Przejdź do treści
Przejdź do stopki

O jeden głos

Treść

"Kłopoty żołądkowe" Marka Suskiego (PiS) zagwarantowały nietykalność agentom SB. Jednym głosem przewagi nadzwyczajna sejmowa komisja zajmująca się tzw. ustawą lustracyjną odrzuciła propozycję PiS, by w nowelizacji ustawy lustracyjnej znalazł się zapis pozwalający pracodawcom na dyscyplinarne zwolnienie z pracy osób, które współpracowały ze służbami specjalnymi reżimu komunistycznego.
Jednym głosem przewagi nadzwyczajna sejmowa komisja zajmująca się tzw. ustawą lustracyjną odrzuciła propozycję PiS, by w nowelizacji ustawy lustracyjnej znalazł się zapis pozwalający pracodawcom na dyscyplinarne zwolnienie z pracy osób, które współpracowały ze służbami specjalnymi PRL. Przeciwko poprawce opowiedzieli się parlamentarzyści PO i SLD, jednak przepadła ona z powodu chwilowej absencji posła PiS Marka Suskiego, który w chwili głosowania udał się... do toalety.
Emocje posłów wzbudził również zapis w preambule ustawy określający PRL mianem państwa komunistycznego.
Konsternacja i zdziwienie na twarzy posłów PiS zasiadających w nadzwyczajnej sejmowej komisji ds. ustawy o udostępnianiu informacji o organach bezpieczeństwa państwa komunistycznego chwilę po ogłoszeniu wyników głosowania nad zgłoszoną w czwartek poprawką były aż nadto widoczne. Projekt młodych posłów PiS dawał pracodawcy możliwość oceny oświadczenia lustracyjnego pracownika i w przypadku, gdy był on tajnym, świadomym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa lub innych służb specjalnych PRL, podjęcia decyzji o dyscyplinarnym usunięciu go z pracy.
- SB łamała prawa człowieka, była instytucją służącą zniewalaniu Polski. Pracodawca może uznać, że zatrudnianie takiej osoby szkodzi wizerunkowi jego firmy - powiedział "Naszemu Dziennikowi" poseł Zbigniew Girzyński.
Poprawka przepadła jednak przewagą jednego głosu. Przeciwko propozycji opowiedzieli się posłowie PO i SLD, wcześniej pomysł krytykowali też pracownicy Biura Legislacyjnego Sejmu. Jednak mianem "ojca porażki", który przyczynił się do odrzucenia tej jakże ważnej poprawki, można określić posła Marka Suskiego (PiS), który ułamek sekundy przed głosowaniem opuścił salę posiedzeń komisji z telefonem komórkowym w ręce. To właśnie nieobecność tego parlamentarzysty szczycącego się tytułem honorowego członka Armii Krajowej umożliwiła przeciwnikom wprowadzenia sankcji w nowelizacji ustawy zyskać przewagę jednego głosu - przewagę, która zadecydowała o odrzuceniu projektu poprawki. - Mam problemy żołądkowe. Musiałem wyjść do toalety - poinformował nas poseł Suski.
Fakt, że to jego nieobecność przyczyniła się do "obalenia poprawki", radomskiego posła najwyraźniej nie wzruszyła. Zdenerwowały go natomiast nasze pytania. - Powtarzam panu, siedzę w toalecie - zapewniał parlamentarzysta.

Wróci jako wniosek mniejszości
Poprawka PiS odrzucona przez komisję ma jeszcze jednak szanse znaleźć się w nowelizacji ustawy lustracyjnej. Poseł Arkadiusz Mularczyk zapewnił nas, że z projektu nie zrezygnuje.
- W takim razie zgłaszam projekt jako wniosek mniejszości i będę nalegał na jego przyjęcie - powiedział Mularczyk jeszcze na posiedzeniu komisji.
Podobne kontrowersje wzbudziła również przygotowana przez posłów PO propozycja preambuły, w której znalazł się zapis mówiący, że współpraca z SLD lub podobnymi organami bezpieczeństwa państwa komunistycznego była trwałym łamaniem praw człowieka i działaniem na rzecz reżimu komunistycznego, zniewalającego Polskę. Przeciwko określeniu "komunistycznego" protestowali pracownicy Biura Legislacyjnego Sejmu, jak można było się spodziewać - posłowie SLD. Ostatecznie poprawka została przyjęta.
Posłowie również zadecydowali ostatecznie o formie, w jakiej mieliby podlegać lustracji dziennikarze, którzy znaleźli się w katalogu osób lustrowanych. Definicja zawodu dziennikarza już wcześniej sprawiała problem członkom komisji. W przypadku dziennikarzy zatrudnionych na umowę o pracę sprawa była oczywista, oświadczenia lustracyjnego mogą domagać się ich pracodawcy.
- Wielu dziennikarzy wykonuje zawód twórcy, sprzedając swój materiał do kilku gazet. Kto w takim razie będzie miał prawo żądać od nich zaświadczenia lustracyjnego? To trzeba sprecyzować w ustawie - mówiła poseł Julia Pitera (PO).
Ostatecznie komisja przyjęła propozycję Janusza Pałubickiego, który wnioskował, by w ustawie znalazł się zapis mówiący o tym, iż takie zaświadczenie lustracyjne musiałby przedstawić redaktorowi naczelnemu gazety, która publikuje przygotowane przez danego dziennikarza materiały.
Komisja zbierze się na jeszcze jednym posiedzeniu, a ustawa trafi na forum Sejmu w przyszłym tygodniu.
Wojciech Wybranowski

"Nasz Dziennik" 2006-07-14

Autor: wa