Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Partnerstwo Wschodnie prawie sfinalizowane

Treść

Ratyfikacja traktatu lizbońskiego, wspólny plan wyjścia z kryzysu gospodarczego i reforma nadzoru rynków finansowych, bezpieczeństwo energetyczne Unii Europejskiej i unijne stanowisko na zaplanowane na kwiecień spotkanie G-20 - to główne zagadnienia, jakie zostaną poruszone na rozpoczętym wczoraj w Brukseli szczycie Rady Europejskiej. Ze strony polskiej udział w nim biorą prezydent Lech Kaczyński, premier Donald Tusk oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Oczekuje się, że przywódcy państw UE podczas obrad zatwierdzą inicjatywę Partnerstwa Wschodniego.
- Dla Polski ten szczyt jest ważny, ponieważ oczekujemy sfinalizowania prac nad pakietem dotyczącym bezpieczeństwa energetycznego dla Unii Europejskiej - powiedział w rozmowie z dziennikarzami sekretarz stanu Mikołaj Dowgielewicz, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Dwudniowy szczyt w Brukseli ma stanowić impuls do realizacji unijnego planu na rzecz bezpieczeństwa energetycznego i solidarności energetycznej. Jego uczestnicy mają zgodzić się z polskim stanowiskiem, że należy dywersyfikować źródła dostaw surowców energetycznych do UE w celu uniezależnienia się od Rosji. Projekty wniosków końcowych przewidują, że KE ma do końca roku przedstawić "konkretny mechanizm", który ułatwi UE dostęp do gazu z regionu Morza Kaspijskiego.
Przywódcy państw mają zająć się również pakietem 5 mld euro, które zostaną zainwestowane w projekty energetyczne, upowszechnienie na wsi szerokopasmowego internetu, a także tzw. nowe wyzwania wspólnej polityki rolnej. - Z tego pakietu Polska może bardzo skorzystać - przekonywał Dowgielewicz. Biorąc jednak pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, wydaje się mało prawdopodobne, aby w kwestii wspólnej polityki rolnej uczestnicy szczytu wypracowali stanowisko korzystne dla wszystkich krajów członkowskich.
Na kwotę 5 mld euro, z której Polska miałaby otrzymać netto ok. 350 mln euro, nie chcą zgodzić się Niemcy, główny płatnik w Unii Europejskiej. - Rzeczywiście ta dyskusja będzie zależała w dużej mierze od stanowiska Niemiec, ale także kilku innych płatników netto - stwierdził Dowgielewicz. Wczoraj odbyły się rozmowy na ten temat z czeską prezydencją. Oczekuje się, że podczas dwudniowego szczytu w Brukseli przywódcy krajów Unii Europejskiej złożą zobowiązanie uzdrowienia finansów własnych krajów, jak tylko zostanie im przyznana pomoc. Deklaracja taka znalazła się w liście, jaki kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz prezydent Francji Nicolas Sarkozy złożyli uprzednio na ręce premiera Czech Mirka Topolanka, którego kraj przewodzi w tym półroczu Unii Europejskiej. Uczestnicy obrad wyrazili nadzieję na znaczne wsparcie ze strony takich instytucji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz zasilenie nowymi środkami, które rządy poszczególnych państw mogłyby przeznaczyć na walkę z kryzysem. W szczególnie trudnej sytuacji znajduje się Ukraina, której obecne problemy były tematem rozmów polskiego premiera Donalda Tuska z Julią Tymoszenko.
Zdaniem pragnących zachować anonimowość przebywających w Brukseli dyplomatów, uczestnicy rozmów nie poruszą jednak kwestii dodatkowego deficytu w celu zwiększenia wydatków, a co za tym idzie - pokonania recesji. Powód? Przywódcy państw unijnych stoją na stanowisku, że uchylają się od zadośćuczynienia apelom USA o podjęcie tego typu środków.
Premier Czech Mirek Topolanek odrzucił wczoraj propozycję finansowego pakietu ratunkowego dla środkowej i wschodniej Europy. - Stworzenie pakietu dla części kontynentu spowodowałoby panikę na rynkach - tłumaczył swoją decyzję.
