Ostrożnie oceniam przyszłość Ukrainy
Treść
Rozmowa z akademikiem Myrosławem Popowyczem, dyrektorem Instytutu Filozofii Akademii Nauk Ukrainy
Czy po przedterminowych wyborach parlamentarnych Ukrainę czeka lepsza przyszłość?
- Wszystko zależy od tego, co rozumiemy pod słowem "lepsza". Te wybory bez wątpienia wygrała Julia Tymoszenko, chociaż wyprzedziła ją trochę Partia Regionów Ukrainy (PRU). BJT zwyciężył dzięki swojej konsekwentnej polityce. Z kolei słabe wyniki ma blok Nasza Ukraina - Ludowa Samoobrona wspierany przez prezydenta Juszczenkę. W obecnej sytuacji powstaje kwestia - czy Julii Tymoszenko uda się sformować koalicyjny gabinet ministrów? W dużej mierze zależy to od tego, czy przekroczy próg wyborczy koalicjant PRU - socjalista Oleksandr Moroz.
Na pierwszy rzut oka Ukraina dzieli się na dwie części - ukraińskojęzyczną i rosyjskojęzyczną. Dziesięć rosyjskojęzycznych przemysłowych obwodów wschodnich wspiera Partię Regionów. Natomiast południowy Krym to oddzielny temat, ponieważ na tym półwyspie mieszkają głównie Rosjanie niemający żadnych powiązań z Ukrainą. Tych rosyjskojęzycznych mieszkańców Krymu trzyma przy Ukrainie wyłącznie dostarczana znad Dniepru woda pitna.
Polityka podziałów regionalnych na Ukrainie w obecnej sytuacji jest dosyć niebezpieczna. Partie polityczne muszą łączyć, a nie dzielić naród.
Jak Pan w tej sytuacji ocenia zaplecze polityczne prezydenta Juszczenki Naszą Ukrainę?
- Nasza Ukraina przypomina mi polską endecję Romana Dmowskiego. Partia Juszczenki wprawdzie nie jest w takim stopniu prawicowa, lecz deklaruje się jako prawica. Nasza Ukraina próbuje współpracować z europejskimi ugrupowaniami prawicowymi i rozwijać się na zasadach konserwatyzmu europejskiego.
Czy można w takim razie mówić o cywilizowanej i europejskiej prawicy, gdy proprezydencka Nasza Ukraina aktywnie gloryfikuje zbrodniarzy OUN-UPA?
- Stale mówię liderom Naszej Ukrainy, że to nonsens, iż chcą być spadkobiercami OUN-UPA. Tworzą mity OUN-UPA w sposób podobny, jak to czynili bolszewicy dla konsolidacji społeczeństwa. Rozumiem, że banderowcy mieli prawo z bronią w ręku bronić własnej Ojczyzny przed despotycznymi reżimami. Pod tym względem można UPA nazywać partyzantką i w tym jest logika. Ale trzeba w takim razie nazywać rzeczy po imieniu i nie ukrywać zbrodni na cywilnych mieszkańcach, których dopuścili się na rozkaz własnego dowództwa upowcy. Zbrodnia pozostaje zawsze zbrodnią niezależnie od barw politycznych, tudzież narodowych. Dlatego OUN musi ponieść odpowiedzialność za przestępcze rozkazy i dokonane zbrodnie. Nie należy obarczać winą za zbrodnie młodych Ukraińców, którzy w latach 40. wierzyli, że walczą o niepodległą Ukrainę. Ale nie wolno zapominać o zbrodniczym dowództwie OUN-UPA, które inspirowało rzezie na cywilnych mieszkańcach. OUN była organizacją faszystowską i wchodziła do faszystowskiego ruchu międzynarodowego. Tłumaczę to wszystko, ale liderzy Naszej Ukrainy nie chcą tego zrozumieć.
W takim razie elektorat ukraiński można podzielić także na brunatny i czerwony. Gdzie w takim razie szukać umiarkowanego i cywilizowanego wyborcy?
