Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Obsesja na punkcie redukcji zbrojeń

Treść

Z Romanem Jochem, czeskim ekspertem ds. bezpieczeństwa, rozmawia Anna Wiejak
Czy w Pana ocenie Rosja będzie w stanie zablokować negocjacje w sprawie nowego układu o redukcji zbrojeń, jeżeli Stany Zjednoczone nie zdecydują się na rezygnację z rozmieszczenia systemu rakiet przechwytujących?
- Przede wszystkim nie wydaje mi się, aby Rosja zgodziła się na rozmieszczenie na terytorium Polski i Czech elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Sądzę też, iż administracja Baracka Obamy skłonna będzie co najmniej do odłożenia na jakiś czas budowy tego systemu obrony. Powodem jest przede wszystkim to, iż dla Stanów Zjednoczonych ważniejsze jest osiągnięcie porozumienia w kwestii redukcji zbrojeń niż tarcza antyrakietowa.
Ale przecież równie ważne wydaje się to porozumienie dla strony rosyjskiej, której nie stać na utrzymywanie tak dużego arsenału...
- Zgadza się, jednakże Obama i jego współpracownicy mają istną obsesję na punkcie redukcji zbrojeń, mimo że nie ma żadnego powodu, aby przeprowadzać redukcje. Jest to dla nich absolutny priorytet.
Skąd ta obsesja?
- W niektórych kręgach Partii Demokratycznej jest to swego rodzaju credo. W późnych latach 70. i na początku lat 80. byli to bardzo młodzi pasjonaci przesiąknięci tą ideologią. Utknęli oni w zimnowojennej mentalności i uważają, że problemy okresu tamtej wojny nadal istnieją. Dla przykładu - Barack Obama podczas swojej wizyty w Pradze oświadczył, iż jego życzeniem jest całkowita rezygnacja z posiadania broni nuklearnej. Jego wizja, rzecz jasna, jest zupełnie pozbawiona realizmu. Amerykanie wolą zatem obyć się bez systemu rakiet przechwytujących, niż doprowadzić do sytuacji, w której porozumienie z Rosją co do redukcji głowic atomowych nie zostałoby zrealizowane.
Dmitrij Miedwiediew oświadczył, że amerykański system tarczy antyrakietowej byłby dla Rosji do przyjęcia, ale jedynie jako element globalnego systemu obrony. Rozumowanie to i argumentacja są o tyle zaskakujące, że przecież jeżeli tarcza powstanie, automatycznie stanie się elementem globalnego systemu obrony. Czego zatem w rzeczywistości pragnie Kreml? Co oznacza ta retoryka?
- Krelm chciałby być bezpośrednio zaangażowany w budowę amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Chciałby także zapewne, aby USA przeznaczyły również fundusze na system rosyjskiej obrony rakietowej. To ostatnie rozwiązanie jest dopiero w fazie kiełkowania, jednakże wiadomo, iż Moskwa chce od Baracka Obamy uzyskać jak najwięcej.
Czy zatem powinniśmy w najbliższym czasie oczekiwać jakichś finalnych decyzji w sprawie amerykańskiego systemu?
- Na pewno nieprędko. Barack Obama nie może sobie pozwolić na całkowite zamrożenie prac nad projektem tarczy antyrakietowej, może jedynie spowolnić te prace lub przesunąć w czasie termin rozmieszczenia poszczególnych elementów. Zajmie to długie lata. Tym bardziej nieprawdopodobne wydaje się, aby jakiekolwiek decyzje zapadły na rozpoczynającym się w Moskwie szczycie. Rezultaty tego spotkania będą symboliczne, nie należy jednak liczyć na jakiekolwiek definitywne postanowienia.
Istnieje cokolwiek, co mogłoby zaskoczyć nas podczas rosyjsko-amerykańskich rozmów?
- Nie wydaje mi się. Obydwie strony wysłały już sygnały, które chciały wysłać, zatem nic ponad to, co jest już oficjalnie zaplanowane, nie powinno nastąpić.
Dziękuję za rozmowę.
Roman Joch jest dyrektorem konserwatywnego think-tanku Instytutu Obywatelskiego.
"Nasz Dziennik" 2009-07-06

Autor: wa