Pacjenci muszą poczekać
Treść
Oflagowane szpitale, odwołane planowe zabiegi i operacje, puste korytarze w zazwyczaj obleganych przychodniach specjalistycznych, zamknięte gabinety lekarskie - tak wyglądała wczoraj większość z ponad 250 placówek medycznych w całym kraju. To efekt jednodniowego strajku zorganizowanego przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy.
W większości szpitali i przychodni zaplanowane wcześniej wizyty i zabiegi odwołano z kilkudniowym wyprzedzeniem. Najtrudniejsza sytuacja była na Śląsku, gdzie do strajku przystąpiło 49 placówek. Zamknięto także przyszpitalne przychodnie, a w dziesięciu placówkach lekarze skorzystali z tzw. urlopów na żądanie. W podobnej sytuacji znaleźli się pacjenci z Podkarpacia, gdzie do strajku przystąpiło ok. półtora tysiąca lekarzy z 24 placówek medycznych. Dyrektorzy szpitali są zdania, że warunki postawione przez lekarzy są zaporowe i niemożliwe do zrealizowania przez szpitale.
Nie wszystkie placówki przystąpiły do strajku. W proteście nie wzięły udziału warszawskie szpitale, m.in.: bródnowski, praski i Centrum Zdrowia Dziecka. Podobnie było w województwie kujawsko-pomorskim.
Strajk wywołał pewne zaniepokojenie zwłaszcza wśród chorych, którzy często miesiącami czekali na wizytę u specjalisty. I choć zostali przepisani na inne terminy, to wcale nie jest pewne, czy w związku z zapowiadanym od przyszłego poniedziałku strajkiem ciągłym w ogóle zostaną przyjęci. - Szkoda, że w tę rozgrywkę środowiska lekarskiego wciągany jest pacjent. Dość już gry, której celem staje się człowiek chory. Zgadzam się, że pensje lekarzy są za niskie. Mam jednak wątpliwości, czy strajk jest tu najlepszym rozwiązaniem i kto odpowie za ewentualne pogorszenie się stanu zdrowia pacjentów - pyta Stanisław z Rzeszowa. Tymczasem, jak powiedział nam Zdzisław Szramik, wiceprzewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, za pacjenta, który przychodzi do gabinetu odpowiada lekarz, natomiast ten, który zgłasza się do przychodni czy szpitali, jest pacjentem systemu, któremu powierzył swoją składkę ubezpieczeniową. - Jako poszczególni lekarze nie jesteśmy odpowiedzialni za zdrowie wszystkich Polaków. Za zdrowie ludzi odpowiada system, który jest zły i wymaga zmian. Zbudowano w Polsce system powszechnego oszustwa i politycy biorą od ludzi pieniądze, oferując im w zamian miraż bezpłatnej służby zdrowia, który z samej definicji jest zły. Trudno zrozumieć, dlaczego np. Czechy, Węgry czy Słowacja mają na to pieniądze, a Polska nie - zauważa Szramik.
Lekarze żądają m.in. wzrostu płac do 7 tysięcy złotych miesięcznie dla specjalistów i 5 tysięcy dla lekarzy bez specjalizacji oraz wliczenia dyżurów do czasu pracy. - Jeżeli nasze postulaty nie spotkają się z właściwą reakcją polskich władz, to od 21 maja rozpocznie się strajk ciągły, do którego przystąpi 300 polskich szpitali i tylko kwestią czasu jest zwiększenie tej liczby o co najmniej kolejnych sto - mówi Szramik.
Premier Jarosław Kaczyński powiedział wczoraj, że w budżecie państwa nie ma środków na podwyżki płac, których domagają się lekarze. Jego zdaniem, wymagałoby to podwyższenia podatków.
Mariusz Kamieniecki
"Nasz Dziennik" 2007-05-16
Autor: wa