Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Patologia Robin Hooda

Treść

Rząd Donalda Tuska zamierza zlikwidować Fundusz Kościelny bez porozumienia z Episkopatem Polski - obwieściły wczoraj media. Warto przypomnieć, że środki z Funduszu Kościelnego przeznaczone są na wspomaganie kościelnej działalności charytatywnej, kościelnej działalności oświatowo-wychowawczej i opiekuńczo-wychowawczej, w tym wspieranie inicjatyw związanych ze zwalczaniem patologii społecznych, jak również na remonty i konserwację obiektów sakralnych o wartości zabytkowej oraz finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych. Nie jest więc do końca prawdą, że "rząd zabiera księżom", jak stwierdziła wczoraj "Rzeczpospolita". Bo w rzeczywistości straci na tym społeczeństwo.

W tym miejscu na jedną rzecz trzeba zwrócić szczególną uwagę. Otóż po II wojnie światowej państwo zabrało Kościołowi katolickiemu w Polsce większość majątku. W wyniku tej konfiskaty stracił więcej, niż państwo jest mu w stanie zwrócić. Donald Tusk powinien być więc wdzięczny Kościołowi, że zadowala się ochłapami, jakie oferuje Fundusz Kościelny, a nie - wzorem choćby organizacji żydowskich - stara się na drodze sądowej o całkowity zwrot majątku wraz z odszkodowaniem z tytułu niemożliwości jego użytkowania.

Biorąc pod uwagę powyższe, stwierdzić należy, że w rzeczywistości to nie Kościół katolicki, lecz rząd jest petentem w sprawie Funduszu Kościelnego. To Donald Tusk reprezentuje instytucję, która w istocie jest dłużnikiem Kościoła, a nie odwrotnie. Fakt, że premier tego nie rozumie, dziwić nie powinien. Już bowiem sama forma jego wypowiedzi, nie tylko w tej sprawie, wskazuje, jak daleko mu do realizmu w postrzeganiu rzeczywistości.

"Tonący brzytwy się chwyta" - mówi jedno ze znanych przysłów. Nie inaczej jest w przypadku Donalda Tuska, który w obliczu spadku własnych notowań, a zarazem powielanych przez niektóre media bredni w rodzaju tych, że biskupi mieszają się do polityki, księża nie płacą podatków, a Kościół chce zabrać państwu majątek, usiłuje zbić kapitał polityczny, udając kogoś w rodzaju Robin Hooda, który zamierza zabrać "bogatemu" Kościołowi, by w ten sposób pomóc "ubogiemu" państwu.

Rozpowszechniana przez rząd teza, jakoby likwidacja Funduszu Kościelnego wiązała się z jakimiś gigantycznymi oszczędnościami państwa, to fikcja. Fundusz jako rekompensata stanowi ułamek ułamka budżetu państwa i jest o wiele mniejszy niż budżet rządu, z którego tak ochoczo finansowane są prywatne loty Donalda Tuska do Gdańska, jego rodzinne wycieczki do Peru czy gigantyczne premie nieudaczników realizujących rządowe zlecenia, choćby przy budowie Stadionu Narodowego...

Już tzw. afera hazardowa dowiodła, że politycy Platformy Obywatelskiej potraktowali państwo jako własny folwark, w którym tak samo beztrosko można "wykańczać" emerytów, urządzać kolesiów, a dobra narodowe trwonić wedle własnego uznania. Można przypuszczać, że likwidacja Funduszu Kościelnego będzie w tych dwóch ostatnich sprawach niezwykle pomocna.



Sebastian Karczewski



Nasz Dziennik Czwartek, 16 lutego 2012, Nr 39 (4274)

Autor: au