Odeszła wielka Polka
Treść
Z Piotrem Szubarczykiem z gdańskiego IPN rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Jaka była pozycja Elżbiety Zawackiej wśród cichociemnych?
- Cichociemni to byli najdzielniejsi z dzielnych żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, szkoleni do zadań specjalnych, przerzucani drogą lotniczą z Wielkiej Brytanii do okupowanej Polski. To była grupa elitarna, pilotowana przez Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza, przy współpracy z brytyjskimi siłami specjalnymi. Operacje były ściśle tajne. Nie każdy mógł się zakwalifikować do takiego przerzutu, trzeba było wyjątkowych umiejętności i predyspozycji fizycznych i psychicznych. W sumie nad okupowaną Polską wyskoczyło w latach
Czym wyróżniała się ta dzielna kobieta?
- Wyróżniało ją to, co było charakterystyczne dla naszych rodaków z Pomorza, żyjących przez wiele pokoleń w niemieckim otoczeniu, wrogim wszelkim przejawom polskości. Tam trzeba było wielkiej cierpliwości, pracy organicznej liczonej na długi okres, pracy systematycznej. Elżbieta Zawacka wyróżniała się nie tylko osobistą odwagą - której szczególny wyraz dała, skacząc w nocy z samolotu ze spadochronem lub wtedy, gdy śledzona przez agenta gestapo wyskoczyła z jadącego pociągu. Była zdyscyplinowana i perfekcyjnie przygotowana do wykonania zadań, bardzo wymagająca wobec swych podkomendnych i wobec samej siebie. Zresztą, całe jej życie było służbą. Dla niej wojna o suwerenną Polskę nie zakończyła się w maju 1945 roku ani nawet po wyjściu z komunistycznego więzienia za działalność w Zrzeszeniu WiN - następcy AK. Ani nawet w roku 1990, gdy sowiecka Polska się kończyła. Imperatyw służby Polsce towarzyszył jej do końca życia, stąd ta intensywna praca starej już przecież, bardzo zmęczonej życiem, ciężko doświadczonej kobiety, by utrwalić i zachować dla młodego pokolenia Polaków obraz walki Polek o wolną Ojczyznę w XX wieku - naznaczonym zbrodniami sowieckimi i niemieckimi na obywatelach Rzeczypospolitej Polskiej.
A jakie znaczenie miały meldunki, które przenosiła jako kurier?
- Nie każdy kurier z kraju mógł się osobiście kontaktować z premierem i naczelnym wodzem gen. Władysławem Sikorskim czy z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem. Elżbieta Zawacka "Zo" miała taką możliwość, co świadczy o tym, że nie tylko przekazywała meldunki, ale że była pytana o własną opinię na temat sytuacji w kraju. Doceniano ją nie tylko jako kuriera-żołnierza, ale też jako analityka, osobę o wysokich kwalifikacjach, której opinie mogą być przydatne kierownictwu Polski na uchodźstwie.
W 1951 roku Elżbieta Zawacka została fałszywie oskarżona o szpiegostwo i skazana na 10 lat więzienia. Czy była niewygodnym świadkiem?
- Równie dobrze sowieccy komuniści mogli ją oskarżyć o "współpracę z Niemcami" - jak to robili w stosunku do wybitnych oficerów AK i WiN, takich jak na przykład generał August Emil Fieldorf "Nil". Chodziło o to, by skazać bohaterów, a jednocześnie zohydzić ich w oczach Polaków, bo przecież możliwości publicznej obrony nie było. System sowiecki nie przewidywał wolnej prasy, swobodnego obiegu informacji i opinii, a tylko w takich warunkach świadectwo - przekazane opinii publicznej - mogło mieć znaczenie. W roku 1951 nie było "niewygodnych świadków", ponieważ kraj był totalnie spacyfikowany i sterroryzowany, liczbę więźniów politycznych szacuje się wówczas na blisko sto tysięcy ludzi! Świadkowie "mówili" tylko tyle, ile zapisał w protokole oficer bezpieki. Elżbieta Zawacka bardzo szybko zrozumiała, na czym polega istota systemu i że ta walka szybko się nie zakończy, trzeba ją planować na lata. Taką długą walkę o prawdę wówczas zaplanowała, a Pan Bóg pozwolił jej przez długie życie świadczyć o prawdzie.
Dziękuję Panu za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2009-01-12
Autor: wa