Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pacjenci zostawieni sami sobie

Treść

Pielęgniarki postanowiły o zlikwidowaniu "białego miasteczka" przed kancelarią premiera, co ma się stać jutro. Z kolei lekarze z OZZL zdecydowali o kontynuowaniu akcji strajkowej. Zdaniem przewodniczącego związku Krzysztofa Bukiela, strajk nawet będzie się rozszerzał. W niektórych szpitalach lekarze zaostrzyli wczoraj strajk. Tam, gdzie nie głodowano, przystąpiono do takiej formy protestu, w innych lecznicach medycy biorą zwolnienia lekarskie i składają wymówienia z pracy. Najbardziej stracą na tym pacjenci. Przebywający na onkologii w łódzkim szpitalu im. Kopernika dowiedzieli się, że już w poniedziałek będą tylko pod opieką ordynatora, bo pozostali lekarze postanowili przystąpić do głodówki.

Pani Agnieszka z trzyletnim synkiem zgłosiła się wczoraj na operację wycięcia migdałka - był to zabieg zaplanowany już jakiś czas temu. Niestety, dowiedziała się, że w łódzkim szpitalu trwa strajk. - Powiedziano mi, że muszę poczekać - tłumaczy nam zdenerwowana matka. - Ile? Aż protest się skończy - dodaje. Tylko że nikt nie potrafił jej powiedzieć, kiedy to nastąpi. - A tymczasem moje dziecko co rusz łapie jakieś infekcje i według wielu lekarzy właśnie usunięcie migdałka miało mu pomóc - mówi. Pani Agnieszka boi się, że dziecko mogłoby zachorować poważnie, np. na zapalenie płuc.

Tylko w nagłych przypadkach
Nie tylko w Łodzi odsyłani są mali pacjenci z "planowanych zabiegów" - podobnie jest w Warszawie w dwóch dziecięcych szpitalach. - Dzieci, które wymagają natychmiastowej pomocy, są obsługiwane - mówi nam Jolanta Strzelecka, dyrektor do spraw medycznych szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. - Ze względu na strajk wstrzymane są tylko planowane zabiegi, które staramy się sukcesywnie odwoływać - tłumaczy. Czy rodzice dostają termin, w którym mają się zgłosić? - Nie wiem, ile będą musieli czekać, prawdopodobnie do końca strajku - słyszymy.
Na jednym z oddziałów największego w regionie łódzkim ośrodka onkologicznego strajkujący medycy postanawiają przyłączyć się do protestu głodowego. - Musimy być solidarni, i razem głodować, inaczej nic nie wywalczymy - mówią medycy. - Ci, którzy nie chcą, niech idą z byle powodu na zwolnienia lekarskie - dodają. Wszystko słyszą pacjenci. - Przykro nam, że w tym wszystkim zapomina się o nas - mówią. - Mimo że na oddziale pozostają ordynatorzy, zostawia się nas na pastwę losu - przekonują.
Według nich bowiem jeden dyżurujący lekarz nie jest w stanie przez cały czas odpowiednio dobrze zajmować się chorymi. - Wychodzi na to, że strajk nie uderza w urzędników, ale bezpośrednio w nas - mówi jeden z chorych.
Z kolei w szpitalu wojewódzkim w Zgierzu od kilku dni nie ma przyjęć na oddział neurologii. Okrojona kadra lekarska jest w stanie opiekować się tylko pacjentami, którzy już są hospitalizowani. W placówce strajk głodowy prowadzi 17 osób, 8 lekarzy przebywa na zwolnieniach. Wszyscy specjaliści są gotowi odejść z pracy.

Guz może poczekać
Inna z pacjentek skarży się na to, jak została potraktowana w częstochowskim Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Najświętszej Maryi Panny na Parkitce. Trafiła tam z guzem na tarczycy. - Dowiedziałam się, że z powodu strajku nie zostanę przyjęta - mówi kobieta. - Powiedziano mi też, że w kolejce czekają ludzie z większymi i liczniejszymi guzami - dodaje. Niestety, to prawda, bo okazało się, że wiele osób z podejrzeniem nowotworu czeka wciąż na wizytę u lekarza. Są to często osoby po 70. roku życia. Zresztą bez względu na wiek pacjenta, im szybciej znajdzie się on pod opieką lekarza, tym większe są szanse na to, aby leczenie zakończyło się sukcesem. Każde odwlekanie podjęcia terapii, a ma to miejsce teraz właśnie z powodu strajku, grozi nieodwracalnymi konsekwencjami.

Będziemy nadal strajkować
Strajk w szpitalach będzie trwał nadal. - Wszystkie nasze akty dobrej woli zostały przez rząd odrzucone - podkreślił na wczorajszej konferencji prasowej w Łodzi Krzysztof Bukiel, szef OZZL. - Uważamy, że przez cały czas rząd nas zwodził - dodał. Dlatego medycy zamierzają teraz uderzyć "na dół". - Będziemy występować z wnioskami do dyrektorów placówek o renegocjację kontraktów z NFZ i domaganie się większych pieniędzy - tłumaczył Bukiel. Uważa bowiem, iż trzeba zwiększyć wycenę świadczeń. Z kolei szef OZZL w regionie łódzkim zauważył, że w Łodzi istnieje zagrożenie życia i zdrowia pacjentów. Jednak, jak zaznaczył, lekarze nie zamierzają się wycofywać. - Nie wrócimy do pracy, aż nie będzie odpowiednich gwarancji - podkreślił. Z informacji OZZL wynika, że w całej Polsce strajkuje 291 szpitali, w 26 trwa głodówka (w tym 21 w Łódzkiem), a w 86 lekarze złożyli już wypowiedzenia z pracy.
Tymczasem szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias zapowiedziała likwidację "białego miasteczka" przed kancelarią premiera jutro o godz. 17.00. - Chcemy pożegnać się godnie. Chcemy pozostawić po sobie porządek, posadzić trawę - powiedziała Gardias. - Przykro nam, że walka o podwyżki jeszcze nie została skończona - dodała. Zapowiedziała też na 19 września wielką manifestację związków medycznych w Warszawie.
Anna Skopinska
"Nasz Dziennik" 2007-07-15

Autor: wa