Odpowiedzialność właściciela
Treść
Wygląda na to, że rząd wolał narazić bezpieczeństwo Polaków i interes państwa niż narazić się części mediów. Ministrowie, a wśród nich m.in. doradca premiera ds. europejskich Ryszard Schnepf, wiedzieli wcześniej o planowanej publikacji karykatur Mahometa w "Rzeczpospolitej". Informację taką przekazał wczoraj po południu minister obrony narodowej Radosław Sikorski. Potwierdził ją w rozmowie z nami rzecznik rządu Konrad Ciesiołkiewicz. Przyznał, że dotarła ona do ministrów drogą nieoficjalną w piątek wieczorem. Rząd, mimo iż Skarb Państwa jest współwłaścicielem gazety, nie interweniował. Zdawał sobie jednak sprawę z powagi sytuacji i zagrożenia wynikającego z obrazoburczej publikacji, bo wysłał ostrzeżenia do stacjonujących poza granicami kraju kontyngentów wojskowych.
- Do wszystkich naszych kontyngentów przekazana została informacja o tym, że ta publikacja będzie, bo mieliśmy informacje zawczasu. Nastąpiła weryfikacja procedur, tak aby nasze przedstawicielstwa wojskowe i kontyngenty były bezpieczne - powiedział wczoraj w Bydgoszczy minister obrony Radosław Sikorski. Dodał, że wszystkie polskie oddziały wojskowe, przebywające poza granicami kraju, zostały w porę ostrzeżone. Minister nie ujawnił źródła informacji o przygotowywanej publikacji karykatur Mahometa. Podkreślił jednocześnie, że jest przeciwnikiem ograniczania wolności słowa i prasy. - Z drugiej strony wolność prasy ma granice tam, gdzie zaczyna się godność drugiego człowieka - uzupełnił.
Informację o tym, że rząd był uprzedzony o publikacji karykatur, potwierdził wczoraj rzecznik rządu Konrad Ciesiołkiewicz, przyznając jednocześnie, iż nie podjął żadnych działań, które mogłyby zapobiec skandalowi. - Sprawa braku interwencji będzie poruszana w tym tygodniu, na najbliższym spotkaniu rady sygnatariuszy paktu stabilizacyjnego - zapewnił nas Roman Giertych (LPR).
W sobotę "Rzeczpospolita" opublikowała dwa rysunki. Na jednym z nich prorok apeluje do zamachowców-samobójców, by zaprzestali ataków, bo w niebie zabrakło już dla nich dziewic. Drugi rysunek przedstawia Mahometa z bombą w turbanie.
"Rzeczpospolita" zdecydowała się na publikację karykatur, mimo że ich zamieszczenie w jednej z duńskich gazet wzbudziło oburzenie muzułmanów.
Aneta Jezierska
Zamiast przepraszać, lepiej reagować na czas
Rząd wiedząc wcześniej o zamierzonej publikacji rysunków obraźliwych dla wyznawców Mahometa i nawet nie próbując temu zapobiec, przyłożył rękę do ideologicznej krucjaty prasy liberalnej w imię źle pojętej wolności, zlekceważył bezpieczeństwo Polaków w kraju oraz w państwach muzułmańskich i przyczynił się - w interesie międzynarodówki ateuszy - do podżegania konfliktu między światem chrześcijańskim a muzułmańskim.
"Rzeczpospolita" powszechnie kojarzona jest z rządem RP, Skarb Państwa posiada w wydającej ją spółce 49 proc. udziałów. Czy nie było sposobu na powstrzymanie redakcji przed tym pożałowania godnym wybrykiem? Czy nie można było zapobiec rozpowszechnianiu publikacji, tak jak zapobiega się atakom terrorystycznym? Czy wolność mediów jest jedyną wartością chronioną w Europie? To doprawdy żałosne, że górę nad wszystkim wziął lęk przed medialną agresją rozwydrzonych środowisk libertyńskich, dla których wolność nie idzie w parze z odpowiedzialnością. Jeśli rzeczywiście pragną atakować innych w imię własnej wolności, niech to czynią na własny rachunek, ryzykując własne życie w Iraku, Syrii czy Arabii Saudyjskiej, a nie chowając się za polskim państwem i polskim społeczeństwem.
Ta sprawa nie powinna się skończyć na przeprosinach. Rząd powinien znaleźć sposób na skuteczne zniechęcenie wydawców do podobnych prowokacji. Może też należałoby pomyśleć o odzyskaniu "Rzeczpospolitej" przez Skarb Państwa - wszak Orkla Media nosi się z zamiarem sprzedaży udziałów.
Małgorzata Goss
"Nasz DZiennik" 2006-02-07
Autor: ab