Odnaleźli grób ojca po 64 latach
Treść
Dzięki publikacjom "Naszego Dziennika" rodzina kaprala Armii Krajowej i powstańca warszawskiego Zbigniewa Piechockiego po 64 latach odnalazła grób męża i ojca. Okazało się, że miejscem pochówku kaprala Piechockiego jest cmentarz w Harburgu. Pochowano tam powstańców, którzy trafili do obozu jenieckiego i zginęli podczas odgruzowywania Hamburga. W 65. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na cmentarzu w Harburgu odsłonięto tablicę ku czci poległych powstańców, wśród których był także Zbigniew Piechocki.
Przez wszystkie powojenne lata bezskutecznie próbowała odnaleźć miejsce pochówku swojego męża Kazimiera Piechocka. 89-letnią dziś matkę w tych poszukiwaniach wspierała córka Małgorzata Piechocka-Żak.
W naszej sierpniowej publikacji opisaliśmy losy siedemnastu żołnierzy Armii Krajowej, którzy po upadku powstania zostali przez okupantów wywiezieni do obozu pod Hamburgiem. Stamtąd byli dowożeni do bombardowanego przez aliantów Hamburga i zmuszani do odgruzowywania miasta, zburzonych zakładów pracy, fabryk oraz portu. Oczywiście nikt się nie przejmował tym, iż mogli zginąć od bomb. Jeńcom nie pozwalano chować się w schronach podczas nalotów, więc ofiar było bardzo dużo. Kapral Zbigniew Piechocki zginął podczas nalotu na Hamburg 22 marca 1945 roku.
Rodzina po przeczytaniu artykułu skontaktowała się z naszą redakcją, prosząc o sprawdzenie, czy przypadkiem na grobie, przy którym odbywały się uroczystości w Harburgu, nie figuruje także nazwisko kaprala Piechockiego. Okazało się, że faktycznie grób, którym od dawna opiekują się polscy kombatanci, jest miejscem pochówku także Zbigniewa Piechockiego.
Córka kaprala Armii Krajowej Zbigniewa Piechockiego, Małgorzata, podczas rozmowy z "Naszym Dziennikiem" z wielkim wzruszeniem opowiedziała nam historię swojego ojca. Urodzony we Lwowie kapral Zbigniew Piechocki (ps. "Zbyszek") walczył w Powstaniu Warszawskim w 2. kampanii pod dowództwem porucznika "Łazarza". Po upadku powstania został wywieziony do Niemiec i osadzony w obozie pod Hamburgiem z numerem identyfikacyjnym 222939. Zginął w marcu 1945 r. podczas alianckiego nalotu przy odgruzowywaniu Hamburga. Pani Małgorzata powiedziała nam, że po wojnie, gdy rodzina dowiedziała się o śmierci ojca i o tym, że został pochowany w jakiejś nieznanej bliżej zbiorowej mogile pod Hamburgiem, to nawet nie starała się ustalić dokładnego miejsca pochówku, gdyż wytłumaczono im, że jest to niemożliwe do ustalenia, podobnie jak w przypadku innych dziesiątków tysięcy Polaków, którzy zginęli w tamtych czasach na terytorium Niemiec i zostali pochowani w zbiorowych mogiłach.
- Mój wuj, który także został wywieziony do Niemiec i przebywał razem z tatą w Hamburgu, po wojnie wrócił do Polski i przywiózł nam wieści o śmierci i pochówku ojca w zbiorowej mogile. Oddał nam także ostatnie pamiątki po nim, jak: kenkartę, jego małe zdjęcie, figurkę św. Antoniego, kilka rzeczy osobistych i maleńką fotografię zbiorowej mogiły, gdzie z tyłu widniał napis "Hamburg" i informacja o pochówku w tym miejscu 17 powstańców, którzy zginęli w marcu 1945 r. podczas odgruzowywania Hamburga - powiedziała nam pani Małgorzata, dodając łamiącym się głosem: - To było wszystko, co po nim nam pozostało, nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie znajduje się ta zbiorowa mogiła, wiedzieliśmy tylko, że gdzieś w okolicach Hamburga.
