Pakt umocniony
Treść
Prezydent Lech Kaczyński nie widzi przesłanek ku temu, by rozpisać przedterminowe wybory. We wczorajszym orędziu do Narodu pozytywnie ocenił działania rządu. Wcześniej pojawił się "kontrolowany przeciek", że prezydent Lech Kaczyński "jest bliski decyzji o rozwiązaniu parlamentu" - upływał właśnie termin, w którym głowa państwa musi dostać do podpisu budżet. Po chwili już wszyscy mówili tylko o tym. Na prośbę Jarosława Kaczyńskiego spotkała się Rada Sygnatariuszy umowy stabilizacyjnej zawartej kilkanaście dni temu przez PiS, Samoobronę i LPR. Podpisano aneks do paktu, który oznacza jedno - pełną kapitulację wszelkich żądań partii Andrzeja Leppera i Romana Giertycha. Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że urząd prezydenta został przez liderów Prawa i Sprawiedliwości wykorzystany dla bieżącego celu politycznego. Choć należy powiedzieć, że Samoobrona i LPR dały ku temu pretekst.
Samoobrona i Liga Polskich Rodzin w wypowiedziach dla prasy zgłosiły wczoraj chęć poparcia dla projektu zmian podatkowych Platformy Obywatelskiej. Nieważne, że Jan Rokita wykorzystał sprzyjającą koniunkturę i zagrał kartą z programu Prawa i Sprawiedliwości, by w ten sposób doprowadzić do kolejnego kryzysu. Bo PiS mówi wprost: program jest dobry, ale dziś jeszcze nas na to nie stać, poczekajmy. Platformy jako partii opozycyjnej takie tłumaczenia nie interesują. Interesowałoby opozycję odpowiedzialną, ale PO, mimo deklaracji, taką nie jest i wcale być nie zamierza.
Pilna depesza o tym, że PAP ze "źródeł zbliżonych do kierownictwa PiS" dowiedziała się, iż "prezydent jest bliski decyzji o rozwiązaniu parlamentu" ukazała się po godzinie 15.00. Wkrótce komentował ją sekretarz stanu w kancelarii Lecha Kaczyńskiego Maciej Łopiński. Nie chciał zdradzać, jaką decyzję podejmie prezydent. Poinformował, że zostanie ona ogłoszona w wieczornym orędziu do Narodu w telewizji. Dla wielu polityków i dziennikarzy przekaz stał się czytelny - zostanie ogłoszona decyzja o skróceniu kadencji parlamentu (nie rozwiązaniu, bo takiej formuły polska Konstytucja nie przewiduje).
Zaraz po tym premier Kazimierz Marcinkiewicz odwołał swoją planową konferencję prasową po spotkaniu z szefostwem Narodowego Banku Polskiego. Oficjalnych powodów odwołania spotkania nie podano, choć milczenie było wielce wymowne.
- Być może chodzi o harce Romana Giertycha w sprawie obsady Polskiej Agencji Prasowej czy powtarzane zapowiedzi Andrzeja Leppera o konieczności wprowadzenia jak najszybciej pod obrady Sejmu ustawy o minimum socjalnym - powiedział nam po południu jeden z polityków PiS. Dodał, że Lech Kaczyński od początku miał inne zdanie niż brat i nie wierzył w sukces paktu stabilizacyjnego.
Ustawy podatkowe, jakie ma zaproponować PO, są zgodne z programami LPR i Samoobrony. Jednak podpisując pakt stabilizacyjny, partie te zobowiązały się współpracować z rządem, a nie mu przeszkadzać. A chyba tylko taki cel przyświeca Platformie. PiS zmusiło więc wczoraj LPR i Samoobronę do bezwarunkowego poparcia dla rządu. Szkoda, że wykorzystano autorytet prezydenta. Podpisano aneks, który zawiera zapis, że partie popierają tylko te poprawki do ustaw, które zaakceptują wszystkie trzy ugrupowania. - Jadę przekonywać prezydenta, żeby nie skracał kadencji Sejmu - powiedział Jarosław Kaczyński po spotkaniu z Romanem Giertychem i Andrzejem Lepperem w siedzibie Samoobrony.
Zaplanowane na 20.00 orędzie zostało przesunięte o ponad godzinę. W tym czasie prezydenta do nieskracania kadencji przekonywał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i marszałek Sejmu Marek Jurek. Wreszcie o 21.13 Lech Kaczyński wystąpił w telewizji - po raz pierwszy z orędziem na żywo.
- Zawarty został tzw. pakt stabilizacyjny gwarantujący rządowi większość. W warunkach gdy pakt taki został zawarty, nie widzę przesłanek do skorzystania z artykułu 225 Konstytucji RP i skrócenia kadencji parlamentu - powiedział prezydent. Na końcu Lech Kaczyński wyraził nadzieję, że partie, które podpisały pakt, a nie wchodzą w skład rządu, zdadzą ten egzamin na ocenę "co najmniej dobrą lub bardzo dobrą".
W Europie przedterminowe wybory już nie raz pomagały rozwiązać polityczny klincz podobny do takiego, z jakim mamy do czynienia w Polsce. A warto pamiętać, że PiS szło do wyborów z hasłem zmiany Konstytucji, a nie tylko objęcia władzy.
