Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Państwo bez energetyki

Treść

Bezpieczeństwo energetyczne kraju, zdaniem rządu Marka Belki, ma być oparte na konkurencji w ramach rynku energii, a nie na kontroli własnościowej Skarbu Państwa. Rząd chce kontynuować prywatyzację polskiej energetyki. Rada Ministrów przyjęła wczoraj zasady polityki energetycznej Polski na następne 20 lat.
W dokumencie określono między innymi kierunek działań w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju. O niedostatecznym zabezpieczeniu Polski było głośno w kontekście prywatyzacji energetyki na rzecz zagranicznych inwestorów. Podczas licznych debat sejmowych posłowie zwracali uwagę, że postępująca sprzedaż przedsiębiorstw tej branży zagranicznym koncernom może poważnie naruszyć lub wręcz zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu. W tym kontekście nowo przyjęte zasady niewiele zmieniają. Według wiceministra gospodarki i pracy Jacka Piechoty interes Polski w rządowej strategii rozumiany jest w kontekście zapewnienia konkurencji na rynku. - Bezpieczeństwo energetyczne kraju widzimy nie poprzez nadzór właścicielski i ingerencję państwa, ale przez wzmocnienie roli rynku - powiedział Piechota.
Program przewiduje stopniowe ograniczanie funkcji właścicielskich w sektorze energetycznym, a więc kontynuowanie procesu prywatyzacji. Wcześniej jednak w ramach restrukturyzacji sektora będą budowane silne podmioty zdolne do konkurowania na unijnym rynku energii i paliw. Jak czytamy w dokumencie, docelowo kontrola Skarbu Państwa miałaby zostać zachowana w strategicznych przedsiębiorstwach sektora posiadających infrastrukturę przesyłową o szczególnym znaczeniu. Wiele zastrzeżeń sformułowanych również przez Najwyższą Izbę Kontroli budził stan zapasów energetycznych, który w ocenie NIK nie był wystarczający. Jak się okazuje, obawy były w pełni uzasadnione, gdyż polityka energetyczna przewiduje dopiero zagwarantowanie wystarczającego potencjału produkcyjnego energii i wykorzystania krajowych zasobów energetycznych na wypadek przerw w dostawach paliw na rynek.
Artur Kowalski

"Nasz Dziennik" 2005-01-05

Autor: kl