Pamiętajmy o Emilu
Treść
13 grudnia 1981 roku... Ten dzień zaznaczony był wówczas w kalendarzu kolorem czerwonym, bo przypadał w niedzielę. Ale zapisał się najbardziej czarnymi zgłoskami w naszej historii. Tego dnia władze komunistyczne wprowadziły stan wojenny, czyli wypowiedziały wojnę własnemu Narodowi.
Na ulicach miast pojawiły się czołgi i patrole wojskowe. Tysiące osób aresztowano i osadzono w obozach internowanych. W całym kraju wprowadzono godzinę milicyjną. Wyłączono telefony, co nie zdarzyło się nigdy wcześniej, nawet w czasie okupacji niemieckiej. Korespondencję poddano cenzurze. Przestała się ukazywać większość gazet i czasopism. Bez specjalnej przepustki nie można było poruszać się po kraju, np. odwiedzić rodziny mieszkającej w innym mieście czy na wsi. A w sklepach - puste półki, kartki na żywność, wielogodzinne kolejki po podstawowe rzeczy...
To wszystko miało nas zastraszyć, załamać, odebrać nadzieję. Wszechobecny terror nie oszczędzał nikogo. Z rąk milicji i wojska zginęło wiele osób: 9 górników z kopalni "Wujek", uczestnicy manifestacji i strajków. Część z nich została zamordowana przez "nieznanych sprawców", niektórzy zginęli w tajemniczych okolicznościach. Wśród tych ofiar byli również młodzi ludzie: Grzegorz Przemyk z Warszawy, Piotr Majchrzak z Poznania, Bogdan Włosik z Nowej Huty, Emil Barchański z Warszawy. To nie wszyscy, mimo 25 lat, jakie minęły od nocy stanu wojennego, wciąż za mało wiemy o tych dzielnych ludziach.
Emil Barchański mieszkał w Warszawie. Tu uczęszczał do szkoły - najpierw do podstawówki, potem znanego liceum im. Mikołaja Reja. Po 13 grudnia jak wielu młodych ludzi zaangażował się w akcję oporu i protestu przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Wstąpił do organizacji podziemnej i razem z kolegami chodził na manifestacje patriotyczne. Po pewnym czasie Emil przeszedł do innej grupy podziemnej, która zajmowała się poważniejszymi akcjami. Trzy miesiące przed śmiercią został zatrzymany przez milicję, podczas pracy w podziemnym wydawnictwie. Chłopiec stanął przed sądem dla nieletnich - miał tylko 17 lat. Na rozprawie zeznał, że w śledztwie był bity i odwołał złożone pod przymusem zeznania. Miał też zeznawać jako świadek w innej sprawie związanej z podziemnym ruchem oporu. Ale na dwa tygodnie przez wyznaczonym terminem rozprawy Emil został zamordowany.
Jak w wielu innych wypadkach, tak i teraz zabójcy postanowili upozorować nieszczęśliwy wypadek. W czerwcowy dzień Emil wyszedł z domu. Już nie wrócił, a jego ciało znaleziono w Wiśle. Wszystko wyglądało tak, jakby chłopiec kąpał się i utonął. Ale to niemożliwe. Emil był chory, nie mógł więc samotnie kąpać się w rzece. Wiadomo też, że w ostatnim spacerze nad Wisłą towarzyszył mu pewien mężczyzna, którego poznał kilka miesięcy wcześniej i z którym działał w podziemiu. Wiele wskazuje, że był to prowokator ze Służby Bezpieczeństwa. Został zdemaskowany przez Emila, że działa na korzyść milicji i ZOMO, a nie podziemia. Mordercy wydali więc wyrok na chłopca... Emil zapłacił życiem za wierność ideałom "Solidarności", za odwagę przeciwstawienia się systemowi terroru i przemocy. Nie zapomnijmy o tym odważnym chłopcu.
Małgorzata Rutkowska
"Nasz Dziennik" 2007-01-05
Autor: wa