O nas bez nas
Treść
Kontrowersyjna wystawa w szwedzkim miasteczku Lund poświęcona losom więźniarek obozu koncentracyjnego w Ravensbrück wywołała sprzeciw mieszkających tam Polaków. Zawarte w ekspozycji treści są niezgodne z prawdą i szargają dobre imię polskich więźniarek. Społeczności polonijne w Szwecji próbowały zainteresować sprawą Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Szkopuł w tym, że polska dyplomacja nie widzi powodów do interwencji.
Jak poinformował Krzysztof Cierpisz, były członek NSZZ "Solidarność", jeden z założycieli Kongresu Polonii w Szwecji, który trafił tam w stanie wojennym, w muzeum uniwersytetu w Lund znajduje się pamiątkowa tablica na temat więźniarek, gdzie napisano, że był to obóz nie koncentracyjny, ale obóz pracy, w którym więzione były Żydówki, Cyganki i polskie kobiety, które były więźniarkami politycznymi. "Ravensbrück był obozem pracy, do którego przywożono kobiety z szarpanej wojną Europy. Żydów przywożono z Niemiec, Polski i innych okupowanych krajów jako część planowanej przez nazistów eksterminacji Żydów. W kilku przypadkach obóz był opróżniany z tych grup, które wysyłano na śmierć do różnych obozów eksterminacyjnych. Około 25 procent więźniów w Ravensbrück stanowiły polskie kobiety, które nie były Żydówkami. Były oznaczane przez nazistów jako więźniowie polityczni" - czytamy na tablicy. Tymczasem większość więźniarek było cywilami, a nie więźniami politycznymi. - Według Konwencji Genewskiej, cywil to nie ten, który idzie biernie do gazu, ale ten bez munduru i bez broni w ręku - podkreśla Jerzy Więckowski ze stowarzyszenia "Polonia Lundensis".
Jak tłumaczy historyk IPN Bogusław Kopka, zdarzały się przypadki, że więźniów wywożono z obozu, ale raczej zabijano ich na miejscu. - W obozach śmierć można było ponieść w egzekucji z rozkazu gestapo lub w wyniku wycieńczającej pracy - zaznacza Kopka. Wcześniej pojawiły się informacje, że polskie więźniarki były głównie kryminalistkami i prostytutkami, jednak dzięki interwencji polskiej społeczności zmieniono tablice informacyjne. Tymczasem małe grupki kryminalistek i prostytutek rzeczywiście znajdowały się w obozie, ale były to głównie Niemki, które pomagały strażnikom, co miało na celu ich nazistowską reedukację. - Najpierw muzeum pomyliło je z Polkami, potem przykleiło zamiast tego łatkę "aspołeczny element" - tłumaczy Więckowski. Polacy w Szwecji zaznaczają, że sprawy te są poruszane przez nich "do znudzenia". - Co prawda rzadziej już używa się stwierdzenia "polskie obozy" z powodu naszych licznych reakcji, ale mimo to przekłamania historyczne wciąż się pojawiają - akcentuje Stanisław Dyba ze Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Malmö.
Rozgoryczeni członkowie społeczności polskiej informują, że do takich sytuacji dochodzi, ponieważ władze w Warszawie nie wspierają swoich rodaków. Sprawą zajął się poseł Artur Górski (PiS), który skierował list do szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego i marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, w którym domaga się wyjaśnienia sytuacji. - Dziwię się, że nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych do tej pory nie podjęło skutecznej interwencji, aby skorygować zawarty w ekspozycji antypolski przekaz. Czyżby uważało tę sprawę za mało istotną? - pyta Górski. Jego zdaniem, brak działania wskazuje, że zarówno w tej kwestii, jak i w przypadku kłamstw historycznych, które coraz częściej pojawiają się i w Berlinie, i w Moskwie, nasze służby dyplomatyczne są bezradne. - Jest to efekt polityki nastawionej na łagodzenie sporów historycznych i ich przemilczanie, co paradoksalnie ośmiela Rosjan i Niemców do narzucania światu swojej wizji historii, często deprecjonującej Polaków - zaznacza. "Jak poinformowali mnie Polacy mieszkający w Szwecji, wbrew prawdzie historycznej i informacjom zawartym w encyklopediach całego świata, w tym również w szwedzkiej Encyklopedii Narodowej, wbrew treściom wystaw innych szwedzkich muzeów, ekspozycja w Lund zaprzecza elementarnym faktom dotyczącym ludobójstwa Polaków w czasie II wojny światowej. Obóz w Ravensbrück określa się mianem obozu pracy, a nie obozu koncentracyjnego. Dodatkowo kuriozalnym zjawiskiem są również dane dotyczące więźniarek. Zwiedzającym muzeum odmawia się podawania liczby zgładzonych kobiet, czego dowodem jest usunięcie ze ścian wystawy tej informacji" - czytamy w liście posła Górskiego do MSZ. Górski podkreślił w oświadczeniu, że dotarły do niego informacje o obraźliwych określeniach względem polskich więźniarek: "Kryminalistki i prostytutki", "przez nazistów uwięziony element asocjalny", "aspołeczne polskie nie-Żydówki" czy "nieżydowskie Polki".