W Holandii rząd obecnego premiera Jana Petera Balkenendego przetrwał niespełna trzy miesiące, a do jego upadku doprowadzili skłóceni politycy startujący z populistycznej listy zamordowanego przed wyborami Pima Fortuyna. W przedterminowych wyborach chadecja Balkenendego zwyciężyła wyraźnie i mogła już stworzyć samodzielny rząd.
Ale inny wariant zaistniał w ostatnich latach na Węgrzech. Victor Orban, były węgierski premier i lider partii Fidesz, który od lat imponował Jarosławowi Kaczyńskiemu, dzięki zmianie retoryki i sojuszom w rządzie 1998-2002 r. pozyskiwał elektorat mniejszych partii, także populistycznych. Dominacja jego partii nie doprowadziła jednak do przejęcia w wyniku wyborów samodzielnej władzy, a utworzenia koalicji rządowej socjaldemokratów z liberałami. Ich rządy jednak doprowadziły do tego, że, po czterech latach spędzonych w opozycji, Fidesz nie tylko wygrał wybory prezydenckie (wygrał protegowany Orbana - Laszlo Solyom), ale i wybory parlamentarne na wiosnę. A czego jak czego, ale cierpliwości braciom Kaczyńskim nie brakuje i byliby gotowi spędzić nawet 4 lata w opozycji.
Politycy PO uważają, że prezydent, rozwiązując parlament, złamałby Konstytucję. Według nich bowiem, termin przekazania prezydentowi budżetu nie mija 30 stycznia (jak chce L. Kaczyński), ale 19 lutego. Donald Tusk zapowiadał wcześniej, że jeśli prezydent skorzysta z takiej interpretacji (kilku konstytucjonalistów uważa, że zasady dyskontynuacji nie stosuje się do budżetu, inni, że właśnie tak), zaapeluje o obywatelskie nieposłuszeństwo. Decyzję prezydenta politycy PO przyjmowali wczoraj z wyraźną ulgą.
Mikołaj Wójcik
Jak wygląda praca nad budżetem
Projekt ustawy budżetowej na następny rok powinien zostać przekazany przez Radę Ministrów do Sejmu najpóźniej na trzy miesiące przed rozpoczęciem kolejnego roku, czyli do 30 września każdego roku. Tylko w wyjątkowych przypadkach Konstytucja RP przewiduje możliwość późniejszego przedłożenia projektu.
Parlament ma cztery miesiące na rozpatrzenie wszystkich zgłoszonych poprawek i uchwalenie budżetu.
Jeżeli w ciągu czterech miesięcy od dnia przekazania projektu przez rząd do Sejmu, czyli do końca stycznia, uchwalony budżet państwa nie zostanie dostarczony do podpisu prezydentowi, to ten będzie miał prawo w ciągu 14 dni (do 14 lutego) podjąć decyzję o zarządzeniu skrócenia kadencji Sejmu.
AKW
Tekst orędzia prezydenta Lecha Kaczyńskiego
Szanowni Państwo, Obywatelki
i Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej.
Dziś o północy mija termin, w którym prezydent Rzeczypospolitej ma prawo dokonać skrócenia kadencji parlamentu. Zgodnie z artykułem 225 ustawy zasadniczej, jeżeli w ciągu czterech miesięcy od złożenia przez rząd projektu ustawy budżetowej, nie zostanie ona przedstawiona prezydentowi, prezydent w ciągu 14 dni może, ale nie musi, dokonać skrócenia kadencji Sejmu.
Szanowni Państwo, wybory wrześniowe 2005 roku wykazały, że społeczeństwo chce zmian. Większość Polaków oczekiwała koalicji między zwycięskim PiS-em a niewiele słabszą Platformą Obywatelską. Do koalicji tej, jak wiemy, nie doszło. To, że Polską rządzi dzisiaj rząd mniejszościowy, obciąża tę partię, która do rządu wejść nie chciała. Rząd PiS-u cieszył się popularnością, łączyły się z nim wielkie nadzieje. Nadzieje te mogły się jednak okazać płonne, co wykazały wydarzenia grudnia i stycznia. W tej sytuacji podjąłem rozmowy z liderami wszystkich ugrupowań politycznych, przy czym z liderami Platformy Obywatelskiej spotykałem się trzykrotnie. Preferowana przez Polaków koalicja i tym razem okazała się niemożliwa. W tej sytuacji zawarty został tzw. pakt stabilizacyjny gwarantujący rządowi większość. W warunkach gdy pakt taki został zawarty, nie widzę przesłanek do skorzystania z artykułu 225 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i skrócenia kadencji parlamentu. Pozytywnie oceniam sto dni działań rządu PiS-u. Jestem przekonany, że w warunkach gdy będzie miał on stabilną większość, będzie działał jeszcze lepiej, jeszcze szybciej, jeszcze skuteczniej. W ciągu najbliższego tygodnia zwołam Radę Gabinetową, która będzie - jak sądzę - impulsem dla przyspieszenia działań.
Panie i Panowie, Drodzy Rodacy, pakt stabilizacyjny nakłada szczególne obowiązki na ugrupowania, które ten pakt zawarły, a w szczególności na te ugrupowania, które w skład rządu bezpośrednio nie wchodzą. Chciałbym wyrazić nadzieję, że ugrupowania te egzamin odpowiedzialności za Polskę, egzamin poważnych, liczących się sił politycznych zdadzą na ocenę co najmniej dobrą lub bardzo dobrą.
Dziękuję Państwu za uwagę.
"Nasz Dziennik" 2006-02-14
Autor: ab