O czterech mniej
Treść
Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości zbiera swoje żniwo. Kolejnym posłem, który opuścił szeregi tej partii, był wczoraj Jerzy Polaczek. Najbliższe dni pokażą najprawdopodobniej, czy za opuszczającymi PiS pójdą następni. Nad wyjściem z partii zastanawiali się m.in. śląscy działacze - z okręgu, z którego w wyborach startował Polaczek. Były minister transportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego zapewnia jednak, że nikogo do opuszczania partii nie namawia.
Mimo przekonania szefa klubu Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Gosiewskiego, że odejść z klubu nie będzie więcej niż trzy, PiS - jak można się było spodziewać - opuścił wczoraj Jerzy Polaczek. - Moje odejście to wyraz sprzeciwu wobec praktyki, która została zastosowana wobec zawieszonych wiceprezesów. Trzem były wiceprezesom uniemożliwiono pracę dla dobra partii. Decyzje, jakie podjęto w ich sprawie, naruszają przepisy partyjnego statutu - wyjaśniał powody swego odejścia były minister transportu.
W ocenie Polaczka, jest jasne, że spory w partii zawsze będą się zdarzać. Problem jednak w tym, aby umiejętnie je rozwiązywać. - Najpierw powinna być dyskusja, potem decyzja, a na końcu dyscyplina. Nigdy odwrotnie, jak to miało miejsce w ostatnich tygodniach w PiS - mówił. Jak dodał, gdyby został w partii, zaprzeczyłby swoim zasadom. - Moje odejście to nie kalkulacja związana z planami politycznymi, tylko poczucie honoru - powiedział, zapowiadając, że tak jak jego koledzy nie zamierza zrzekać się poselskiego mandatu. - Mandat parlamentarny jest wolny - uzasadniał. Teraz, tak samo jak zadeklarowali to jego koledzy, którzy przed nim opuścili partię, zamierza skoncentrować się na swojej pracy poselskiej i w sposób "wolny" skupić się na "realizacji zobowiązań wobec swoich wyborców".
To, że Jerzy Polaczek podąży śladem Kazimierza Ujazdowskiego, Pawła Zalewskiego i Piotra Krzywickiego, było niemal pewne. I nie pomogło zaklinanie rzeczywistości przez Gosiewskiego zapewniającego, że nie będzie więcej ubytków. Polaczek wraz z Krzywickim na znak protestu przeciw zawieszeniu po decyzji Jarosława Kaczyńskiego trzech byłych wiceprezesów partii zrezygnowali z zasiadania w komitecie politycznym.
Czterech posłów to nie wszystkie straty, jakie może ponieść Prawo i Sprawiedliwość. Kolejni działacze partii w terenie zapowiadają złożenie legitymacji partyjnej bądź już ją złożyli. O rozłamie najbardziej huczy w regionach łódzkim, krakowskim i katowickim. To z tego ostatniego kandydował Jerzy Polaczek. Jak zapowiedział, nie będzie nikogo namawiał do opuszczenia partii. Decyzja lidera śląskiego PiS może jednak skłonić wielu działaczy tego ugrupowania do pójścia jego śladem. W przyszłym tygodniu natomiast decyzję w sprawie odejścia bądź pozostania w partii po spotkaniu z szefostwem PiS podjąć chce grupa działaczy z regionu krakowskiego.
Swoich byłych klubowych kolegów nie potępia poseł PiS Tadeusz Cymański. - Odejście polityka, nawet najbardziej mało znanego, kogokolwiek, zawsze jest stratą. Tu mamy do czynienia z odejściem znanych polityków, naszych kolegów, to jest bardzo smutne - powiedział. Ich decyzje uznał jednak za błędne, choć - jak zaznaczył - szanuje ich zdanie. - PiS jest partią, na którą bardzo długo czekano, czekały miliony wyborców. Taka partia sama w sobie jest ogromną wartością. Długo takiej partii nie było i długo nie będzie. Dlatego w takich trudnych momentach trzeba umieć się odnaleźć - stwierdził Cymański. Jego zdaniem, odejście czwórki posłów osłabia Prawo i Sprawiedliwość.
Artur Kowalski
"Nasz Dziennik" 2007-12-15
Autor: wa