa firmy do załogi. Padają, obliczone głównie na użytek mediów, zapewnienia i obietnice, wzniosłe deklaracje, jednak żadna z nich nie została dotrzymana.
- Pieniędzy nie ma, tymczasem zarząd robi wszystko, by podzielić, poróżnić solidarną załogę. Przecież ponad 90 procent z nas opowiedziało się za strajkiem okupacyjnym - mówią zatrudnieni w ZNTK.
W połowie kwietnia za strajkiem opowiedziało się w referendum
97 proc. załogi. Pracownicy domagają się, oprócz wypłacenia należnych im pieniędzy, m.in. również zagwarantowania odpowiednich warunków BHP i wydawania odzieży roboczej. Przez prawie dwa miesiące od chwili przeprowadzenia referendum strajkowego pracownicy ZNTK byli zwodzeni przez zarząd obietnicami. Nie doszło jednak nawet do podpisania przez zarząd i protestującą załogę tzw. protokołu rozbieżności.
- Do podpisania protokołu nie doszło, bo zarząd oświadczył, że nie jest do tego przygotowany - mówiła Lidia Dudziak, szefowa "Solidarności" w ZNTK.
Okazało się jednak, że zarząd przygotowany jest do innych działań - konfrontacyjnych. Do zakładowej "Solidarności" wpłynęło pismo od zarządu, który wnosił o zgodę związku na zwolnienie kilku pracownic działu finansowego, które jakoby miały przekazać dziennikarzom informację o wysokości zarobków rzecznika prasowego spółki. Chodziło o bulwersującą, w sytuacji kłopotów finansowych przedsiębiorstwa, kwotę 9 tys. zł brutto, które rzekomo zarabiać miał ów przedstawiciel zarządu (nie udało nam się potwierdzić tej informacji). Co więcej, na ostatnim walnym zgromadzeniu akcjonariuszy zadecydowano o wypłaceniu 4 mln zł jako dywidendy dla akcjonariuszy.
- Dla nas tych pieniędzy nie ma, ale są dla właścicieli firmy? My mamy pracować za darmo, nasze dzieci mają chodzić głodne? - mówią zbulwersowani pracownicy.
Związkowcy i pracownicy nadal mają nadzieję, że nie dojdzie do ostateczności, a więc zapowiadanego już wcześniej strajku okupacyjnego. Mają również nadzieję, że odbędą się mediacje z udziałem przedstawiciela Ministerstwa Skarbu Państwa, które nadal posiada swe udziały. Problem tylko w tym, że z dnia na dzień nadzieja zatrudnionych jest coraz mniejsza, a zarząd firmy robi wszystko by zastąpiło ją rozgoryczenie i gniew.
Z przedstawicielami zarządu nie udało nam się w poniedziałek skontaktować. Jak zwykle od ostatnich kilku miesięcy byli nieosiągalni.
W 1995 r. ZNTK, pozostające w gestii Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, zostały przekształcone w spółkę akcyjną. Właścicielami firmy stały się trzy osoby prywatne, które przejęły ponad 50 procent udziałów spółki. Od tego czasu, jak twierdzą pracownicy, zakład zaczął chylić się ku upadkowi - zabrakło nowych inwestycji i kompleksowych programów rozwojowych.
Wojciech Wybranowski, Poznań

"Nasz Dziennik" 2005-06-14

Autor: ab