Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Obrady utajnione

Treść

Posłowie dostali szansę zapoznania się ze stenogramem posiedzenia sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, w czasie którego speckomisja wysłuchała byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusza Kaczmarka. Premier Jarosław Kaczyński nie miał jednak wątpliwości co do wartości jego zeznań, określając je "stekiem bzdur". Posiedzenie Sejmu w tej części zostało utajnione. Po wczorajszym spotkaniu z Kaczmarkiem speckomisja wniosła o powołanie komisji śledczych do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy i akcji CBA w resorcie rolnictwa.

Wiele godzin awantur i przerw w obradach wymagało wprowadzenie do porządku obrad Sejmu punktu, w którym posłowie zapoznaliby się z tym, co sejmowej speckomisji powiedział Janusz Kaczmarek.
O wysłuchanie Kaczmarka czy też odczytanie jego słów z posiedzenia speckomisji wnioskował wczoraj lider LPR Roman Giertych, wspierany przez wiceprzewodniczącego Samoobrony Janusza Maksymiuka i całą opozycyjną część sejmowej sali. Mimo że jeszcze w czwartek marszałek Sejmu Ludwik Dorn nie chciał nawet słyszeć o możliwości zapoznania się Sejmu z wypowiedziami Kaczmarka, wczoraj jednak, czyniąc zadość głosom opozycji, postanowił o wysłuchaniu słów byłego szefa resortu spraw wewnętrznych. Punkt porządku obrad w tej sprawie musiał zostać utajniony ze względu na możliwość ujawnienia tajemnicy państwowej.
Według Dorna, jedynym sposobem, aby Sejm zapoznał się z tym, co Kaczmarek powiedział, jest odczytanie stenogramu z posiedzeń komisji. Stenogramu nie chciał jednak odczytać przewodniczący speckomisji Paweł Graś (PO). - Pan przewodniczący Paweł Graś stwierdził, że nie widzi możliwości, żeby on to odczytał i ja mu się nie dziwię, bo odpowiedzialność jest potężna. Otóż istnieje możliwość, że odczyta to marszałek Sejmu i ja taką decyzję podjąłem, zdając sobie sprawę z pewnego ryzyka prawnego - stwierdził Dorn.
Według Dorna, odczytanie stenogramu powinno mu zająć około 5 godzin. Oznacza to, że jeśli część tajna obrad przebiegła bez większych awantur, powinna zakończyć się dzisiaj nad ranem.
Zdaniem premiera Jarosława Kaczyńskiego, zapoznanie się posłów z wypowiedziami Kaczmarka to strata czasu. - To jest decyzja Sejmu. Ponieważ to jest stek bzdur, więc żadnej materii do utajnienia nie ma. Przedstawianie tego Sejmowi jest stratą czasu, ale jeżeli Sejm chce tracić czas, to proszę bardzo - stwierdził premier.

Kaczmarek przed speckomisją
Piątek był też kolejnym dniem spotkania byłego szefa MSWiA z sejmową Komisją do spraw Służb Specjalnych. - Kaczmarek potwierdził to, co mówił do tej pory. Jest trochę nowych wątków i nazwisk. Nie sądziłem, że takie mechanizmy sprawowania władzy mogą istnieć. Powstały mechanizmy niebezpieczne dla państwa i demokracji. Wyłącznie komisja śledcza będzie mogła te fakty zweryfikować. I jeśli nie w tym Sejmie, to w następnym komisja śledcza musi być - powiedział po posiedzeniu speckomisji jej członek Janusz Zemke (SLD), zaznaczając, że kiedy już wszyscy posłowie zapoznają się z wypowiedziami Kaczmarka, to przekonają się, że komisja śledcza jest potrzebna.
Według przewodniczącego speckomisji Pawła Grasia, wczorajsze wyjaśnienia uszczegółowiają wątki śmierci Barbary Blidy i akcji CBA w ministerstwie rolnictwa.
Po wyjściu z posiedzenia komisji Kaczmarek zapowiedział, że wszystko to, co powiedział, potwierdzi przed komisją śledczą.
Posłowie PiS wypowiedzi Kaczmarka traktują jako niewiarygodne, np. ze względu na polityczną rolę, jaką były minister odgrywa, będąc kandydatem LPR i Samoobrony na premiera. Podkreślają przy tym, że grając zeznaniami Kaczmarka, opozycja chce powołania komisji śledczej jeszcze w tej kadencji, co faktycznie oznaczałoby, że nie chce dopuścić do planowanego na 7 września skrócenia kadencji Sejmu.
Według premiera Jarosława Kaczyńskiego, obecna sytuacja w Sejmie to "wielka kompromitacja opozycji". Szef rządu zapowiedział jednocześnie, że zgodnie z umową z PO głosowanie nad skróceniem kadencji odbędzie się 7 września. W odpowiedzi na pytanie, czy PiS sprawdza możliwość dalszej koalicji z LPR, odpowiedział, że decyzja o wyborach zapadła w PiS "już dawno temu". Jak zaznaczył, liczy na bardzo dobry wynik swojego ugrupowania.
Artur Kowalski

Sejm przestał pracować
O wczorajszych obradach Sejmu można powiedzieć wiele, ale nie to, że posłowie toczyli normalną rzeczową dyskusję nad stanowieniem prawa. Odbyły się co prawda głosowania nad kilkoma ustawami, ale tak naprawdę bój toczył się przez cały dzień o to, czy posłowie zapoznają się z zeznaniami byłego ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka. Ostatecznie stenogram z posiedzenia speckomisji miał odczytać posłom marszałek Ludwik Dorn na zamkniętym posiedzeniu. Można jednak być pewnym, że to i tak nie przybliży nas do poznania prawdy. Bez względu bowiem na to, co rzeczywiście powiedział Janusz Kaczmarek, opozycja będzie wciąż twierdziła, że obciążył PiS poważnymi oskarżeniami, a PiS będzie podważać jego prawdomówność. Jeśli posłowie nie ostudzą swoich emocji, to wątpliwe, aby na kolejnych posiedzeniach Sejm zajmował się tym, czym powinien, czyli uchwalaniem ustaw. Będziemy bowiem oglądali tylko kolejne odcinki tego samego medialnego spektaklu.
Krzysztof Losz
"Nasz Dziennik" 2007-08-25

Autor: wa