Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pacjenci drugiej kategorii

Treść

Według najnowszego raportu niemieckiej Izby Lekarskiej, opartego na wynikach badań pracowników uniwersytetu w Kilonii oraz potwierdzonych przez kasy chorych danych, system opieki zdrowotnej w Niemczech od dawna dzieli pacjentów na dwie kategorie: posiadający ubezpieczenie prywatne oraz ubezpieczonych w powszechnych kasach chorych. Wprowadzone reformy w postaci podwyższenia składek ubezpieczeniowych, cen leków oraz znacznego ograniczenia listy leków refundowanych nie poprawiły sytuacji niemieckich pacjentów.

Jak wynika z raportu, nie chodzi w tym wypadku o wcześniej ustalone różnice w postaci lepszego, pojedynczego pokoju czy telewizora i telefonu przy łóżku prywatnie ubezpieczonego pacjenta, lub o inne uznane przez wszystkich przywileje, lecz o fakt, że pacjent z powszechnych kas chorych musi co najmniej trzy razy dłużej oczekiwać na termin u lekarza specjalisty niż ubezpieczony w prywatnej kasie chorych, co jest sprzeczne z prawem.
Pacjenci ubezpieczeni prywatnie trzy razy szybciej dostają się do lekarzy specjalistów niż pacjenci z powszechnych kas chorych.
I tak ogólna średnia oczekiwania na poważny zabieg lekarski, np. na gastroskopię, u pacjentów płacących wyższe składki w prywatnych placówkach to 11,9 dnia, natomiast u ubezpieczonych w powszechnych kasach - aż 36,7 dnia, a w przypadku badania słuchu - w prywatnych 2,2 dnia, w powszechnych zaś - 6,8 dnia. Lekarzom znacznie bardziej opłaca się leczyć prywatnych pacjentów, na których zarabiają od 20 do 35 proc. więcej niż na pacjentach z powszechnych kas chorych.
Prezydent Izby Lekarskiej Joerg Dietrich Hoope zapewnił w Berlinie, że wszyscy pacjenci, i ci z prywatnych, i z powszechnych kas chorych są leczeni według tych samych standardów medycznych, ale jednocześnie potwierdził fakt, iż ci ostatni muszą trzy razy dłużej oczekiwać na wizytę u specjalistów. - Różnice istnieją jedynie w serwisie, a nie w jakości usług medycznych - stwierdził Hoope.
Innego zdania jest wielu lekarzy, wszyscy pacjenci ubezpieczeni w powszechnych kasach chorych, a także ministerstwo zdrowia. Lekarz stomatolog z Hamburga - dr Magda Mischke, z którą rozmawiał "Nasz Dziennik", stwierdziła wprost, że dłuższy okres oczekiwania pacjentów ubezpieczonych w powszechnych kasach chorych do gabinetów lekarzy specjalistów, np. chirurgów szczękowych, to nie tylko gorsza jakość usługi, lecz bardzo niebezpieczny precedens, który w niektórych wypadkach może skończyć się tragicznie. Również ministerstwo zdrowia skrytykowało stowarzyszenia lekarzy za stosowanie praktyk zdecydowanie preferujących pacjentów należących do kas prywatnych.
Wprowadzane od wielu lat zmiany w systemie niemieckiej opieki zdrowotnej nie przyniosły dotychczas żadnych widocznych rezultatów. Kolejne rządy nie umieją znaleźć skutecznego lekarstwa na chorą niemiecką służbę zdrowia. Wprowadzone ostatnio reformy w tym resorcie (m.in. dziesięć euro na kwartał za wizyty lekarskie, droższe leki, likwidacja wielu leków z listy refundowanej, ograniczenia bezpłatnych usług medycznych itd.) nie przyniosły spodziewanych efektów i w dalszym ciągu, jak głoszą komunikaty ministerstwa zdrowia i ministerstwa finansów, w kasie tutejszej służby zdrowia, pomimo stosunkowo częstych podwyżek składki zdrowotnej (obecnie składka ta wynosi średnio 14-15 proc. wynagrodzenia brutto), brakuje rokrocznie kilka miliardów euro.
Może reformując polską służbę zdrowia, warto by skorzystać z niemieckich doświadczeń w tej materii i nie proponować zmian, o których z góry wiadomo, że nie przyniosą oczekiwanych efektów?
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2008-04-03

Autor: wa