Dopiero po przeczytaniu naszej publikacji mama pani Małgorzaty wraz z całą rodziną zorientowali się, że być może w opisanym przez nas grobie pochowany jest także ich mąż i ojciec. - Niech mi pan wierzy - mówi ze łzami pani Małgorzata - kilka dni temu będąc u mamy (obecnie mieszka z drugą córką w Łodzi), powiedziałam jej, że mam jeszcze ciche marzenie, aby dowiedzieć się, gdzie spoczywa nasz tata. Czy jest pochowany na jakimś cmentarzu, bo być może na miejscu jego pochówku jest już autostrada, a może jeszcze cokolwiek innego, czy nawet wysypisko śmieci... Wie pan, takie miałam nawet myśli. I wtedy, po jakimś krótkim czasie, mój syn z synową, przeczytawszy wasz artykuł, po kilku dniach mnie o tym poinformowali. Po prostu zaniemówiłam, no i po sprawdzeniu najpierw w archiwum internetowym "Naszego Dziennika", a później po kontakcie z państwem okazało się, że po 64 latach odnalazłam grób ojca.
Córka kaprala Piechockiego nie kryje radości, że okazało się, iż ojciec ma godne miejsce wiecznego spoczynku. - Jestem wraz z moją mamą państwu ogromnie wdzięczna za opisywanie tych uroczystości na łamach waszej gazety. To dzięki wam wiem, że ojciec jest pochowany na cmentarzu w chrześcijańskiej mogile, gdzie widnieje jego nazwisko. Wszystko mi się w waszym materiale zgodziło i data, i nazwisko, i stopień, i miejscowość. Teraz po tylu latach mam namacalny dowód, że mój ojciec tam został pochowany - powiedziała nam pani Małgorzata.
Kobieta zna swojego ojca jedynie z opowiadań. - Miałam tylko rok i cztery miesiące, jak tata wyszedł z domu przy ulicy Puławskiej 35, więc nie mogę go pamiętać. Ale wiem, co to znaczy ojciec, a w zasadzie jego brak. Mama opowiadała mi wielokrotnie, że błagała wtedy latem 1944 roku tatę, aby nie szedł do powstania i został z nią i córką, ale tylko jej odrzekł, że nie może i musi iść, gdyż najpierw był Polakiem, a dopiero później mężem i ojcem. Teraz po odnalezieniu jego grobu będzie spokojniejsze moje życie - podkreśla Małgorzata Piechocka-Żak. Ponadto zapewniła nas, że odnalezienie dzięki naszym publikacjom miejsca pochówku Zbigniewa Piechockiego jest dla jej mamy, dla niej samej oraz dla całej rodziny wielkim wzruszeniem.
- Moja mama powiedziała, że jest szczęśliwa, iż jeszcze przed śmiercią zdążyła się dowiedzieć, że jej Zbyszek ma chrześcijańskie miejsce pochówku - powiedziała w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" pani Małgorzata.
Zarówno córka kaprala Piechockiego, jak i jej cała rodzina podkreślają, że są niezmiernie wdzięczni wszystkim polskim kombatantom, dzięki którym zbudowano grób poległych żołnierzy Armii Krajowej i powstańców warszawskich w Hamburgu. - Chcemy podziękować wszystkim ludziom, którzy przez tyle lat po wojnie dbali i pielęgnowali ten grób - stwierdziła Małgorzata Piechocka-Żak, zapewniając nas, że już wkrótce wraz z mężem przyjedzie na grób swojego ojca, który walczył o wolność Polski. - Muszę i bardzo chcę tam pojechać. Pokłonię się mu i zapalę świeczkę - dodała wyraźnie wzruszona.
"Nasz Dziennik" będzie towarzyszył wizycie córki kaprala Zbigniewa Piechockiego na grobie ojca w Harburgu. Pani Małgorzata chce osobiście poznać kombatantów z Hamburga oraz uczniów niemieckiej szkoły, którzy byli inicjatorami postawienia pamiątkowej tablicy, aby podziękować im za pamięć i troskę, z jaką pielęgnują grób jej ojca.
Waldemar Maszewski, Hamburg
"Nasz Dziennik" 2009-08-29
Autor: wa