Parys nie miał racji
Treść
Osoba mająca bezpośredni dostęp do premiera Jarosława Kaczyńskiego na stanowisku niższym niż sekretarz stanu może być agentem obcego wywiadu - te słowa byłego ministra obrony Jana Parysa, wypowiedziane w środowy wieczór, musiały zelektryzować. Szybko jednak okazało się, że nie ma w nich nic z prawdy. Osoba podejrzewana przez Parysa nie pracuje w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów od miesięcy, była dyrektorem departamentu, nigdy nie miała kontaktu z premierem Kaczyńskim, a sam Parys nie przedstawił żadnych dowodów na poparcie swojej tezy.
Parys powiedział w TVN24, że osoba z bliskiego otoczenia premiera pracuje dla obcych służb. Według niego, zajmuje ona stanowisko "niżej niż sekretarz stanu". Już chwilę później został wezwany do kancelarii premiera, gdzie na spotkaniu z jej szefem Mariuszem Błaszczakiem i szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdanem Święczkowskim odpowiadał na pytania. Wcześniej Parys zapewnił, że nazwisko zdradzi tylko w zaufaniu. Wówczas dość szybko ustalono, że osoba, którą miał na myśli, nie pracuje w KPRM od ponad pół roku i nigdy nie pracowała tam za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego.
Niezwłocznie prokuratura wszczęła postępowanie wyjaśniające, które ma na celu ustalenie, czy zarzuty byłego ministra obrony są prawdziwe. W rozmowie z Błaszczakiem i Święczkowskim nie przedstawił on na ich poparcie żadnych dowodów. Wczoraj rano Parys pojawił się w prokuraturze, by złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, i został przesłuchany. Jednak ani on, ani prokurator krajowy Janusz Kaczmarek nie chcieli ujawnić, o którą prokuraturę chodzi.
Na konferencji prasowej w Jeleniej Górze premier Jarosław Kaczyński poinformował, że osoba, o której mówił Parys, była dyrektorem jednego z departamentów w kancelarii premiera. Dodał, że sprawę, równolegle do zawiadomienia przez Parysa, przekazał do prokuratury minister Błaszczak.
Szef rządu zapewnił, że w KPRM "tego departamentu od jakiegoś czasu nie ma i nie ma tego pana". Podkreślił, że sprawa będzie sprawdzana jako bardzo istotna.
- Ale jeśli chodzi o moje otoczenie, to pan Parys całkowicie się pomylił. Czy się pomylił w stosunku do tej osoby? Nie przedstawił żadnych dowodów, ale trzeba być ostrożnym - dodał Kaczyński.
O kogo chodzi? Tego nie chciał ujawnić premier, nie chciał powiedzieć Parys ani żadna z osób, która od niego posiadła taką wiedzę.
Rzecznik prasowy koordynatora ds. służb specjalnych Krzysztof Łapiński zapewnił, że nic nie wskazuje na to, by bezpieczeństwo państwa w związku z informacjami Parysa było zagrożone. Minister w kancelarii premiera Przemysław Gosiewski powiedział z kolei w radiu RMF FM, że osoba ta była "znacząca".
Mikołaj Wójcik
"Nasz Dziennik" 2006-11-10
Autor: wa