W opinii Górskiego, ta wystawa to przede wszystkim przejaw ignorancji Szwedów i małej dbałości o zgodność z prawdą. - Szwedów bym raczej nie podejrzewał o złą wolę czy świadome wykrzywianie historii w celu zdyskredytowania Polaków - mówi Górski. - Dla wielu Szwedów (żyjących w świecie dobrobytu i pod opieką państwa), którzy nie doświadczyli okrucieństw ostatniej wojny, pewne sprawy nie mieszczą się w głowie - dodaje. Poseł zaznacza, że obozy koncentracyjne, jak ten w Ravensbrück, są mylone z obozami pracy, bo wielu Szwedów nie ma świadomości, czym był niemiecki obóz zagłady. - To są skutki polityki ahistorycznej, którą się prowadzi w Szwecji, a także poprawności politycznej nakazującej unikanie radykalnych stwierdzeń i skrajnych ocen - podsumowuje. Górski poinformował, że złożył zapytanie poselskie do MSZ w tej sprawie, bo chce poznać stanowisko strony rządowej, a także zapoznać się z dotychczasowymi działaniami podejmowanymi w tej sprawie przez polskie służby dyplomatyczne w Szwecji. - Minister ma trzy tygodnie na udzielenie odpowiedzi. Mam też nadzieję, że sprawą zainteresuje się Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - akcentuje Górski. Podkreśla, że jeśli interwencja nie odniesie skutku, będzie ponawiał próby skłonienia ministra Radosława Sikorskiego do osobistego zajęcia się sprawą. - Mam nadzieję, że posłuży ona do zweryfikowania całej polskiej polityki zagranicznej w kwestii reagowania na nieprawdziwy, często negatywny obraz Polaków, który jest sączony do ludzkich umysłów i na Wschodzie, i na Zachodzie, a ostatnio także na Północy, czego dowodzi wystawa w Lund - zaznacza Górski.
Tymczasem MSZ pytane przez nas o interwencję w tej sprawie podało, że "informacje dotyczące kontrowersji związanych z wystawą dotarły do Konsulatu Generalnego RP w Malmö już w 2007 roku. Uważna analiza strony internetowej, jak i osobista wizyta w Muzeum oraz zwiedzenie wystawy przez Konsula Generalnego nie potwierdziły jednak zarzutów. Informacje, które wówczas dotarły do polskiej placówki, były według Konsula zbyt daleko idące, nie oddające ani ducha ekspozycji, ani jej rzeczywistego przesłania". - Oglądałem tę wystawę i nie znalazłem nic, co obrażałoby pamięć Polaków. Mój ogląd może być skażony tym, że pewne zmiany zostały już dokonane przez muzeum, o czym dyrekcja poinformowała Związek Byłych Więźniów Politycznych - mówi konsul RP w Malmö Jarosław Jasiński. - Ja nie zauważyłem na wystawie nic, co mogłoby być obraźliwe i uwłaczające pamięci - dodaje. Konsul zaznacza, że wystawa zajmuje "tylko jedną salkę", a jej głównym celem jest prezentacja wspomnień i pamiątek więźniarek. - Informacje o samym obozie stanowią tło uzupełniające. Nie chcę bronić dyrekcji muzeum, ale nie mogę żądać zawarcia wielu istotnych informacji, bo wchodziłbym w przestrzeń wolności artystycznej - podkreśla konsul. Jasiński zastrzega jednak, że w niektórych kwestiach zmiany są mało prawdopodobne. - Kwestia nazistów i Niemców dotyczy poprawności politycznej, z którą ciężko jest nam walczyć. Ja nigdy nie używam stwierdzenia "naziści" - zawsze "Niemcy" lub "Niemcy hitlerowskie" - zaznacza Jasiński. Zdaniem zawiedzionych Polaków w Szwecji, reakcja MSZ była do przewidzenia. - Innej odpowiedzi nie można było się spodziewać - mówi Krzysztof Cierpisz. - Działalność konsulatu jest zachowawcza, czysto administracyjna. Przedstawiciele bardzo rzadko zajmują jakiekolwiek stanowisko - dodaje Stanisław Dyba. - Konsulat niespecjalnie się interesuje polskimi sprawami - zaznacza członek stowarzyszenia kombatantów. - Nas, którzy działaliśmy na stronie niepodległościowej, w ogóle się nie wspomina, nikt się z nami nie liczy - zarzuca. - Z ich strony nie ma poczucia przynależności kulturowej, odpowiedzialności za Naród - podkreśla Krzysztof Cierpisz. - Wszystko to jest bardzo smutne - podsumowuje. Zmiany treści wystawy od dawna domaga się miejscowa społeczność polska i organizacja "Polonia Lundensis". Konsul w rozmowie z nami obiecał, że ponownie obejrzy wystawę, jeszcze raz dokładnie sprawdzi treść informacji i jeśli zauważy coś niezgodnego z prawdą, to będzie starał się o zmianę. W Lund istnieją instytucje mające związek z Polską: Biblioteka Uniwersytecka oraz Muzeum Kultury, które dysponują polskimi zbiorami z II wojny światowej, dlatego dane zawarte w ekspozycji powinny być rzetelne. W czasie II wojny światowej niemieccy okupanci uprowadzili z Polski wiele tysięcy kobiet i umieścili w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück na północ od Berlina. Łączna liczba polskich więźniarek znajdujących się w Ravensbrück to ok. 30 tys., z czego 13 tys. kobiet i dziewcząt trafiło tam po upadku Powstania Warszawskiego. Ogółem zamordowano tu ok. 40 tys. Polek.
Wojciech Kobryń
"Nasz Dziennik" 2009-10-17
Autor: wa