Na posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli zostaną podjęte pewne ustalenia przed zbliżającym się szczytem G-20, na którym ma być omawiana sprawa podwojenia środków MFW z 250 mld USD do 500 mld USD, z czego udział Unii Europejskiej - jak poinformował obecny na szczycie Jan Vincent Rostowski - wyniesie między 75 a 100 mld USD. Zdaniem polskiego ministra finansów, pomoże to na udzielenie pomocy takim krajom, jak Ukraina. - Ukraina jest naszym strategicznym sojusznikiem i jest to w polskim interesie - podkreślał Rostowski.
Premier Donald Tusk spotkał się także z szefem węgierskiego rządu Ferencem Gyurcsánym, z którym rozmawiał na temat budowy południowego korytarza gazowego (Nabucco ITGI i łącznik gazowy między Grecją a Włochami). W trakcie rozmów nie poruszono ani kwestii projektu South Stream, ani kwestii statusu Białorusi.
- My nie szukamy korzyści, jeżeli chodzi o kwestię Nabucco, tylko szukamy takiego rozwiązania, jeśli chodzi o ten program 5 mld euro, żeby on rzeczywiście sprzyjał bezpieczeństwu energetycznemu całej Unii Europejskiej - powiedział Donald Tusk po spotkaniu z Gyurcsánym. - Nabucco nie jest polskim interesem, ale my dobrze decydujemy i my najlepiej rozpoznajemy w całej Europie, co jest faktyczną podstawą bezpieczeństwa energetycznego. Nie sądzę, żeby się jakaś wojna toczyła na forum Rady Europejskiej wokół tego problemu - ocenił. Dodał, że każdy rozumie, że Nabucco jest jednym z priorytetów także w tym projekcie 5 mld euro w całej Unii Europejskiej. - Mamy nadzieję, że Polska będzie największym beneficjentem netto, gdzieś w granicach 300 mln euro - wtórował mu Jan Vincent Rostowski. Pieniądze te zostałyby przeznaczone m.in. na budowę terminalu LNG w Świnoujściu - 80 mln euro, na gazociąg między Danią i Polską - 150 mln euro, na instalację wychwytu i składowania dwutlenku węgla w Bełchatowie - 180 mln euro, i 20 mln euro na łącznik gazowy między Słowacją a Polską.
Tusk rozmawiał również z duńskim premierem Andersem Rasmussenem - tematem były kwestie zobowiązań klimatycznych i sposobu ich finansowania. Następnie zaś razem z prezydentem Lechem Kaczyńskim spotkali się z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Hansem-Gertem Poetteringiem. Później uczestniczyli w sesji roboczej Rady Europejskiej. Prezydent rozmawiał ponadto z premierem Republiki Czech Mirkiem Topolankiem.
Węgrzy zapomną?
- Myśmy się w ostatnich tygodniach musieli bardzo starać, aby kwota 600 mln euro na Partnerstwo Wschodnie została zachowana - podkreślał w rozmowie z dziennikarzami Mikołaj Dowgielewicz, najwyraźniej starając się zamazać wrażenie, jakie wywarła wcześniejsza decyzja polskiego rządu o odrzuceniu sugestii Węgier. Chodziło o propozycję przeznaczenia 180 mln euro na pomoc dla Europy Wschodniej i Środkowej. - Chcemy także, aby ten szczyt przyjął ostatecznie kształt Partnerstwa Wschodniego (PW). Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem szczytu szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski rozmawiał na ten temat z unijną komisarz ds. stosunków zewnętrznych Benitą Ferrero-Waldner i czeskim ministrem spraw zagranicznych Karelem Schwarzenbergiem. Złożył przy tym deklarację, że Polska "przeznaczy znaczne środki" z narodowego budżetu na wsparcie PW "począwszy od tego roku", nie precyzując jednak, o jaką sumę chodzi.
Komisja Europejska zaproponowała, by na regionalną współpracę w ramach Partnerstwa Wschodniego przeznaczyć 600 mln euro ponad środki już przewidziane w budżecie 2007-2013 na bilateralną współpracę UE z jej sąsiadami w ramach Europejskiej Polityki Sąsiedzkiej (EPS) - 12 mld euro na całą EPS na lata 2007-2013, w tym np. na Ukrainę 494 mln euro do 2010 roku. Jak podkreśliła Ferrero-Waldner, z tych dodatkowych 600 mln euro tylko 350 mln to nowe środki z tzw. marginesu z rubryki na politykę sąsiedzką i stosunki zewnętrzne. 250 mln euro KE chce wyasygnować ze środków na regionalne programy w ramach EPS na Wschodzie.
Anna Wiejak, Bruksela
"Nasz Dziennik" 2009-03-20

Autor: wa