- Pokładam nadzieję i widzę przyszłość dla Ukrainy w pomarańczowym elektoracie, który na ogół nie jest faszystowski. To jest elektorat nie skrajny, lecz umiarkowany. Z drugiej strony na Ukrainie nie wolno bagatelizować czerwonego elektoratu, który się przekształcił w błękitny elektorat Partii Regionów. U tego elektoratu pomarańczowy kolor wywołuje agresję, bo utożsamiają go z banderowcami. I te podziały trudno będzie w najbliższym czasie zażegnać.
Ze swojej strony głosowałem za pomarańczową Naszą Ukrainę - Ludową Samoobronę, bo nie widzę żadnej alternatywy po prawej stronie ukraińskiej sceny politycznej.
Jak Pan w takim razie ocenia Blok Julii Tymoszenki?
- Na samym początku swej kariery politycznej Julia Tymoszenko chciała wejść do Socjalistycznego Internacjonalu. Całe życie przyciąga ją lewicowo-centrowa wyspa. Jest z natury bardzo zdolnym taktykiem, ale nie wszystko ma poukładane w głowie, jeżeli chodzi o wizję dalekiej przyszłości. Lewicowe ugrupowania polityczne w kraju jej nie przyjęły. Dlatego zaczęła szukać swojego miejsca po prawej stronie. Niemcy zaprosiły ją do ludowej opcji politycznej. Potem były kontakty Tymoszenko z obecnym prezydentem Francji Nicolasem Sarkozy'm. Dlatego obecnie Tymoszenko stoi po prawej stronie polityki ukraińskiej, mając wsparcie wpływowych polityków nie tylko Europy, lecz świata. Ale czy Tymoszenko naprawdę jest politykiem prawicowym? Jeżeli chodzi o sprawy ekonomiczne, to duży wpływ na nią ma ekonomista, zwolennik gospodarki liberalnej Wiktor Penzenyk. Przyjaźni się on z rosyjskim decydentem gospodarczym Anatolijem Czubajsem. Dlatego w dziedzinie gospodarczej można ją postawić po stronie prawicowej. W innych aspektach działań politycznych Tymoszenko jest zmienna w zależności od sytuacji. Dlatego trudno ją nazwać politykiem typowo prawicowym.
Oponenci polityczni często zarzucali jej brak kompetencji, gdy była na stanowisku premiera po zwycięstwie "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie. Czy to jest prawda?
- Ale nikt nie mówi o trudnej sytuacji finansowej, w jakiej" się znalazła wtedy Ukraina. Jej kroki na stanowisku premiera nie były liberalne, bo musiała pokryć finansowo wszystkie obietnice wyborcze Wiktora Juszczenki. Dlatego jej głównym zadaniem na stanowisku premiera było poszukiwanie pieniędzy. I dlatego ingerowała dosyć aktywnie w gospodarkę metodami administracyjnymi. Tyle że wtedy nie było dużego kryzysu gospodarczego, jak o tym krzyczeli politycy, którzy chcieli ją usunąć ze stanowiska premiera...
Czy w takim razie Tymoszenko przy władzy jest zagrożeniem czy zbawieniem dla Ukrainy?
- Tymoszenko jak nikt z polityków ukraińskich bardzo dba o zwykłego człowieka. Te odruchy nie płyną z dobroci duszy, lecz z wyrachowania. Jest ona osobą pragmatyczną i wie, że dbając o człowieka prostego, zyskuje sobie wyborców. I w ukraińskiej rzeczywistości jej to się udaje. Jej poparcie wśród Ukraińców wzrosło o prawie 10 proc. w porównaniu z niedawnymi wyborami parlamentarnymi w 2006 roku. Populizm Julii Tymoszenko ma wzięcie wśród zwykłych Ukraińców, a bez wsparcia społecznego przeprowadzenie reform państwowych jest niemożliwe.
Dziękuję za rozmowę.
Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów
"Nasz Dziennik" 2007-10-03
Autor: wa